Majaczenie Krzysztofa Majaka

To miał być spokojny wieczór – kocyk, herbatka, ciasteczko, przeglądanie notatek, bo jutro obrona. Ale, jak to zwykle bywa – plany przegrywają z rzeczywistością.

Nagle ktoś podesłał mi TO. Czytałam, czytałam i oczy coraz szerzej otwierały mi się ze zdumienia. Okej, domyślam się, że całe te długie wypociny to tylko pretekst do tego, żeby napisać, że biega w drużynie PZU – no super, gratuluję, trochę podziwiam, bo, szczerze mówiąc – biegania nie znoszę. Zastanawia mnie jednak, czy cały ten tekst nie próba zamiecenia swoich kompleksów pod dywan zajebistości.

Szczerze mówiąc, brak mi słów, żeby opisać moje oburzenie spowodowane tym tekstem. Ale od początku. Jest źle już w pierwszym akapicie:

Sam nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Gdy idę po mieście i widzę osobę otyłą, to odczuwam współczucie. Patrzę na nich jak na osoby, które mają poważny problem ze swoim życiem. Nie z wagą, a z całym życiem. Nie potrafię zrozumieć tego, dlaczego zdrowy człowiek mógłby sobie pozwolić na taki wygląd, a właściwie styl życia. Staram się to akceptować, bo to ich wybór i ich życie, ale zrozumieć nie potrafię. Pomaga mi w tym jedno. Sam byłem kiedyś grubasem.

Po przeczytaniu początku większość otyłych ludzi powinna zamknąć się w domu na głucho, w obawie, że spotka Majaka, a on będzie współczuł, że osoba, którą widzi, zmarnowała sobie życie.
To przecież oczywiste, że jestem całkowicie zdrowa i sama wybrałam, że będę otyłym spaślakiem i ten ‚styl życia’ według mnie jest świetny, nie?

Najważniejsze było dla mnie to, aby mieć szczupłą i wysportowaną sylwetkę. W kwietniu tego roku miałem już naprawdę spory brzuch i powoli mogłem myśleć o zakupie stanika. Może nie jakiegoś dużego, ale jednak. Stanąłem przed lustrem, spojrzałem na siebie i zobaczyłem zaniedbanego 28-latka, który lada moment przestanie kontrolować swoją wagę.

Zastanawiam się, co dla autora znaczy, że był kiedyś grubasem’, ‚miał spory brzuch’ albo ‚lada moment przestanie kontrolować swoją wagę’. 10-15 kg nadwagi nie czyni z człowieka monstrum, grubasa. Wnioskując z tego, co pisze o kebabach, myślę, że najbardziej rozpasany to miał mózg uzależniony od śmieciowego żarcia.
Każdy ma swoje guilty pleasures, panujemy nad nimi bardziej lub mniej, ale nie, on postanowił wszystkich grubasów wrzucić do jednego wora ludzi, którzy się objadają fastfoodami. No gratuluję – stereotypy wiecznie żywe!

Na jego miejscu wcale nie byłabym z siebie taka dumna, na siłę zmuszając się do ‚zjedzenia jabłuszka’, podczas, gdy mój mózg żąda ode mnie chipsów. Nie ulegam mu często, ale też nie rzucam się na niezdrowe jedzenie jak nimfomanka w celi śmierci na mężczyznę.
Nie – według mnie zdrowym podejściem jest pilnowanie tego, co się je i pozwalanie sobie czasem na coś, co lubimy (albo w lekko zmodyfikowanej wersji i w domu, a nie na mieście). Ale ja się przecież nie znam – jestem tylko grubasem, który całe życie jest na diecie.

Najbardziej zdziwił i zniesmaczył mnie fragment, który w ogóle nie pasuje merytorycznie do całej reszty:

Szczupli czują się lepiej, bardziej atrakcyjnie, a przez to rzeczywiście są bardziej atrakcyjni. Są weseli i lgną do nich ludzie, którzy chcą z nimi przebywać. Osoby grube nie są równie atrakcyjne i społeczeństwo tak właśnie je traktuje. Widzą to nie tylko w swoich relacjach osobistych / towarzyskich, ale też w życiu zawodowym. Osoba otyła zawsze będzie postrzegana przez szefa jako wolniejsza, mniej wydajna. Czy rzeczywiście taka jest? Być może tak, ale nie ma to w sumie znaczenia, bo być może nie będzie nawet miała okazji aby udowodnić swoją wartość, bo szef przyjmie kogoś innego. Kogoś… szczupłego.

Totalnie, absolutnie się nie zgadzam. Może Pan Majak był smutnym, nieatrakcyjnym grubasem, ale tę nieatrakcyjność sami dajemy sobie wmówić.
Niezależnie od tego, czy mam 8 kilo nadwagi, czy 48 – jestem osobą pogodną, uśmiechniętą i towarzyską. Na brak towarzystwa też raczej nie narzekam – mogę więc śmiało powiedzieć, że ludzie do mnie lgną, MIMO tego, że jestem gruba. Jeśli zaś atrakcyjność mierzymy zainteresowaniem płci przeciwnej – też jakoś na to nigdy nie narzekałam.

Nie wiem, czy mój szef uważa mnie za wolniejszą i mniej wydajną – nie wydaje mi się – tym bardziej, że nie daje mi czegoś takiego odczuć. W każdej pracy liczą się Twoje kompetencje, a nie to, jaki rozmiar nosisz i ile ważysz.

Znam masę szczupłych ludzi, którym wiecznie nic się chce chce – nie mają na nic siły, ochoty i woli do życia – więc nie generalizujmy.

Niektórzy otyli mawiają: „Lubię siebie takiego, jakim jestem”. „Akceptuję siebie, nie mam problemów ze swoją tuszą”. A co mówią tak naprawdę? „Zrobiłbym coś z tym, ale nie potrafię znaleźć w sobie wystarczająco dużo motywacji, aby walczyć o własne zdrowie i lepszy wygląd”. Wolą zatem powiedzieć „akceptuję siebie”, bo w końcu nic innego im nie pozostaje.

Niektórzy otyli mawiają też: „Akceptuję siebie taką, jaka jestem, ale mam problemy ze swoją tuszą. I mimo ogromnej motywacji nie mogę wywalczyć własnego zdrowia i lepszego wyglądu.”

 

You Might Also Like

  • karolin

    Mój ulubiony cytat z tego wiele wnoszącego tekstu: “Jesteśmy tym, czym jemy” – w takim razie ja jestem łyżką.

  • Pięknie ujęte.

  • qq

    ten tekst to zwykła próba usprawiedliwiania się grubych ludzi.

  • Cieszę się, że dołączyłaś do dyskusji, bo lubię twojego bloga, a brakuje głosów nas, grubasów; głosów, które nie mówią “przepraszam, że jestem” albo “staram się, ale to takie ciężkie”. ♥

  • Kacper

    Szkoda, że szczęściem nie mogą się cieszyć ludzie, którzy muszą podróżować obok szczęśliwego grubcia zajmującego półtora miejsca w samolocie/ pociągu/ autokarze. No ale przecież lepiej podciągać lenistwo pod dydkusję o wolności wyboru.

  • Ewa

    A ja czuje podobnie jak pan Majak. Nie mowie tu o kilku nadliczbowych kilogramach, ale o naprawde otylych ludziach, ktorzy badz to przez chorobe badz przez lenistwo tkwia w stanie, ktory zagraza ich zdrowiu. Nie mozna byc grubym i szczesliwym to oszukiwanie siebie samego. To jak mowienie „pale bo lubie i jestem z moimi papierosami szczesliwa”. Do pewnego stopnia jest to pewnie prawda, ale taka osoba jest tez wiezniem swojego nalogu tak jak czlowiek otyly jest wiezniem swojego obzarstwa i nic nie robienia za soba.

    • Być może masz trochę racji, ale mam dwa ‚ale’:
      1. Jak napisałam, tycie i niemożność schudnięcia jest często błędnym kołem
      2. Bardzo nie lubię, kiedy ludzie uważają, że grubi ludzie są grubi, bo są obżartuchami. To znaczy, że nie wiedzą o co chodzi.

      Poza tym, abstrahując – nie znam nikogo, kto by palił dlatego, że nie lubi.

      • Ewa

        Ad 1. Niekoniecznie. Kwestia pracy nad soba, a pozniej juz tylko konsekwencji. Najlatwiej jest nie robic nic bo “nic nie da” bo to “bledne kolo”.
        Ad 1. Bo bardzo czesto tak jest. Pomijam rozne choroby, kuracje chormonalne.
        Przyklady?
        Moja ciocia twierdzi, ze nic nie je, ale do herbaty dodaje 5 lyzeczek cozku, herbat wypija dziennie kilka, a kazda zagryza ciastem.
        Kolezanka je zdrowe salatki i chude mieso, a wieczorami pochlania cale opakowania slodyczy.
        Moja fryzjerka “nie moze schudnac po dzieciach”, ale bez przerwy cos przezuwa.
        Naprawde nie spotkalam w zyciu nikogo kto odzywia sie racjonalnie, czyli nie obrzeza sie, do tego jezdzi na rowerze, plywa lub duzo spaceruje (bo cos chyba uprawiac trzeba) i nie traci na wadze badz wrecz przybiera. Jesli tak sie dzieje to pora isc do lekarza bo moze jest to problem zlego metabolizmu.
        Acha, zapomnialabym…Ja pale dlatego, ze musze, juz dawno przestalam to lubic 🙁

    • Iza

      Nie rozumiem jak można pouczać innych ludzi, że mają schudnąć będąc jednocześnie PALACZEM. Przestań palić a potem doradzaj jak zdrowo żyć!

  • Peter

    Przykro mi, ale nie kupuję historii o szczęśliwych grubasach.

    • Też mi bardzo przykro, bo serio, to, ile ważę nie sprawia, że jestem mniej szczęśliwa. Owszem, bywa powodem mojego zadowolenia, ale nie nieszczęścia.

  • Do osób grubych nie lgną ludzie?
    Moja osoba i twórczość jest dokładnym zaprzeczeniem całego tekstu Pana Majaka. Dzięki byciu grubym mam hajs na życie, tysiące fanów i kupę nowych znajomości. I jakoś żyję.

    • czasem brakuje mi w komentarzach na blogu opcji ‚lubię to’.

  • Fat-Buster

    Po prostu jestes gruba. Mialas jesc ciasteczka, czipsy, mial byc zajebisty wieczor, ale niestety ktos podeslal Ci linka do tekstu, w ktorym koles pisze smutna prawde o grubych ludziach. Widac niezle musialo Cie to z rownowagi wytracic, skoro przeczytalem ten lament powyzej. A skoro Cie dotknelo, to po prostu typ ma racje. Ale zaklinaj rzeczywistosc, i jedz czipsiatka. Powodzenia ;D

    • Wiem, powinnam się zamknąć w szafie z moimi czipsami i absolutnie nie wychodzić do ludzi, bo jeszcze komuś będzie mnie żal. Ale jakoś tak wyszło, że jestem złośliwa i na przekór ludziom wychodzę czasem z domu. Naprawdę, bardzo mi przykro.
      Chociaż nie – w sumie nie jest.

    • Ja wpierdalam ciasteczka codziennie i grubnę co raz bardziej. Takie lamuski z jak Ty jedynie zlizują kropelki mojego tłustego potu który pachnie totalnym wyjebanie na Twój osąd.
      Peace&out.

  • Basia

    Przyczepię się tylko do jednego fragmentu: „Na jego miejscu wcale nie byłabym z siebie taka dumna, na siłę zmuszając się do ‘zjedzenia jabłuszka’, podczas, gdy mój mózg żąda ode mnie chipsów. ” „Na siłę” i „zmuszajac się” to próbujesz odzwierciedlić swoje zachowania/reakcje na kimś innym (po ang możnaby to ładnie powiedzieć, że „you’re projecting”: http://pl.wikipedia.org/wiki/Projekcja_(psychologia).
    Ja jem zdrowo i same pyszne rzeczy. Nawet jeśli mam na coś ochotę to zawsze jest to coś zdrowego (albo przynajmniej coś od czego nie zatykają mi się żyły, czyt. chipsy), bo na zdrowym jedzeniu się wychowałam, poza tym mi wystarczy świadomość tego co jest w takich chipsach.
    I Twój mózg nigdy nie żąda od Ciebie chipsów. Może potrzebujesz soli, może jesteś głodna, może Ci smutno, ale każdy z tych „głodów” można zaspokoić bez chipsów.

    • Przede wszystkim – uważam, że zjedzenie czipsów raz na jakiś czas, bo zachcianka – to nic złego. Nie mówię, ze codziennie – ja jadam raz w miesiącu, albo rzadziej.
      Niestety, nie wychowałam się na zdrowym jedzeniu i pewne nawyki musiałam sobie wypracować sama. Ale nie będę się zmuszać do zjadania jabłuszka – nie znoszę owoców i w postaci innej, niż zmiksowane po prostu we mnie nie wchodzą. Ja zamiast jabłuszka zjem pomidorka. A jak mam ochotę – to czipsy albo ciasteczko.

      • Kacper

        bardziej wygląda jakbyś codziennie miała ochotę na ciasteczko jednak

        • Nic bardziej mylnego. Nie lubię ani owoców, ani słodyczy – no chyba, że mam okres.
          Ale w sumie nie czuję się w zobligowana do tego, żeby Ci to udowadniać.

  • Klaudyna

    Wiecie co? A ja powiem taką rzecz… też nie jestem dziewczyną szczupłą… raczej jest się do czego przytulić i za co złapać… Czytając ten tekst tak sobie pomyślałam „O matko ja tak mam jak widzę chudą dziewczynę i szkoda mi jej bo nie ma cycków” Ja mam i jestem z tego dumna! Mam pupę i jestem z niej dumna!”
    Ostatnio moja znajoma powiedziała mi, że zadrości mi pewności siebie, uśmiechu i tego, że wszedzie jest mnie pełno tam gdzie się tylko pojawię… może coś w tym jest, że grubi ludzie nadrabiają czym innym: inteligencją, wykształceniem, poczuciem humoru itp…
    Jedno jest pewne otyłość nie przeszkadza mi w tym, żeby być szczęśliwą 🙂

  • Klaudyna

    A! Jeszcze jedno! Jestem po wokalistyce klasycznej i moja pani profesor zawsze mówiła: „Pamiętaj opera kończy się dopiero w tedy jak ta gruba wyjdzie i zaśpiewa!” Więc może coś w tym jest… bo życie to jedna wielka opera 😀

  • Pingback: Majaczenie Krzysztofa Majaka | Jestem gruba. I szczęśliwa.()