W co się ubrać, jak trzeba na elegancko

Nie jest tajemnicą, że jak jest się grubym, to problem pt. ‚NIE MAM SIĘ W CO UBRAĆ’ rośnie do potęgi milion. A jeśli dodatkowo trzeba całkiem wyjść z dresów i legginsów, żeby się ubrać na elegancko, to już nie jest problem, tylko masakra. No i jeszcze żeby nie wyglądać jak w bezkształtnym worku.

Jakimś cudem udało mi się uchronić samą siebie przed wiecznym chodzeniem w legginsach i spodniach z gumką (noszę tylko na fitness i po domu!), bo szybko zakumałam, że no bynajmniej nie sprawiają one, że wyglądam lepiej. Nie łudźcie się – legginsy wyglądają dobrze tylko na ludziach, którzy mają tyłeczki BEZ zbędnych gramów tłuszczu. Ale oni tu nie zaglądają – chyba, że to moi znajomi.
Inna sprawa, że ten tyłek, żeby nie wiem, jak zgrabny, powinien być zawsze i bezwzględnie zakryty – inaczej równie dobrze mogłybyście wyjść na ulicę w samych majtkach – bez różnicy.

No więc promotor zatwierdził gotową pracę magisterską, ale jeszcze nie zdążył wyznaczyć terminu obrony, padł na mnie blady strach. No bo wiecie, tak szczerze i z ręką na sercu przyznałam, że nie mam się w co ubrać. W szafie same weselne, albo zwiewne letnie kiecki, jakiś przymały żakiet, dżinsy. No i zaczął się maraton po sklepach i internetach. I tylko panika.

Buty na szczęście miałam – wyciągam je z szafy tylko na specjalne okazje, bo ładnie wyglądają, ale nie jestem w stanie w nich wytrzymać dłużej, niż dwie godziny. Tak było i tym razem – weszłam, posiedziałam, wyszłam już z butami w ręce (zawczasu wrzuciłam sandałki do auta – brawa dla bystrzachy!)

buty

 

Jak widzicie – obyło się bez kiecki. Udało mi się znaleźć ładne, czarne, eleganckie spodnie. Trzy rozmiary większe, niż te, które zwykle noszę – zwalam na złą rozmiarówkę. Co prawda są do skrócenia i zwężenia w tyłku, ale są ekstra.

Obyło się też bez żakiecików i, co gorsza – białych koszul. Koszul w ogóle. Ostatnio w koszuli wyglądałam dobrze jakieś 30kg temu.

Założyłam co innego – co prawda rzadko noszę tuniki, ale dla tej zrobiłam wyjątek. Łączy ze sobą trzy rzeczy, które lubię – czarność, zwiewność i kolorowość. No i dobra promocja była 🙂

Efekt końcowy więc był taki (już bez ładnych butów, bo sami wiecie co):

obrona

 

 

You Might Also Like