Dlaczego nie lubię lata

Lato, wakacje i urlop. To trzy słowa, mocno ze sobą związane, prawdopodobnie przyprawiają większość grubasów (a już na pewno mnie!) o dreszcze. Tuż po Wielkanocy kobiece pisma zaczynają się rozpisywać w temacie ‚Schudnij do bikini!’ Potem wszyscy w pracy zaczynają planować wakacyjne wyjazdy, a jeszcze później zaczyna się sezon ‚spontanicznego wyskakiwania nad wodę’.


Nie wiem, z czym strasznym kojarzą się Wam wakacje, ale dla mnie jest to czas, kiedy szczególnie dotkliwie odczuwam wszystkie swoje niedoskonałości i zauważam niedogodności, które oferuje moje ciało. I niewykorzenione kompleksy (bo mam!).

1. Upały
Od tego wszystko się zaczyna. W nocy 20 stopni i czuję, jak przez sen moje ciało się poci, w dzień plus milion stopni i pocę się jeszcze bardziej. Najchętniej nie wychodziłabym spod prysznica.
Samopoczucie – nic mi się nie chce i chcę umrzeć. Marzę o zimie. Albo chociaż o jesieni.

2. Ubrania
Najchętniej pozbyłabym się wszystkich ubrań z siebie – ale, że jest to ogólnie przyjęte za nieobyczajne, staram się, jak mogę, maksymalnie wszystko zakryć, ale żeby nie było za gorąco.
Zmyślnie wybieram czerń. Bo lubię.

3. Kostium kąpielowy
Zwykle urlopowe wyjazdy kończą się nad jakąś wodą – bez różnicy, czy to ocean, morze, jezioro czy okoliczna rzeczka. Woda zwykle wymaga rozebrania się do kostiumu kąpielowego. Nie jestem do końca pewna, co się ze mną stało w tym roku, ale po raz pierwszy od klasy maturalnej przywdziałam kostium poza basenem. W dodatku dwuczęściowy. I pokazałam sadło.
Na szczęście prawie nikt nie widział.

4. Moje ciało mówi ‚nie’
Jakbym już nawet nie wybrała się nad wodę, to potencjalnym miejscem destynacji mogłyby być góry.
No ale – jakoś nie przypominam sobie momentu w życiu, żeby mnie takie wdrapywanie się pod górkę tylko dla podziwiania widoków jakoś szczególnie jarało.
Teraz dobiłam już do smutnego momentu, w którym takie przemieszczanie się na dwóch nóżkach uważam za szczególnie niedogodne. Ale nie lubię się do tego przyznawać.

Tegoroczny urlop był cudowny. Było jezioro, las i prawie nie było ludzi. Nie dość, że przywdziałam ten kostium, to jeszcze na tyle było mi wszystko jedno, że odważyłam się opalać topless. Dobrze czasem móc się nie przejmować niczym.

Choć i tak zawsze znajdzie się taka osoba, która wytknie mi, że jestem gruba. I całe dobre samopoczucie i nie przejmowanie się niczym ch*j strzeli.

Ale! Było tak (na więcej nie pozwalają mi wszystkie padnięte elektrosprzęty, ale może to i lepiej):

waka1

Tu spędzaliśmy całe dni na siedzeniu, czytaniu, opalaniu się i pływaniu. A wieczorem zapalaliśmy świeczki i, przytulając się, obserwowaliśmy nietoperze, perkozy i całą resztę towarzystwa.

 

 

 

 

waka 2

„Jesteś taka blada, że w tej wodzie wyglądasz jak topielica” – powiedział. A liczyłam na określenia bardziej zbliżone do rusałek. No trudno.

You Might Also Like