Długi weekend sierpniowy i jedzenie

Muszę Wam się przyznać, że w weekend jadłam. Ale! Nie byle co, nie byle gdzie i z nie byle kim.

Już od dawna byliśmy umówieni ze znajomymi, że na ‚maryjny weekend’ sierpniowy spotykamy się w Kielcach. My – z urodzenia Kielczanki, Oni – Warszawiak oraz Krakus z krwi i kości. Chciałyśmy im pokazać naszą krainę.
Pomyślałyśmy, że będzie fajnie, jak gdzieś pojedziemy, wybrałyśmy więc Pałac w Kurozwękach. To nie był najlepszy pomysł, bo nie dość, że daleko (jakieś 40km od Kielc), to jeszcze okazało się, że atrakcje są zdecydowanie przystosowane pod najmłodszych odbiorców, aczkolwiek lekko ekscytowaliśmy się na myśl o tym, że zobaczymy bizony. Gorzej, że pogoda umiarkowanie dopisała.
Niepocieszeni stwierdziliśmy, że trzeba pomyśleć o jakimś jedzeniu jednak, bo za moment 16:00, a my tacy głodni. Zamiast zatrzymać się gdzieś bliżej, dość jednogłośnie stwierdziliśmy, że tak rzadko bywamy w Kielcach i okolicach, że totalnie musimy się udać w nasze ulubione miejsce zwane Renamentem. I rzecz Wam muszę, że dobry to był pomysł.
Trafiliśmy na miejsce już nieźle wygłodniali, a że tam stawiają raczej na slow food i dbałość o składniki i resztę szczegółów, trzeba nam było nieco poczekać. ALE BYŁO WARTO*

Ja z Miśkiem zdecydowaliśmy się na danie dla dwojga zwany Meze i rzec muszę, że, jak już było po wszystkim, głodni bynajmniej nie byliśmy. Co składało się na taki zestaw? Otóż:

Dwie przystawki – tzatziki z pieczywem z pobliskiej piekarni (bez zdjęcia) i sałatka grecka z taką prawdziwą, superwypas, fetą i oliwkami prosto z greckiego drzewa – jeszcze z pesteczką!

Chwilę po przystawkach dostaliśmy dwa dania główne – faszerowanego pomidora i paprykę, oraz mussakę. A rzec Wam muszę, że z tą mussaką to trudna sprawa, rzadko się zdarza, żeby gdzieś robili dobrą. Ta była przepyszna!

Na deser zaś kolorowe szoty w barwach kieleckich klubów sportowych <3

Vive & Korona!

A photo posted by Agata (@acia007) on

To było w sobotę. W niedziele było w ogóle co innego, albowiem z okazji Światowego Restaurant Day, Kuba z bloga tymrazem prezentował swoje grillowane menu 🙂

A w nim: miniburgery (Kuba twierdzi, że wstał rano i sam wypiekał minibułeczki do tychże!), kurczak z arabską nutą z  miodową marchewką i  bazyliowo-rozmarynowymi ziemniakami i ananas z chili i czekoladą (oczywiście – grillowany). Była też wersja wege tego obiadu (feta jako przystawka i tofu z selerem naciowym jako główne danie).

Grllujemy z #tymrazem #restaurantday 🙂 #renament #kielce #instagood #igerskielce #grill #foodporn #instafood

A photo posted by Renament Gastrobar (@renament_gastrobar) on

Och! #renament #restaurantday #grill #pineaplle

A photo posted by Agata (@acia007) on

Jeśli czujecie się połechtani drugą częścią tego wpisu, zapraszam Was do Kuby – podał wszystkie przepisy na swoim blogu 🙂

Ach, zupełnie zapomniałam o hummusie w 4 smakach (klasyczny, z ajvarem, pesto i z granatem), zabrałam go ze sobą do Krakowa – napoczęliśmy go już w lesie po drodze, a wykańczaliśmy na kolację, z najlepszym chlebem świata (specjalnie dla niego nadłożyliśmy drogi, ale co tam!)

#hummus w lesie. #renament #omnomnom

A photo posted by Agata (@acia007) on

Jako bonus dodam, że w renamentowej łazience jest specjalne lustro. Do selfie. A jako, że kobiety podobno zawsze do łazienki chodzą parami, nie inaczej było w naszym przypadku:

#selfie #renament

A photo posted by Agata (@acia007) on

Lubię czasem pozwolić sobie na takie jedzeniowe święta, szczególnie z ludźmi, których bardzo lubię, a nie mam okazji często spotykać. I bynajmniej nie myśleć wtedy o diecie.

A Wy, co dobrego jedliście w ten weekend?

*we wpisie użyłam zdjęć z instagrama @renament_gasrobar, albowiem byliśmy momentami już tak głodni, że rzuciliśmy się na jedzenie, zanim jeszcze pomyśleliśmy o zdjęciach 🙂

**Renament Gastrobar nie sponsoruje tego wpisu. Po prostu ich kocham.

 

You Might Also Like