Dlaczego nie lubię, kiedy mówisz mi, że jestem gruba

Pewnie każdy z Was kiedyś się spotkał z taką sytuacją, że ktoś w niewybrednych słowach skomentował Wasz wygląd. I ja nie jestem w tym przypadku wyjątkiem. Gorzej, że takie jedno zdanie można zapamiętać bardziej, niż milion komplementów.

I tak:

Sytuacja I

Kiedyś mój szef przychodził zawsze w porze lunchu i zawsze zastawał mnie przy jedzeniu. Jako, że to raczej bezpośredni jegomość, w końcu podsumował to po swojemu: „Ciągle Pani je! Jak będzie Pani tyle jeść, to nigdy pani nie schudnie!”
Oczywiście, że nic mu nie odpowiedziałam na te słowa, bo mówienie do własnego szefa, że jest stary i głupi, raczej zwykle nie skutkuje świetlaną karierą.
Udało mu się za to utwierdzić mnie w przekonaniu, że nie powinnam jeść publicznie, co skutkowało tym, że przez wiele miesięcy miałam problem z jedzeniem gdziekolwiek poza domem. Co skutkowało tym, że byłam wiecznie głodna. Wcale nie schudłam.

Sytuacja II

Mój rodzony ojciec jest przodownikiem we wpędzaniu mnie w kompleksy (może dlatego rozmawiamy raczej rzadko) od lat… no, w sumie, odkąd pamiętam. Sytuacji z nim mogłabym przytoczyć Wam milion, ale ta jest chyba najbardziej obrazowa.
Omawialiśmy ostatnio kwestie zmiany przeze mnie samochodu. No i wymyśliłam sobie coś naprawdę małego. I wiecie, co usłyszałam?
„No przecież Ty nie możesz mieć takiego, bo się do niego nie zmieścisz!”
Cisnęło mi się na usta klasyczne „Chyba Ty!”, ale do własnego ojca nie mówię takich rzeczy.

Co poskutkowało tylko tym, że pojechałam sprawdzić. O dziwo, nie wypełniałam sobą całej samochodowej przestrzeni.

Sytuacja III.

W szkole, na uczelni, na ulicy w sklepie. Wszędzie te ‚dyskretne’ szepty „Patrz, jaka gruba!”. Albo, ewentualnie, znaczące spojrzenie.
Zaczęło to skutkować tym, że zaczęłam się porównywać z innymi dziewczynami spotykanymi na ulicy. Czasem wychodzę z tego zwycięsko, zwykle raczej nie.

Załączone sytuacje, można oczywiście mnożyć w dowolnych konfiguracjach. Zastanawiałam się zawsze, czemu ludzie to robią. Jaki jest sens podnoszenia swojej samooceny czy samopoczucia kosztem kogoś, kto wyraźnie jest gorszy.
Od kiedy zmieniłam nastawienie, lubię myśleć, że to dlatego, że ja wcale nie jestem gorsza. Być może jestem równie inteligentna, lub może bardziej, niż większość z nich. Być może jestem nawet ładniejsza. No ale nie mogę poszczycić się zgrabnymi nogami i brakiem sadła.

www.garfield.org.pl

www.garfield.org.pl

Za każdym razem, kiedy ktoś mi mówi, że jestem gruba, zanim cokolwiek odpowiem, przez moją głowę przebiega milion myśli. Na ogół odpowiadam „Wiem, mam w domu lustro”, podczas gdy wolałabym: „A Ty jesteś głupi/brzydki/masz brzydkie zęby/cokolwiek”, ale powściągam swój język – wszak kultura osobista.

Wkurza mnie, że ludzie nie mają w sobie tyle instynktu samozachowawczego, żeby ogarnąć, że pewnych rzeczy się ludziom nie mówi, bo może kogoś skrzywdzić, albo zwyczajnie dlatego, że nie wypada. A w sumie powiedzenie tego nic nie zmieni. No bo jak powinnam zareagować? Przepraszać? Tłumaczyć się? No halo. Tak nie będzie.

Za każdym razem, kiedy masz zamiar skomentować czyjś wygląd (no chyba, że się po prostu źle ubrał, bo na taką zmianę akurat ma wpływ), zastanów się, jakby Tobie było miło, jakby Ci ktoś powiedział coś takiego. Bo ja takie teksty tylko z przyjaciółką. A i to nie zawsze.

450x75-tekstROKU

You Might Also Like