Promocja otyłości

Od jakiegoś czasu my, grubasy, spaślaki i inne w rozmiarze plus size wychodzimy na ulice. Jest o nas głośno w mediach i świecie mody. Mamy dosyć bycia pominiętymi w najnowszych trendach mody i tego, że naprawdę jest nam się ciężko ubrać się w cokolwiek innego niż bure, workowate ciuchy – bo przecież kolorowe, modne fasony zarezerwowane są wyłącznie dla pięknych, szczupłych kobiet.

Nasza obecność kole w oczy, jest niewygodna. Najlepiej byłoby o nas milczeć. Ubrać w zgrzebne worki na ziemniaki i posadzić w kącie, albo schować do piwnicy. Liczy się tylko to, jak być bardziej fit, żeby znać pięć nowych przepisów na kaszę jaglaną albo jak oszukać przeznaczenie i nie jeść glutenu, gdy chlebek z piekarni na dole tak pięknie pachnie!

Co chwila słyszę, że mój blog to promowanie otyłości. I nigdy nie wiem, czy bardziej się z tego śmiać, czy zapłakać nad losem tych, co to wymyślili. Wygrywa chyba moje wrodzone poczucie humoru, bo wizualizuję sobie witrynę sklepu odzieżowego z takimi naprawdę grubymi, wręcz otyłymi, nagimi manekinami z gryzącym w oczy napisem PROMOCJA. I już wiem, że ten sklep ominę szerokim łukiem.

promocja-otyłości1

Powiem to raz i mam nadzieję, że nie będę musiała powtarzać: OTYŁOŚĆ NIE BIERZE SIĘ Z PROMOCJI. Otyłość to nie jest czyjś wybór, czy świadoma decyzja – prędzej świadome zaniedbanie. U mnie to głównie geny i ogólna niechęć do aktywności fizycznej, niestety.
A i ciasteczko wieczorem doszło do głosu zapewne nie raz (zważywszy na fakt, że zasadniczo nie lubię słodyczy, prawda) – jak i inne kulinarne grzeszki – nie wypieram się, bynajmniej,

Nie podoba mi się jednak, w jaki sposób potrzeby grubych ludzi są spychane na boczny tor. Ignorowane, bo są tak niewygodne, że mówienie o nich jest na tyle przerażające, że lepiej przemilczeć. Porównywanie promocji zdrowego trybu życia/sposobu odżywiania do „promocji otyłości” jest po prostu słabe i mocno nietrafione. Oczywiście, że bycie szczupłym i zdrowe życie jest fajne, ale nie tylko tacy po tym świecie chodzą.

I wtedy włączam pewną komercyjną stację radiową, i w ciągu jednego spotu reklamowego słyszę o: środku na odchudzanie, tabletkach na potencję, suplemencie diety redukującym cellulit i kolejnym środku na odchudzanie. To idzie wiosna. Bikini, ruchanie w krzakach, krótkie spódniczki, bikini. Aż się zastanawiam, czemu nikt jeszcze nie pomyślał, że to dopiero jest niezdrowe – również psychicznie.

Wmawia się nam (głównie kobietom), że ciągła pogoń za smukłą sylwetką na wakacje to obietnica szczęścia, dobrobytu i Wielkiej Miłości. Tylko nie do siebie. Suplementy diety to nawet nie jest pójście na łatwiznę – one po prostu nie działają – nawet w połączeniu z odpowiednią dietą. I tak, zaślepione obietnicami przemysłu farmaceutycznego, witamy lato w nowej sukience, rozmiar większej, niż rok temu, rozczarowane Cudownymi Tabletkami i wściekłe na siebie.

„Nowa smukła sylwetka” to produkt sezonowy – najpierw musisz pięknie wyglądać w bikini latem, a potem – w sylwestrowej kreacji. Ciągle coś musimy. Ciągły przymus, bacik, mały chochlik z tyłu głowy, który wywołuje wyrzuty sumienia. Ja się pytam: po co to wszystko. Czemu nie możemy być, kim chcemy, takimi, jakimi sami się czujemy – dlaczego ciągle nie pasujemy w idealne ramy nakreślone przez panie z telewizji? Obawiam się, że większość z nas, zwykłych śmiertelników, nigdy się w te ramy nie zmieści – zawsze będziemy nieidealni według speców od reklamy. Oni w końcu zarabiają na tym, że jesteśmy brzydcy, grubi, a chłopakom nie staje. I zawsze nam wmówią, że coś z nami nie tak.

promocja-otyłości2

 

 

You Might Also Like