A jak schudnę, to…

Marzysz o zmianie koloru włosów albo nowym cięciu. Ale z jakiegoś powodu odwlekasz wizytę u fryzjera, bo wydaje ci się, że ta zmiana będzie korzystniejsza, jak ją przeprowadzisz już po tym, jak zrzucisz nadprogramowe XX kilo (tu wstaw sobie dowolną liczbę, niczego Ci nie narzucam). To będzie taka wisienka na torcie nowego wizerunku.
Do tego nowa sukienka i świat padnie do Twoich stóp.

Znasz to? Obiecujesz sobie nową sukienkę, fryzurę czy inną zmianę w swoim życiu, ale dopiero po schudnięciu miliona kilogramów. Bo będziesz wtedy lepiej wyglądać. Lepiej się czuć.

Problem w tym, że nie robisz nic, żeby dupa Ci zmalała, ale chcesz poczucia własnej zajebistości. I dalej kisisz się w tym poczuciu bezsensu własnego życia, kompleksy narastają, a Ty jesteś cieniem własnej siebie i z większym niż zwykle obrzydzeniem patrzysz w lustro.

Idzie wiosna, za nią letnie sukienki i bikini, a Ty miałaś schudnąć i lepiej wyglądać.

A teraz wyobraź sobie taką sytuację:

Przychodzi wiosna, a Ty wcale nie spinasz, że odłożył Ci się zimowy tłuszczyk w boczkach. No trudno. Schudniesz albo nie. Ale nie będziesz się tym katować i zadręczać co dnia.

Idziesz do fryzjera i spełniasz swoje najskrytsze pragnienia. Takie, o których zawsze marzyłaś, ale się bałaś albo odkładałaś w czasie. I nagle już nie masz długich, czarnych włosów za łopatki, ale jesteś krótkowłosą rudą. Irokez, grzywka, dwa kolory włosów na raz, fioletowe włosy – cokolwiek przyjdzie Ci na myśl i wiesz, że będzie wyglądało dobrze (jak nie wiesz – spytaj swojego fryzjera, co o tym myśli).

metamorfoza

To jest moje zdjęcie sprzed ok. trzech lat. Była taka fantazja, że asymetryczne cięcie, wygolone po bokach i w ogóle. No bo czemu nie. Poszłam i obcięłam! Wtedy byłam zadowolona i mi się podobało.

 

Czujesz się lekka (!), odmieniona, a swoje kroki prosto z salonu fryzjerskiego kierujesz do ulubionego sklepu i sprawiasz sobie najładniejszą sukienkę, jaką znajdziesz. Albo, jeśli nie lubisz sukienek – cokolwiek, co sprawi, że się sobie spodobasz. Coś, co podkreśli nową fryzurę/ kolor oczu/ ładne nogi/ fajne cycki – albo wszystko na raz – ja niestety nie mam (i nigdy nie miałam) zgrabnych nóg, nad czym ubolewam, ale i tak lubię krótkie spódniczki.

Uśmiechasz się częściej, Twoja skóra promienieje, wyglądasz ładniej. Czujesz się ze sobą lepiej. Już nie pamiętasz, że miałaś schudnąć ileś tam kilo, bo przecież jest dobrze. Sama widzisz więc, że nie ma sensu odkładać pewnych rzeczy, tym bardziej, że mogą się okazać kluczowe dla Twojej psychiki.

Jeśli zaś chodzi o mnie, to nosi mnie na zmianę fryzury zwykle na jesień, jak się zaczynają smutne dni – ale w tym roku byłam dzielna – stęskniłam się za dłuższymi włosami i zapuszczam, podcinam, tylko rzadziej niż zwykle i… zobaczymy, czy na widok nożyczek znowu nie strzeli mi coś głupiego do głowy.

Na wiosnę zaś mam inne fantazje – zawsze wtedy kupuję nowe cienie do powiek. Nie brązowe, nie beżowe i nie w odcieniach złotego. Zielone. Fioletowe. Granatowe. A potem jakoś nigdy nie udaje mi się tym pomalować tak, żeby to jakoś wyglądało. Albo nie mam okazji. Albo czasu, żeby poeksperymentować przed wielkim wyjściem i nie ryzykuję. No dobra, rok temu trochę oszukiwałam i kupiłam po prostu wściekle niebieski tusz do kresek.

Ale w tym sezonie… w tym sezonie to już się nauczę tak, że będzie i kolorowo, i ładnie!

A może blond loki?

Gdybym była barokową - blond burdelmamą, to wyglądałabym właśnie tak.

Gdybym była barokową blond burdelmamą, to wyglądałabym właśnie tak.

You Might Also Like

  • Gdybyś była barokową-blond burdelmamą, to ja bym chciała dla Ciebie pracować. O!

    • Aż trochę szkoda, że to tylko takie mrzonki!

  • Jo

    o, ja mam lepiej. ja z miłością czekałam, aż schudnę.

    PS. muszę Cię częściej gonić do pisania!

    • Najważniejsze, to nie dać sobie wmówić, że jeśli nie schudniesz, to nie będzie miłości!

  • Czy w Kielcach można się będzie spodziewać już jakiegoś zasko?! 🙂

  • Wredotka

    Agata a gdzie chodzisz do fryzjera? Strasznie mi sie podobaja Twoje wlosy-przyjme za darmo 😉

    • Włosów nie oddam, a od kilku lat obcina mi je koleżanka za flaszkę wina 😉

  • Kitsune

    Ja mimo kilku kilo więcej! I nigdy nie odmówiłam sobie bikini 😀 Podoba się mi, moim znajomym, narzeczonemu, reszta może podskakiwać i szczekać 😉

  • Gdybym czekała ze zmianą garderoby Aż Wezmę i Schudnę, to by łachmany na wylot przetarte ze mnie na ulicy spadły. 🙂

  • Pingback: A jak schudnę, to… | Jestem gruba. I szczęśliwa.()

  • Anna Pogorzelska