Gruby potwór – czyli internetowe mity o grubasach

Czytam te wszystkie ostatnie komentarze o grubasach – kierowane konkretnie do mnie, choć nie tylko – czasem atakujące grubych ludzi po prostu. Czasem są bardziej merytoryczne, czasem są całkiem śmieszne, czasem opisują całą historię jednej osoby – zupełnie jakby jedna opowieść była wyznacznikiem normy. Zajrzyjcie, czy nie ma tam jakichś mitów o Was!

Jeśli jesteś gruby, to na pewno bardzo dużo jesz.

Nie dość, że bardzo dużo, to bardzo niezdrowo. I nawet ciastko smarujesz majonezem.

Już kiedyś wspominałam o tym, że można tyć z niedojadania. Mogę mówić tylko za siebie – nie spożywam nadmiernych ilości jedzenia – musicie mi wierzyć na słowo, bo przecież mój wygląd temu przeczy. Do tego, jak wiecie, staram się jeść zdrowo – nawet kebab robię w domu. A majonezu nie lubię.

dżem

Choroby tarczycy i złe geny to tylko wymówki i kiepskie usprawiedliwienia

Być może tak. Przez lata miałam zdiagnozowaną niedoczynność tarczycy, po czym nagle okazało się, że… jednak w ogóle nie – wystarczyło zmienić lekarza na mądrego.

A co do genów… skoro wszyscy w mojej rodzinie mają tendencje do tycia, to mogę wysnuć pewne wnioski, prawda? Tak samo, jak Ci, którzy mówią, że mają ‚dobre geny’ i są szczupli całe życie, choć nic w tym kierunku nie robią – zupełnie nie rozumiem, czemu sytuacja nie mogłaby być odwrotna.

Grubi ludzie chorują i umierają szybciej

Z tego, co mi wiadomo, to szczupli ludzie też chorują i umierają. Wszyscy umrzemy.

A tak serio – jestem świadoma zagrożeń zdrowotnych, jakie niosą ze sobą nadprogramowe kilogramy. Jako, że mimo licznych prób, zrzucanie mam mocno utrudnione, to pilnuję zdrowia w inny sposób – regularnie się badam, chodzę do lekarzy i staram się zdrowo żyć. Bo można.

Grubi ludzie są grubi. I zaniedbani.

Czy ja wyglądam, jakbym była zaniedbana? Serio, bo staram się jednak dbać. Nawet paznokcie maluję! U stóp też!

Żeby schudnąć trzeba chcieć, to wcale nie jest trudne!

No jasne. Ale chcieć to za mało. Sprawa nie jest taka prosta, jak się wydaje. Jakby była, wszyscy bylibyśmy idealni. Tak myślę.

Ale by było nudno! No i nie byłoby nas tu, bo nie byłoby o czym pisać 🙂

11010002_859441890797273_2937850460333088985_n

 

You Might Also Like

  • Dorzucę jeszcze jeden brylant myśli ludzkiej do puli: „Grubi ludzie są brzydcy, na domiar złego latem zakładają odsłaniające to i owo ubrania (jak śmią! powinni nosić czadory) a ja muszę na to patrzeć i zbiera mi się na wymioty. O BIEDNY JA.”

    Well – mnie na ten przykład zbiera się na wymioty, ilekroć widzę dłoń ozdobioną kompletem różowych, plastikowych szponów, godnych jakiegoś krogulca. Ilekroć wzrok mój niewinny pada na pomarańczową gębę i pociągnięte trupiorybią szminką wargi jakiejś miłośniczki „Warsaw Shore.” Obrzydzenie wzbudzają we mnie obiekty względnie niewinne – np. cudze palce u nóg, ściśnięte w pęczek obuwiem typu „peep toe”. Ale również brudne łapy typa, z którym chcąc nie chcąc dzielę tramwajową rurkę. Można by tak w nieskończoność. No i co z tego?

    Poważnie zastanawia mnie fakt, czemu tylu ludziom się wydaje, że inni istnieją po to, by im dostarczać estetycznej przyjemności. Toż to skrajny solipsyzm.

    • Ej wiesz co… w sumie to mi podsunęłaś dobry pomysł na wpis, ale niech się tylko cieplej zrobi.

      • Ewa Michalak

        A mnie się zawsze jedna konkluzja ciśnie na usta/klawiaturę gdy czytam „obiegowe opinie” o Kobietach +size mianowicie : dobre wróżki są pulchne a złe wiedźmy kościste !

        ;D

        • Ewa (aaaa! Ewa Michalak na moim blogasku!), kojarzę tylko w jednej bajce zasadę, o której mówisz. W całej reszcie grubi byli raczej negatywnymi bohaterami 🙂

          • Ewa Michalak

            No co Ty ??? prawie zawsze, przynajmniej za czasów moich bajek, było tak jak napisałam :))))
            A negatywni to byli grubi ale faceci, kobitki zawsze pulchna = dobra, koścista = zła …. no , poza Shrekiem ;D

          • Z Disneyowskich postaci kojarzę tylko wróżki ze Śpiącej Królewny były okrąglutkie i dobre, a Diabolina była chuda i zła – a potem masz np. Urszulę z Małej Syrenki, która już wcale taka dobra nie jest. Jakbym pomyślała, to bym Ci pewnie więcej takich przykładów znalazła. Gruby jeśli nie jest zły, to się z niego śmieją. A Shrek nie jest dobrym przykładem, bo to był taki pastisz wszystkiego (chociaż był dość stereotypowym grubasem, co puszcza bąki)

          • Ewa Michalak

            Ale w Shreku to miałam na mysli nie do końca dobrą matkę chrzestną a nie Shreka
            Z Disneya to jeszcze – Kopciuszek, Królewna Śnieżka. A Kruella z Dalmatyńczyków ?

            Z ostatnio oglądanych – Kusko i Izma , I prawie wszystkie „złe” nauczycielki – były kościste a dobrotliwe babcie – pulchne i mięciutkie z podwójnym podbródkiem…

          • Ewa Michalak

            tak to przynajmniej pamiętam 🙂
            Generalnie uważam, że wartościowanie kogokolwiek na podstawie gabarytów jest, delikatnie mówiąc, niemądre. Wartość człowieka nie jest uzależniona od masy jego ciała.

          • Tak jest łatwiej wartościować, niż na podstawie innych wartości, niestety, ale w pełni się z Tobą zgadzam 🙂

          • No ok, zgadzam się – ale bycie grubym to nie zawsze ta dobra i pulchna babcia. Nie jestem pulchną babcią, czasem jestem Lady Ursulą 😉
            A w bajkach wszystko zależy tak naprawdę od rysów twarzy – nie było grubej księżniczki, ale nie było też takiej ‚złej’ – zmień jakiejkolwiek rysy twarzy na mroczniejsze i od razu będzie sprawiać wrażenie złego charakteru… ale to takie luźne dywagacje 😉

          • Ewa Michalak

            no ale w bajkach zwykle oprócz mroczniejszych rysów twarzy dodawany była „ostro wyglądająca” sylwetka .

            Ja też nie jestem zawsze dobra a z postury bliżej mi do wróżki niż do wiedźmy :DDDD
            jednak z charakteru…. ;D

          • No to sobie pomyśl, że ja jestem ruda. I może farbowana, ale to nic nie szkodzi 🙂

          • Ewa Michalak

            Rzec by się chciało : grubo …. ;D

  • Chyba sobie dodam w stopce

    Przepraszam że dostosowywanie się do upodobań estetycznych otoczenia nie stało się nigdy moja życiową pasją.

    I tak – lubię jeść.
    Bardziej niż biegać.

    • Ja w ogóle nie rozumiem tej mody na bieganie!

    • A co przyjemnego w ogóle jest w bieganiu?: Słyszał ktoś kiedyś o bieganiu o smaku czekoladowym z orzechami, hę? 😀

  • Czarna Nimfa

    Taaa jakie my jesteśmy brzydkie, grube, zaniedbane. Maskara. I śmierdzimy potem i się nie myjemy i nie depilujemy nóg i pach. I jesteśmy pomarszczone (serio kiedyś koleś zapytał mnie, czemu jestem taka ładna i gładka, skoro grubi ludzie są pomarszczeni) 😀 Żremy z koryta jak świnia, cokolwiek nam się da (akurat należę do tych bardziej wybrednych, tłuszczu nie tykam, mięso rzadko i tylko drób). Jak mi się coś jeszcze przypomni, to dopiszę 😀
    Pozdrawiam, Ania.

  • Kasia

    Witaj!
    Przeczytałam właśnie Twojego bloga. Dobre i dowcipne spostrzeżenia. Nie zamierzam Cie pouczać – zawsze mnie denerwuje jak ludzie próbują kogoś nawracać/pouczać. Każdy decyduje za siebie. Pozwól, że opowiem Ci moją historię,Zawsze byłam jak to się teraz mówi „kobieca” czyli jakieś 75kg przy 171 cm wzrostu, bez dramatu, ale brzuch wystawał, boczki były, piersi też jakby zbyt odtłuszczone. Wkurzało mnie to, ale miłość do słodyczy, pizzy i makaronów z białym sosem zawsze wygrywała. W sylwestra dwa lata temu postanowiłam to zmienić-chciałam być szczupła, nosić 38 (czasem 36) i nie musieć już decydować się na „ten strój co ukryje wałeczki/pareo na plaży jest super (nie jest). Odstawiłam pieczywo, słodycze, makarony, kolorowe napoje, tłuszcz. Całkowicie. Jadłam owoce, warzywa, biały ser, chude mięso pieczone/na parze, kasze. Sportu nie znoszę, więc codziennie szłam na 30minutowy szybki marsz. To było 365 dni walki ze sobą.Było cholernie ciężko. Nie stałam się tą kobietą co to odkryła, że życie fit jest najlepsze i w ogóle jak można jeść pizze i codziennie rano przebiegała 10 km w swoim nowym kostiumie nike. Już wiem jak czują się ludzie na odwyku, ja co wieczór chciałam iść do żabki i zjeść hot doga albo sałatkę z majonezem.O wyjściach na miasto i spotkaniach rodzinnych nie wspomnę – same pokusy. Złamałam się tylko raz i zjadałam całą czekoladę pod sklepem. Po roku ważyłam 55 kg. Teraz ważę 57-58 bo wróciłam do pieczywa i wina. Ale słodyczy i fast foodów nie jem nadal. Czy było warto? Bardzo warto, po roku wiem, że mogę żyć bez pewnych rzeczy, przyzwyczaiłam się. Kupowanie mniejszych ubrań mi to wynagradza. Jaki dla mnie z tego wniosek – można schudnąć, ale to walka i nie wierzę w dietę – jem mało, tylko czasem coś słodkiego. Tak jak alkoholicy -trzeba odstawić całkowicie, żeby wyzdrowieć.
    Pozdrawiam Cię mocno!
    K.

    • Iza

      A ja właśnie na takiej diecie jak piszesz „jem mało, tylko czasem coś słodkiego” schudłam bardzo dużo. I utrzymuję wagę, nie wytrzymałabym gdybym miała sobie odmawiać tego na co mam ochotę! Jem wszystko – również ciastka, fast foody, tyle, że nie przejadam się… Nie wiem po co się tak katować, życie jest po to żeby z niego korzystać… Wszystko zależy od ilości kalorii, które zjadamy, nie od tego co konkretnie jemy. Aż mnie coś ściska jak pomyślę, że bym miała być na takiej diecie jak piszesz…

    • Mi

      Bzdura, bzdura , bzdura jak tobie pomogło to ok ale nie wszystkim to pomaga więc proszę nie pouczj innych bo nie chodzi o to aby schudnąć tylko o to aby pokochać siebie takim jakim się jest i o to aby szanować innych

  • Ruda

    Kasiu,
    Zgadzam się z Twoim komentarzem – ja jestem uzależniona od słodyczy, pizzy i makaronu, dlatego tak szczerze podziwim mojego męża, który rzucił palenie i nie pali trzeci rok. Ja próbowałam wielokrotnie, ale jednak na niepalenie jest większy nacisk i presja społeczna 😉 Tylko jak mówi mój mąż dlaczego ja ku… w życiu muszę sobie wszystkiego odmawiać co lubię? On uwielbia palić, jeść tłusto i pić kawę w duzych ilościach (po turecku). I tym mnie tak jakoś nie motywuję do odwyku… Poza tym dlaczego ja mam być taka ciągle idealna? i chyba nieszczęśliwa? A tak jestem tylko nieszczęsliwa, gdy z bólem wciskam się w rozmiar 42…. Matką też nie jestem idealną bo moje dzieci jedzą gluten i nie jedzą kaszy jaglanej… jedzą rosół (a fe), parówki (a fefefe) i słodycze (no masakra)…. I na razie są szczupłe. Zamiast biegania – biegam za nimi.

  • Uwielbiam jak mi ludzie chcą tłumaczyć, że mam trochę za dużo kilogramów. Chyba mają mnie za głupią i bez lustra. Ostatnio stara raszpla, sąsiadka próbowała mnie zagaić. „I jak z twoim odchudzaniem, chyba znowu przytyłaś? ” Taki miałam plan”.

  • katt

    Jaaaak ja lubię tego bloga, powinnaś pisać częściej!
    Zastanawiałam się ostatnio, co właściwie powinien zrobić grubas, żeby nikt mu nie zarzucał, że choroby są wymówką. Nie wychodzić z domu bez lekarskiego zaświadczenia o chorobie? A może od razu nosić ubrania z nadrukiem np. swojego wyniku tsh

  • patra

    uwielbiam ! co za bzdury ze jak się jest chudym to lepiej się żyje i odrazy wszyscy Cię kochaja bo jesteś taki piękny i cudowny.. ja nigdy chuda nie byłam a jakoś nie narzekam ani na zainteresowanie ze strony facetów ani ogólnie ludzi! jasne wszyscy są grubi bo za dużo wpierdalają i nie chcę im sie dupy ruszać żeby biegać oblechy zabić ich zgnoić lepiej być ‚chudą pizdą’ i opluwać ludzi jadem … o tak kocham takich ludzi po prostu .. Trzymaj się Agata !

  • Qrak

    Chyba najgorsza w byciu kobitką przy kości jest presja społeczna, jako facet mam zdecydowanie łatwiej(choć my też mamy swoje bolączki związane z oczekiwaniami ludzkimi). Ale ignorancja jest wspólna i produkowana przez tych którzy kłopotu albo nigdy nie mieli albo zmienili drobne nawyki i wystarczyło.

    Bo prawda jest taka że żeby być szczupłym Ty autorko, ja i wielu innych musimy zmienić styl życia. Gruntownie. A że może nam nie odpowiadać układanie życia wokół własnej wagi? Nie zrozumie ten który nie musiał wbrew sobie robić czegoś przez długi czas. A że hejterzy to urodzeni ignoranci, oceniający przez własny wąski pryzmat. Cóż, też życie.

    Choć mnie najbardziej wkurza chyba świadomość że z mojego wysiłku i schudnięcia nie wynika absolutnie nic wielkiego. Nadal jestem kim jestem, bliscy mnie lubią a reszta ignoruje lub znajdzie i tak powód do szyderstwa. Chyba trochę jak papierosy czy generalnie używki. Tyle że trudno nazwać jedzenie używką…

    Pozdrawiam i dzięki za fajne wpisy.

  • Monika

    Niestety stereotypy to rzecz okropna. W grubą jak i w chudą stronę.
    Cała moja rodzina jest „przy kości”, nie wspominając już o rodzinie, która wącha kwiatki od spodu. O tym się nie mówi, ale geny to nie tylko rodzice, a prapraprapra również. Niestety w dobie debilizmu i lansowania patyków niewiele osób potrafi to pojąć.
    Najśmieszniej jest u mnie, gdy mając rozmiar XXL mam chłopaka, który całe życie ma rozmiar M.
    Wiele razy spotykał się z tym, że ludzie pytali mu się, oczywiście nie w mojej obecności, dlaczego jest ze mną, skoro jestem gruba. Za każdym razem wybucha śmiechem i składa kondolencje mózgowi osoby pytającej.
    Już nawet nie tłumaczy, bo nie warto.
    Ja też nie tłumaczę, że jem mniej od niego, nie warto tracić na to czasu 🙂
    Bądźmy grubi i szczęśliwi. Tak po prostu 🙂

  • Pingback: Gruby potwór – czyli internetowe mity o grubasach | Jestem gruba. I szczęśliwa.()

  • Najbardziej uwielbiam to o zasypywaniu się jedzeniem. Niebotycznymi ilościami jedzenia. Posypanymi cukrem pudrem, wysmarowanymi Nutellą i popijanymi colą. Znam osoby, które wstydzą się jeść poza domem, „bo ktoś coś powie”, „bo ktoś coś sobie pomyśli”. A z unikania posiłków bądź jedzenia raz dziennie też nic dobrego nie wychodzi. I tak robimy sobie wzajemnie krzywdę. A przecież guzik powinno interesować nas to, co kto je, w jakich ilościach, i dlaczego.

  • Ale też często to niestety jest prawdą. Ja np długo walczyłam z tym, że tyje, chociaż odżywiam się w miarę zdrowo, dużo ćwiczę i chodzę (z samych ćwiczeń fizycznych i drogi do przedszkola i z powrotem x2 spalam ok. 1500kcal, a są jeszcze inne zajęcia: sprzątanie, leżenie dupą do góry i 8h snu, czyli -800kcal), a zamiast chudnąć waga stoi w miejscu, albo idzie w górę. Dopiero jak zaczęłam dokładnie liczyć kalorie to zrozumiałam, że jednak wpieprzam jak grubas. Na plusie byłam minimum 50%, czasem 100% dziennej dawki kalorycznej. Wieczorne burgery, frytki, chrupki, mimo iż nie jadłam obiadu niestety przedobrzyły…
    Już dawno planuję u siebie o tym napisać, ale wyleje tu skrawek swoich myśli. Ostatnio często mijam kobietę odprowadzającą do przedszkola swoje dzieci. Jest duża, ma włosy na jeżyka i ubiera się po męsku. Pierwsze skojarzenie- lesbijka. Dopiero po kilku dniach zobaczyłam z nią mężczyznę, który towarzyszył jej już każdego dnia. O co mi chodzi? Kobietę od razu skreśliłam. Nic w niej kobiecego nie było, chociaż bardzo ją szanuję, bo zawsze jest miła, serdeczna, uśmiechnięta, choć zawsze przemęczona. Ja nie jestem lepsza. Wydaje mi się jednak, że patrząc na mnie z daleka nie idzie się pomylić- długie włosy (hihi i tyle) robią swoje, staram się też zawsze jakoś ubrać . A więc mamy wybór. Możemy być kobietami XXL, a lepszymi laskami od tych szczupłych dresiar. Ja jestem zauroczona Boogie Silver (Youtuberka). Boogie nie jest szczupła, ale obecnie na pewno szczuplejsza jest ode mnie, a wygląda jak milion dolców! Można? Można! Tylko trzeba chcieć. Albo możemy po prostu wziąć się w garść i zrzucić te pieprzone kilogramy i wtedy spojrzeć z radością w lustro i popędzić do fryzjera i na zakupy. Mamy wybór. Często pomijamy tę opcję.
    Pozdrawiam Agata! 🙂

  • Agnieszka

    Ja też nigdy nie należałam do szczupłych miałam etap okrąglejszy i szczuplejszy od prawie 3 lat jestem na etapie rozmiaru 38/40. Nie staram się schudnąć na siłę , osobiście bardzo podobają mi się okrąglutkie osoby. Sama czuję się raczej dobrze pomimo tego , że są i boczki i nie ma kaloryferka , jem słodycze i czasem w Macu coś się podje bo wszystko jest dla ludzi a więc wszystkiego z umiarem a reszta niech idzie własnym torem jeżeli ktoś ma takie a nie inne geny to przecież nie będzie codziennie zamęczał się i głodził , jadł tylko jakieś ziarna i w dodatku przemierzał kilka kilometrów bo komuś podobają się wieszaki , ludzie dajcie mi spokój pierw jest promo na wieszaka za chwilę jak już się modelki nam wysuszą to nagle szukają panienek XL powariowali i tyle . Jeść wszystko w umiarze , żyć własnym rytmem bo najgorsze co może być to co miesiąc nowa dieta i nagle z osiadłego trybu życia wejść na intensywny i z powrotem bo w tedy to dopiero organizm wariuje .

  • Pewnego razu postanowiłam odciąc się od kompleksów, kompleksów które wraz z tzw. najbliższymi drukowałam w siebie. Jestem osobą otyłą, jednak piękną i szczęśliwą. Szczęście oczywiście nie zalezy od tego, czy mam w pasie 127 czy 67cm. Kiedy zrozumiałam pewne sprawy jest mi dobrze i wiem ,że osoby które się katują, że nie takie, a śmiakie są biedne. Polecam zrobic to samo , wyrzucic kompleksy i zacząc żyć.

    Tutaj jestem na fotkach jakiś rozmiar około 52/54. pozdrawiam Beata.

    http://plotyisploty.blogspot.com/

  • Anna Mróz

    Zastanówcie się proszę czasem nad swoją hipokryzją. Szanować trzeba wszystkich? I nie osądzać pochopnie?

    I czytam: „w dobie debilizmu i lansowania patyków”-czyli jestem patykiem? A bycie patykiem jest złe, debilizm i patyki. A patyki się przecież głodzą, jedzą waciki, same warzywa i katują biegają. Mam szczupłą sylwetkę od zawsze. Tak samo jak nazywanie Was grubaskami nie jest okej tak samo wyzywanie mnie od patyka.
    Dalej: „jeżeli ktoś ma takie a nie inne geny to przecież nie będzie codziennie zamęczał się i głodził , jadł tylko jakieś ziarna i w dodatku przemierzał kilka kilometrów bo komuś podobają się wieszaki” – czyli właśnie jadam tylko jakieś ziarnia! I sałatę! I trawę najlepiej! ”

    „ale geny to nie tylko rodzice, a prapraprapra również”-A tak na prawdę geny to jedno, a kolejne to wychowanie, które przechodzi z pokolenia na pokolenie wraz ze sposobem odżywiania się. Mnie rodzice nie dawali słodyczy, nutelli ani coca coli, nie słodzili herbaty, królowały warzywa, kasze, ryby, razowy chleb i jogurty naturalne. Teraz odżywiam się podobnie. I nie czuję żebym coś traciła w dzieciństwie.
    „Matką też nie jestem idealną bo moje dzieci jedzą gluten i nie jedzą kaszy jaglanej… jedzą rosół (a fe), parówki (a fefefe) i słodycze (no masakra)…. I na razie są szczupłe.” – na razie są. Może później też będą. Ja jestem a jadam gluten, słodycze i rosół.

    „A więc mamy wybór. Możemy być kobietami XXL, a lepszymi laskami od tych szczupłych dresiar.”-Przepraszam każda szczupła kobieta to dresiara?

    ” lepiej być ‚chudą pizdą'”-Ale oczywiście nalezy szanować wszystkich i przecież najważniejsze, że tak chuda PIZDA się akceptuje, wy nie musicie!!!

    „co właściwie powinien zrobić grubas, żeby nikt mu nie zarzucał, że choroby są wymówką”-Dla niektórych są. Sama mam hashimoto, niedoczynność tarczycy i PCOS-ciężko było to odkryć bo mam 170 wzorstu i ważę 53kg!

    „Well – mnie na ten przykład zbiera się na wymioty, …. Ilekroć wzrok mój niewinny pada na pomarańczową gębę i pociągnięte trupiorybią szminką wargi”-Na prawdę? Widać chciało ci się rzygać, gdy widziałaś moją twarz którą tuszowałam „toną tapety” może miałam pomarańczową gębę? Może miałam gębę? Gęba chudej pizdy. Pięknie! A leczenie trądziku nie szło jak powinno, bo moja szczupła sylwetka nie wskazywałą na problemy hormonalne. I musiałam z tym żyć. Z chuda pizdą i pomarańczową gębą.

    „dobre wróżki są pulchne a złe wiedźmy kościste !”-bez komentarza.

    Wydawało mi się, że ten blog w dużej mierze będzie o tolerancji i szacunku. O tym, że nie warto oceniać po pierwszym wrażeniu? Ale z komentarzy wynika, że macie tutaj fajne koło adoracji.

    „Najbardziej uwielbiam to o zasypywaniu się jedzeniem.”-mnie się pytali czy mnie w domu głodzą. Albo czy jadam coś oprócz wacików.

    LUDZIE SĄ RÓŻNI!!!

    Złośliwie dopiszę: Samacznego grube pizdy! 🙂

    • Anno – ten blog JEST o tolerancji i akceptacji. Ja staram się nikogo nie obrażać -ani w tekstach, ani w komentarzach. Niestety, odbiorcy są różni i różnie interpretują moje słowa. I owszem, zgadzam się z tym, co napisałaś – sama nie nazywam szczupłych dziewczyn ani pizdami, ani wieszakami. Bardzo mi przykro za każdym razem, kiedy czytam coś takiego, ale naprawdę nie jestem w stanie zawsze zmoderować wszystkich komentarzy – a przecież nie będę banować wszystkich.