Różowi towarzysze czyli jak uszyć tunikę we flamingi

 

 

Dzień dobry, cześć i czołem!

Jak zapewne wiecie, zaistniała u mnie dość duża zajawka na szycie ostatnimi czasy. Była szałowa bluzka w okulary z za dużym dekoltem i czarna tiulówka, o której jeszcze nie wiecie, bo szukam dobrej okazji, żeby ją odpowiednio sfocić. Ale do rzeczy. Jak wiecie – różowi towarzysze przylecieli bardzo mnogo, bo mam względem nich plany naukowe – co z tego wyniknie – zobaczymy. Aczkolwiek obawiam się, że tego lata będę chodzić na błękitno w różowe ptaki. Czy wspominałam już, że moim ulubionym kolorem jest czerń? No ale! Jeśli ktoś ma zajawkę równie mocną, albo potrzebuje motywacji – lub może chce po prostu popatrzeć, to lecimy!

Pierwsze, co musisz wiedzieć to to, że nie umiem szyć. Serio. W liceum coś tam sobie dłubałam, ale to nigdy nie było nic poważnego. A moja pierwsza przygoda z prawdziwym wykrojem z ‚Szycie Krok po Kroku”, które miało być łatwizną skończyło się tym, że porzuciłam (prawie nową!) maszynę w szafie na 8 długich lat. Czasem przelotem o niej myślałam, jak się na nią natykałam w szafie, ale nigdy nie było dla niej miejsca w wynajmowanych studenckich pokoikach. No ale skoro już mieszkamy z Misiem całkiem sami, to pomyślałam, że ją wezmę od Rodziców, bo co się będzie kurzyć. No i uszyłam tamtą bluzkę (jakbyście wiedzieli jak, umarlibyście ze śmiechu, gwarantuję). Jak widzicie, stawiam na instynkt i kombinatorstwo.

No ale flamingi. Totalnie oszalałam na ich punkcie, chociaż to totalnie nie moja bajka kolorystyczna. Nie znoszę pasteli, lubię mocne, zdecydowane kolory, a najbardziej zdecydowany jest czarny. I czerwień na paznokciach. Ale, jak wszyscy wiemy, miłość nie wybiera, więc tak mi się zdarzyło.

Sam materiał nie jest chyba łatwy odzieżowo, bo to 100% bawełna. Nie rozciąga się w żadną stronę i gniecie się jak szalona – idealny materiał na lato. Prawie len, powiedziałabym. W przypadku takich tkanin jest jedna bardzo ważna rzecz – trzeba je najpierw uprać – żeby po pierwszym praniu naszej nowej szałowej odzieży nie okazało się, że się kurczą. Zabieg ten nazywamy dekatyzacją (dekatyzowaniem?).

Jak już upierzecie, to wyprasujcie. I ahoj, przygodo, startujemy!

Tego będziesz potrzebować: ostre nożyczki (najlepiej takie tylko do materiału!), centymetr krawiecki, papier do pieczenia, flamaster, szpilki i... kreda/mydełko - nie uwzględnione na tym obrazku

Tego będziesz potrzebować: ostre nożyczki (najlepiej takie tylko do materiału!), centymetr krawiecki, papier do pieczenia, flamaster, szpilki i… kreda/mydełko – nie uwzględnione na tym obrazku

Nie miałam żadnego konkretnego wykroju. Po prostu wymyśliłam sobie tunikę krótką z przodu, długą z tyłu – i narysowałam ją tak mniej więcej, uwzględniając swoje wymiary na pergaminie – dokładnie 1/4 wymiarów, zaraz wyjaśnię, czemu.

IMG_7673Materiał składamy na pół. Podobno nie powinno się rysować na stronie z nadrukiem, ale towarzysze bardzo chcieli się Wam pokazać JUŻ. Tak wygląda wykrój przodu (i tyłu w sumie też!) – już Wam mogę powiedzieć, że wyrzućcie te rękawki i obetnijcie to na prosto, mniej się będziecie denerwować. Co istotne – przód układamy na złączeniu materiału, bo rozłożeniu będzie całym przodem, a nie 1/4 całej bluzki. Dla pewności przypnijcie papier szpilkami do materiału.

IMG_7674

Obrysowujemy brzegi, uwzględniając ok. 1cm zapasu na szwy – ja mam różową kredę mocy. Bo ładna.

IMG_7675

Od strony brzegu fabrycznego ustalamy tył – zrobimy tak, że bluzka będzie miała szew z tyłu, dzięki czemu nie będzie wyglądać jak piżama! Przypinamy szpilkami, obrysowujemy.

Nie róbcie tego półkolistego wycięcia z tyłu – możecie to zakończyć delikatnym łukiem w drugą stronę, albo całkiem na prosto.

IMG_7677

Wycinamy to wszystko! Prawidłowo powinno wyjść z tego 3 osobne kawałki materiału (plus jakieś ścinki).

IMG_7679

Teraz pora wykończyć wszystkie brzegi – ja to robię po prostu zygzakiem, bo nie mam overlocka – bo i po co, przecież nie umiem szyć.

IMG_7682

W odpowiednich miejscach łączymy materiał prawą stroną do prawej i przeszywamy na lewej stronie normalnym prostym ściegiem. Wspomóż się szpilkami, bo nigdy nie wiadomo, gdzie czyha niebezpieczeństwo!

IMG_7683

 

Jeśli potrzebujesz, powiększ dekolt z przodu, zobacz, czy nie trzeba zrobić zaszewek z przodu przy biuście (po prostu zbierasz materiał gdzie się nie układa i przeszywasz!) albo w talii – ja mam na brzuchu i przy biuście właśnie – to też ‚odpiżamowuję’ bluzkę i sprawia, że wygląda bardziej elegancko.

Po tym wszystkim zawiń brzegi i przeszyj – zygzakiem albo ściegiem prostym – jak wolisz. Ja tym razem przeszyłam prostym, zygzak za to świetnie pasuje do wykończenia dresówki.

IMG_7777

I to by był na tyle! Trzy, cztery godziny, bluzka gotowa, można iść na imprezę. TADAM. Tu jest upięta na manekinie totalnie nie w moim rozmiarze, ale macie pogląd na to, jak to może wyglądać. Także polecam, jest zabawa.

 

You Might Also Like

  • Apcia Borzymira Gawłowska

    Zazdroszczę Ci, że umiesz i lubisz szyć. Ja kupiłam sobie maszynę, ale jakoś nie mogę się do niej przybrać. Na szczęście jest wykorzystywana przez jednego z domowników , więc wydatek nie poszedł na marne. Może w końcu Twoje ciekawe inspiracje mnie zmobilizują?

    • Jak nie spróbujesz, to się nie przekonasz – kup jakiś niedrogi materiał (flamingi kosztowały 11zł za metr) i wymyśl cokolwiek – przy poduszkach zanudziłabym się na śmierć, ja od razu potrzebowałam wyzwania 😉

  • Gratuluję. Jestem pod dużym wrażeniem.

  • Zośka daje radę 🙂 Ja się też zajawiłam po latach, wcześniej maszyna okupowała dno
    szafy. Teraz to inna historia – kupuję mnóstwo materiałów, głównie dla Tadzia, ale i sobie też coś sprawię na lato a co!

    • Zośka niby daje radę, ale oglądam się za Katarzyną… ale to będzie musiało poczekać.

      • Mi się marzy owerlok, ale też sobie poczeka na miejsce w naszym mieszkanku 🙂