Jak pokochać siebie

Kobiety to taka specyficzna grupa, które zawsze wiele od siebie wymagają, a często nie są w stanie same sprostać własnym wymaganiom, co skutkuje nienawiścią i niechęcią do siebie, i agresją w stosunku do otoczenia. Z czasem ten problem tylko narasta i jest coraz gorzej. Same zapętlamy się w kompleksy, w które się wpędzamy – często z dużą pomocą otoczenia.

Dostaję od Was wiele zapytań, skąd we mnie tyle wiary w siebie, uśmiechu i samoakceptacji. Jak to osiągnąć – bo też chcecie – w końcu każdemu się należy! Śpieszę z odpowiedzią – łatwo nie jest, ale da się – czego jestem najlepszym przykładem.

Jak wiecie – zawsze byłam gruba i wyróżniałam się masą na tle rówieśników (nawet, jeśli niewiele) – choć, jak spojrzę na zdjęcia z liceum, to tęsknię za rozmiarem 40/42. I to wcale nie było tak, że byłam tym smutnym grubaskiem w kącie, na którego wszyscy patrzą z niechęcią i odrazą – chyba miałam szczęście i trafiałam na fajnych ludzi, dla których nie było najistotniejsze, jaki noszę rozmiar ubrania.

Oczywiście, że miałam (i mam!) kompleksy. Oczywiście, że zawsze trafił się ktoś ‚mądry’, który w niewybrednych słowach skomentował mój wygląd i wracałam do domu z płaczem. Oczywiście, że się odchudzałam – w dodatku bardzo głupio – jak większość nastolatek. Ale nie dałam się. zagryzłam zęby i dziś jestem tu i mogę Wam powiedzieć, co zrobiłam, żeby znaleźć miejsce dla siebie miejsce w tym okrutnym świecie, w którym rządzi rozmiar zero.

1. Nie karm trolla.

Zagryź zęby, uśmiechnij się i nie daj po sobie poznać, że krzywy komentarz Cię zabolał. Całkowicie zignoruj natręta. Raczej nie wróci, bo to prawdopodobnie był typ, który lubi patrzeć, jak ludzie stają się cieniem samych siebie i podporządkowują się jemu. Nie warto.

2. Zrób coś z twarzą.

Pisałam o tym niedawno – warto spędzić przed lustrem rano chwilę dłużej. Od liceum wyznaję zasadę: ‚skoro już jestem gruba, to przynajmniej nikt mi nie powie, że do tego brzydka’ – zrodzone z kompleksów, od ponad dziesięciu lat nigdy mnie ta zasada nie zawiodła. Nikt nie wygląda dobrze bez makijażu, a jeśli nawet, to, przepraszam, raczej nie była pani z nadwagą. Mówię serio. Ładny makijaż nigdy nie szkodzi. A w dobie internetu i dostępności kosmetyków na rynku (oraz odrobiny dobrego gustu i umiejętności) może zdziałać cuda. Również w Twojej psychice.

3. Zdejmij bure wory!

Zasada jest prosta. W oversizowych worach wyglądają dobrze tylko smukłe łanie z małym biustem, a nie kobieta w rozmiarze powyżej 44 – no chyba, ma sylwetkę typu jabłko, ale z tym trzeba ostrożnie. Ja jestem trochę gruszką i trochę klepsydrą. Brzuch mi zdecydowanie za bardzo odstaje, ale mimo to stawiam na ciuchy blisko ciała. Nie obcisłe. Dopasowane. Nie za duże, nie za małe, takie w moim rozmiarze.

4. Znaj swoje mocne strony.

To nie jest tak, że jesteś gruba i beznadziejna. To sama sobie wmawiasz. Postaraj się zrobić tak, żeby nie być postrzeganą przez pryzmat swojej wagi – dużo się uśmiechaj, bądź miła, działaj! Ludzie lgną do takich dobrze nastawionych do życia – nikt nie lubi smutnych ponuraków, nawet tych szczupłych.
Twoje ciało też na pewno ma jakieś atuty – znajdź je i wykorzystaj na swoją korzyść!

5. Pokochaj siebie.

Bo jak ktoś ma Cię kochać, skoro sama siebie nienawidzisz? Zacznij od siebie, a reszta przyjdzie sama. Zobaczysz.

Najważniejsze podstawy macie, teraz pora wcielić je w życie!

 

You Might Also Like

  • Lucyna Tomoń

    Najgorsze, że w praktyce to wszystko takie trudne…

  • Pokochaj siebie, jaką jesteś, tylko pamiętaj, nie wychodź z domu bez makijażu! 😛

  • cała prawda 🙂 Ale bycie sobą jest dla ludzi o twardej osobowości. Reszta płynie z prądem jak zdechła ryba, przyjmując tok myślenia „babeczki na okładkach są chude to ja też muszę”. Gratuluje szczerości, pracy nad sobą i pozytywnego podejścia 🙂

  • Jesteś piękną, szalenie zadbaną kobietą. Bardzo się cieszę, że powstała taka strona, jak Twoja. Mam nadzieję, że coś nam, kobietom w głowie poprzestawia. Bo niezależnie od wagi mamy tak w naturze, że często składamy się z kompleksów i braku pewności siebie.

  • Kasiula K

    Cudowne rady! Bardzo pani dziękuję i podziwiam!

  • Małgorzata Radtke

    Podoba mi się punkt „zrob cos z twarza” 😉
    Poza tym dodalabym jeszcze kwestie dyatansu. Dopoki nie zdystansowalam sie do swoich kompleksow mialam problemy w otoczeniu. Teraz potrafie sie z nich smiac. Kazdy ma wady. Jakies. Nawet chude sprychy miewaja okropny cellulit. Trzeba nauczyć się żyć z samym soba 😉 takim jakim sie jest. Tak. Genialny wpis.

  • Dokladnie, tez sporo czasu zajelo mi dojscie do tego, ze nie bede juz nigdy wygladac tak, jak po diecie w wieku 20 lat wygladalam. Ubieram sie w ciuchy w swoim rozmiarze (mam kolezanke, ktora wciska sie w zbyt male, bo twierdzi, ze inaczej wyglada jak w worku), nie boje sie kolorow i dbam o siebie. Nie rzucam sie na diety cud, bo wiem, ze tylko sie dorobie kilogramow z efektu jojo. Obecnie mam dwie kolezanki w pracy i to starsze, ktore sie katuja nieodpowiednimi cwiczeniami i dieta, chudna, ale strach sie bac co bedzie za np. rok.

  • Monika

    Mam ten problem, że jestem smutasem. Tak od dziecka, buc i tyle. Mało mówię i nie lubię ludzi, którzy pletą gdy nie mają do powiedzenia nic interesującego. Dlatego moja pupa była zawsze centrum mojej osoby. Dupsko i długo długo nic. Teraz mam narzeczonego i syna. Mój wygląd zszedł raczej na drugi plan, co nie znaczy, że nie akceptuję siebie. Mam ładne włosy, zawsze zrobione paznokcie i makijaż.
    Ale ostatnio jak wychodziłam ze spożywczego z koleżanką myślałam, że krew mnie zaleje. Od jakiegoś smarka do 19 lat usłyszałam komentarz „Aleeee dupa”. Czy zrobiło mi się przykro? Nie, raczej nie. Byłam zwyczajnie wkurzona, chciałam wrócić i albo napluć mu w twarz albo wymierzyć cios poniżej pasa. Moja koleżanka spojrzała się tylko wymownie w jego stronę i stwierdziła, że szkoda energii na tępe ścierwo. I miała rację. Chłopak urodą nie grzeszył, ale mózgiem to już wcale. Może po prostu był sfrustrowany swoją własną osobą.
    Nie mogę powiedzieć, że jestem otyła, od ciąży noszę rozmiar 42, ale dupsko to mam, trzeba przyznać, ale na Boga, przecież mam lustro i nie wyszłam w miniówce! Na co komentować coś, co jest wiadome.
    To jest właśnie problem takich ludzi, samemu źle mi w swojej skórze, a to dopieprzę trochę komuś innemu, niech mu będzie gorzej ode mnie.
    Bardzo dobry post i bardzo dobra dziewczyna, która nie boi się pisać co myśli.
    Zaczynam śledzić.
    Pozdrawiam, Monia 😉

  • zan

    Trafny artykuł, chciałabym jednak gorąco zaprzeczyć punktowi drugiemu. Jasne, makijażem można sobie pomóc, ale „nikt nie wygląda dobrze bez makijażu”? Serio? Od lat wkurza mnie kulturowy absurd, który zabrania połowie społeczeństwa wychodzić do pracy czy szkoły bez pokolorowania sobie twarzy. Przedstawiciel męskiej połowy zostałby z kolei zlinczowany, gdyby wyszedł z makijażem na twarzy. Naprawdę nasze twarze aż tak się różnią? Wkurza mnie kultura, która wmawia dziewczynom, że z ich twarzami jest coś nie tak, że muszą je ukryć; kultura, która marnuje cenny czas ich poranków na absurdalną w gruncie rzeczy czynność. Osobiście maluję się tylko okazjonalnie i zaczynam odkrywać, że – jeśli jesteś ogólnie zadbana – to naprawdę nie robi istotnej różnicy. Jasne, ktoś może lubić, super. Ale presja kulturowa w tej materii jest równie absurdalna jak ta dotycząca chudości (a nawet bardziej, bo tu już nie można podnosić argumentów zdrowotnych).

  • Jesteś supeeer! Cała prawda! 😉