Czy można pokochać grubą?

Pytanie na pozór wydawać by się mogło – proste. Wszyscy mamy przecież prawo kochać i być kochanymi. Każda potwora znajdzie swojego amatora – mawiała mi Babcia, kiedy wylewałam łzy po odtrąceniu przez kolejnego chłopca i przeżywałam nieszczęśliwą miłość. Zalewałam się jeszcze większymi łzami, bo nie chciałam być potworkiem. Nie chciałam też, żeby ktoś był ze mną (albo ja z nim), bo nikt inny mnie nie chciał. Zaprawdę powiadam Wam – miłość jest trudna nie tylko w okresie dorastania. I wszyscy jej potrzebujemy.

Znajoma podrzuciła mi artykuł, jak to mężczyzna rozprawia o tym, czemu faceci wolą grube laski. Kliknęłam z ciekawości, poczytałam. Złapałam się za głowę, że tyle tam głupot. Ale nawet tego nie czytajcie, opowiem Wam.

Puszysta kobieta postrzegana jest jako ciepła, rodzinna, skromna i nieco wycofana. Jej chuda koleżanka na pewno jest zarozumiała, oschła i mało uczuciowa. Tusza kojarzy nam się z radością życia i umiejętnością dogadzania sobie samemu. Jej brak – ze smutkiem i brakiem dystansu.

Nie jestem szczupła, ale bywam wredna (to pewnie przez ten kolor włosów) i wiele mogłabym o sobie powiedzieć, ale nie to, że jestem przesadnie skromna i wycofana. Znam swoją wartość, wiem, na ile mogę sobie pozwolić, a w towarzystwie jestem zwierzęciem salonowym. A jeśli nawet ktoś mnie jeszcze nie widział, słyszy mój śmiech z najodleglejszego kąta imprezy. A o chudych koleżankach powiedzieć mogę tyle, że nie wszystkie są zarozumiałe, oschłe i mało uczuciowe – wiele z nich jest dużo cieplejszych i bardziej rodzinnych, niż ja. I często są ciche i skromne. Nie dzielę koleżanek na grube i chude – całe życie większość z moich towarzyszek było raczej w rozmiarze XS. I żadnej z nas to nie przeszkadzało – przyjaźń to coś więcej, niż wygląd. Miłość podobno też.

Dzień dobry. Żyję. #zdjeciazmisiem #love #sunday #walk #cracow #redhead #blonde #girlfriend #boyfriend #blogger #psblogger

[…] radość życia, którą wielu z nas utożsamia z miłością do dobrego jedzenia i totalnego luzu, jeśli chodzi o przyjmowane kalorie. Dziewczyna z odrobiną ciała na pewno ich nie liczy, a na dodatek – istnieje szansa, że podzieli się za mną tymi pysznościami.

Królowymi życia są przedstawicielki płci pięknej, które mają odwagę odbiegać od ideału. Nie od dziś mówi się, że największy dystans do siebie, poczucie humoru i wewnętrzne ciepło mają w sobie właśnie „grubaski”. Ich przeciwieństwem są wychudzone, wygłodzone […] cierpiętnice. Ktoś taki na pewno będzie chciał mnie sprowadzić na „dobrą drogę”, a to zawsze kończy się rygorystyczną dietą i zaglądaniem mi w talerz.

Totalnie gościa rozumiem, ale nie wziął pod uwagę, że mi też ciągle wszyscy wkoło w talerz zaglądają, dzięki czemu nie mam ani luzu, jeśli chodzi o przyjmowane kalorie, ani nie mam ochoty jeść na mieście. Więc średnio jest się czym dzielić, koleżko.

Po pierwsze – ona zawsze doceni to, że wybrałem ją, a nie jej chudszą koleżankę. Po drugie – ma w sobie sporo kompleksów, które wykluczają częstą zmianę obiektów westchnień. Po trzecie – jest w niej obawa, że żaden inny jej nie zechce. […]  chuda może wszystko, a nieco pulchniejsza powinna się cieszyć tym, co już zdobyła.

Przepraszam, co? Byłam w związku, który opierał się na czymś takim. Byłam młoda i głupia. I podkreślę słowo: BYŁAM. Własne kompleksy mnie przytłaczały, przez co nie rozumiałam, czemu on w ogóle ze mną jest. Masochista jakiś. No ale, może jednak gdzieś czeka większa miłość? Czy to zawsze wygląda właśnie tak? Czy muszę się zadowalać właśnie tym? Jest dobrze, ale może mogłoby być jeszcze lepiej? Nazwijcie to strzałem w kolano, ale musiałam sprawdzić. I nie żałuję. Było fajnie, ale chyba oboje czuliśmy, że to nie było TO.

Irlandia

Minęło milion lat, a ja dalej je uwielbiam!

Przez lata wypracowały zdrowy dystans do swojej cielesności i opinii innych. Co jednak nie oznacza, że nie zdarzają im się chwile słabości. Wtedy czują się gorsze, nieatrakcyjne, zapuszczone. To najlepszy moment, żeby im pokazać, jak bardzo nam na nich zależy. Nie ma łatwiejszego sposobu na zdobycie kilku punktów u płci przeciwnej.

No ale zaraz, przed chwilą było o tym, że jesteśmy zakompleksione i musimy dziękować temu, kto się nami zainteresował. Czy po prostu chodzi o to, żeby zdobyć parę punktów, zobaczyć, jak to jest z grubą, fajnie było mała, ale teraz spadaj? Z drugiej strony, czy nie boisz się, że gdy u twojego boku będzie piękna, zadbana, pewna siebie grubaska, to może zainteresować się nią ktoś inny? Poza tym niewiele znam grubasek, które przez lata wypracowują dystans do siebie, bo nikt im na to nie pozwala.

Nigdy w życiu nie daj sobie wmówić, że jesteś mniej warta, bo jesteś gruba. Nie ma zasady, która mówi, że faceci wolą szczupłe, zgrabne, z małym biustem. Jedni lubią chude, inni lubią te okrąglejsze. I to nie rozmiar decyduje, w kim się zakochujemy, tylko człowiek. Oklaski dla każdego faceta, który jest na tyle mądry, że kocha kobietę, a nie to, jaki nosi rozmiar ubrania. W końcu nigdy nie wiadomo, czy sam za parę lat nie zamieni się z mięśni w kupę sadła. A może będzie łysy. I może to dla mnie będzie seksi, bo to będzie ON właśnie, a nie dlatego, że gustuję w takim typie facetów. Albo z drugiej strony – jeśli mnie pokochał taką, to czy jak schudnę to dalej będę mu się podobać?

Ja znam odpowiedź na te pytania. Ciało się zmienia, ludzie się zmieniają, starzejemy się. Miłość to nie tylko nasza fizyczność, więc nie sprowadzajmy jej do tego, czy faceci wolą chude laski, czy grube. Myślmy o miłości bardziej długofalowo – motylki kiedyś zginą od kwasu żołądkowego, dobrze, żeby nas wtedy nie zalała fala żółci.

 

 

You Might Also Like

  • Aleksandra Łyczak

    Uwielbiam Cię! !

  • krotkiporadnik

    Co za ancymon pisał te bzdury?

    • jakiś niedorozwinięty chyba 😉 Albo nie wiem, ma jakiś fetysz. Naprawdę, nie wiem, co on sobie myślał.

  • Takie dywagacje ze strony autora artykułu męskiego jak i damskiego są bezsensowne, jest to prześciganie się w szufladkowaniu. „A grube to, a chude tamto” Na świecie są ludzie w rozmiarze od xxxs do xxxl i nie ma tu reguły co do typu charakteru. A kwestia miłości jest tu prosta- nie da się być w związku z człowiekiem, który nas fizycznie nie pociąga. Żyjemy w czasach, w których modelem seksapilu są wychudzone sylwetki z cyckami i dupą, tak skonstruowane osoby mają większy popyt. Finito.

    • Zgadzam się, ale powiedzenie, że związek z grubą jest bezpieczny, bo ona tak łatwo nie ucieknie, bo nie ma za bardzo innych opcji jest chujowym argumentem.
      Plus, zdarzyło mi się być z kimś, kto może nie był ‚w moim typie’, ale miał zajebisty charakter i to było dla mnie ważniejsze.

      • też w takim byłam. I bliskość fizyczna nie sprawiała mi żadnej przyjemności (bliskość fizyczna nie róna się seks). Do dziś jesteśmy przyjaciółmi, ale nie widzę sensu w byciu z kimś, kto nas nie pociąga, nie wzbudza pożądania

        • ja się nakręcam przez mózg – chodziło mi o to, że pociagać nas może ktoś nie spełniający pewnych warunków – przynajmniej mnie.

  • Justyna Żak

    chyba bym się mocno wkurzyła gdybym przeczytała taki artykuł 😛 po fragmentach, które przytoczyłaś to ma wrażenie, że jest strasznie jednostronny i powiela wiele stereotypów. Może rzeczywiście istnieje wiele kobiet, które z powodu swojej wagi są zakompleksione wdają się w dziwne relacje z mężczyznami z tego powodu itp. ale nie dotyczy to wszystkich. Zgadzam się z tobą, że miłości i prawdziwego na samym wyglądzie się nie zbuduje, ciało się zmienia ale nasz charakter, poczucie humoru itp. zawsze zostają i to warto cenić w drugiej osobie:) ( oczywiście wyglądać i szeroko pojęta atrakcyjność jest ważna ale nie najważniejsza- nie będę hipokrytką) jeżeli facet jest mądry to też dojdzie do takiego wniosku a jak nie to nie warto sobie zawracać głowy kimś tak płytkim:) podsumowując pokochać można każdego bo każda potwora znajdzie swojego amatora haha:)

  • Mi też zdarzyło się kiedyś być w związku, w którym facet uważał się za króla, tylko dlatego, że ze mną był i wg niego powinnam była dzień w dzień mu za to dziękować. Po czym zakończył związek twierdząc, że jestem małomiasteczkowa i zacofana. Inny związek był taki, że nie do końca mi się facet podobał, nie do końca odpowiadał mi pod względem charakteru, ale to smutne być samemu. Po czym sama złapałam się na tym, że to głupie, co robię i że moje samopoczucie wcale się nie zmieniło. Teraz jestem w związku z Kimś, kto wygląda jak model, a ja jak modelka size plus przy dobrym wietrze, ale wcale mu to nie przeszkadza 😉 Mówi mi, że mnie kocha i że mam się nie zmieniać, bo dla niego jestem idealna, a jak chcę się zmienić to nie pod presją otoczenia tylko dla samej siebie. I takiego ktosia życzę wszystkim kobietkom – nieważne czy grubym, czy chudym, najważniejsze, żebyście szczęśliwe były 🙂

    PS. A wyglądamy sobie o tak:

    • I gratuluję Ci! Też obecnie jestem w związku, w którym wygląd nie jest w cale najważniejszy. Noszę rozmiar 42, a moje ciało nawet ułamkiem procenta nie jest bliskie standardom przekazywanym nam w mediach. A jednak kocha mnie taką, jaką jestem. Obecnie staram się zmniejszyć swój rozmiar, jednak nie dlatego, że on tego ode mnie oczekuje czy społeczeństwo. Dla niego mogłabym się nie zmieniać, bo uważa, że jestem ładna taka, jaka jestem. Jednak popiera moje działania i szczerze mnie wspiera. Bo dla niego liczy się to, bym to ja się czuła dobrze sama ze sobą. 🙂
      Tacy faceci to skarb <3

      • @Koneserka Czekolady I mój taki właśnie jest 🙂 ja też akurat jestem w fazie zrzucania kilogramów, ale ze względów zdrowotnych i on mnie wspiera całym sercem. Nie dlatego, że mu się nie podobam, ale dlatego, że chce, żebym była szczęśliwa 🙂 Gratuluję Tobie również 🙂

    • Piekna z Was para 🙂

  • Paula

    kocham Cię 😀

  • Kasica

    A ja Kocham grubych facetów. Wyszłam za mąż za 110 kg żywej wagi, który bynajmniej kompleksów z tego powodu nie ma i jest bardzo przebojowym człowiekiem (nie no fakt – odchudzam go, bo mi zależy na jego zdrowiu, a lekarze już biją na alarm). Ale nie wyobrażam sobie życia z facetem, który ma deskę zamiast „daszka nad ptaszkiem” 😉 Co kto lubi – o gustach się nie dyskutuje. To prawda, że druga połówka nas musi pociągać, bo według mnie związek bez udanego życia intymnego nie ma szansy na przetrwanie. Ale! Tak jak napisałaś – wszystko co zewnętrzne przemija, a zostaje to co mamy w głowie i w sercu.

    Życzę wszystkim słodziasznym grubaskom i tym męskim i tym damskim – znalezienia kogoś, kto pokocha Was za to kim jesteście! Dajcie spokój z drakońskimi dietami – jedzenie to przyjemność! Trzeba tylko je odpowiednio dawkować, żeby się za bardzo nie rozpuścić 😉

  • Agnieszka Karaszewska

    Ja mniej warta?W życiu!Jestem z edycji limitowanej i nikt mi nie wmówi że z powodu tuszy jestem gorsza! 🙂 Mam trzeciego męża,(gdyby nie choroba i śmierć drugiego to nadal bylibyśmy razem),mój mąż jest ode mnie młodszy o 6 lat i szaleje za mną,za moim szerokim tyłkiem,mądrością,poczuciem humoru…Nigdy nie narzekałam na brak zainteresowania ze strony płci przeciwnej i do dziś tak jest.Oczywiście mam kompleksy i czasem się wkurzam,że nie mogę miniówki założyć ale to nie jest aż tak ważne żeby sobie psuć przez to dobry humor 😉 Mam 40 lat i mój M namawia mnie na dziecko,to chyba też świadczy o tym,że mnie kocha i jestem dla niego wartościową osobą.Dziewczyny nie dajcie sobie nigdy ale to nigdy wmówić,że „grubaska” nie może być szczerze i prawdziwie kochana!Jesteśmy tak samo wartościowe jak inne kobiety tylko musimy w to wierzyć i nie dać sobie nic wmówić.Agata jesteś boska :*

  • Dominika

    Wow, tekst idealnie trafił w moje ostatnie przemślenia…. Gratuluję wszystkim szczęśliwie zakochanym, a z drugiej strony wydaję mi się, że żyję w jakimś innym równoległym świecie. Mam 28 lat, nie uważam się za osobę schowaną za własnym cieniem, jestem otwarta, pracuję w branży, gdzie codzienny kontakt z ludźmi to podstawa i czuję, że dobrze mi to wychodzi, ale nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się znaleźć nikogo „dla siebie”… Po takim czasie to trochę przytłaczające i chyba nie rokuje dobrze na przyszłość… To, że da się ze mną porozmawiać usłyszałam już wiele razy, że jestem ładna również się zdarzyło, chociaż rozmiar 42, a momentami 44 (ach ten biust… czasem mógłby się schować) króluję w szafie, to wychodzę z nim do ludzi i nie ubieram się w worki po ziemniakachm a jednak… cisza. Podobno trzeba wyjść z domu, no a mnie w domu praktycznie nie można zastać. Trzeba rozmawiać i się uśmiechać.. a ja mam to w genach i dobrze mi z tym, nie muszę się do tego zmuszać, ale chyba coś jest nie tak. A jak widzę moje znajome i ich miłosne podboje, to różnica między nami jest z reguły jedna.. mój rozmiar. Chciałabym wierzyć, że można mnie pokochać i Twój blog mnie w tym wciąż utwierdza, ale jak tylko wychodzę z domu, to czuję, że w moim świecie to się nigdy nie zdarzy…
    Przepraszam, że tak się tutaj rozpisałam, ale trudno o tym rozmawiać z najbliższymi, bo ‚gadam bzdury’, albo to dziwne usłyszeć ode mnie, gdyż podobno ci ciągle uśmiechnięci nie mają probleów.
    Dziękuję, że piszesz tego bloga. Naprawdę ratujesz mi tym moją psychikę.

    • Wiesz – osobiście wiele bym dała, żeby wcisnąć dupsko w rozmiar 42/44. Ale zdaję sobie sprawę, że każdemu inaczej się fałdki układają i w czym innym dobrze się czują. Cycków nie chowaj, jak już masz, to się nimi chwal!
      Ja też jestem całe życie uśmiechnięta, chociaż uwierz, nie wszystko układa się po mojej myśli i wszyscy sądzą, że mam takie słodkie życie.
      Jak chcesz pogadać albo się bardziej wygadać, to pisz na priv, pogadamy. Cieszę się, że mogę uratować czyjąś psychikę – mi ten blog też czasem pozwala uratować moją własną 😉

  • Infinite Spark

    W sumię to Ci zazdroszczę i muszę przyznać, że ja mimo tego, że mam dopiero 19 lat to każdy mój związek opierał się na jakimś kłamstwie, że niby się mu podobam, ale jednak jestem gruba, a moje cycki są takie małe, że ten związek nie ma przyszłości. Przy kolegach „nie istniałam” bo przecież wstyd pokazać się z grubą. Duszą towarzystwa też nie jestem, nie umiem rozmawiać, jestem dość brzydka i faktycznie mam małe cycki (a przecież grubsze kobiety na ogół mają duże)

    Teraz od paru tygodni jestem w związku z chudym chłopakiem i mimo tego, że nie wstydzi się złapać mnie za rękę przy ludziach, czy pocałować to mam jakieś obawy, że może tylko mówi, że mnie akceptuje, a prawda jest taka, że nie chce mnie zranić. Mówi, że wkurzam go tym.. Ale mimo to mnie Kocha. Jestem tak zakompleksiona, że boję się, że przez to go stracę.

    • Wydaje mi się, że ‚bycie z grubą’ też wymaga od faceta jakiejś dojrzałości – być może na takiego trafiłaś, a wcześniejsi byli za młodzi – to przychodzi z wiekiem. Najgorsze, co możesz zrobić, to dyskredytować się w jego oczach. Skoro on mówi, że Cię kocha i mu się podobasz – absolutnie tego nie neguj! Ja wiem, że pokonanie kompleksów łatwe nie jest. Ale może warto zaufać własnemu chłopakowi, skoro mówisz, że mu się podobasz? Szkoda byłoby go stracić!

  • Przeczytałam sobie Twój wpis, a potem oryginalny tekst i wyszło na to, że:

    1) gruba kobieta to faktycznie najsłabsza gazela w stadzie kobiet. Facet nie ma czasu uganiać się za gazelą która długimi podskokami ucieka w siną dal- lepiej zabrać się za tą która ledwo nadąża na swoich kartoflanych nóżkach
    2) gruba dziewczyna to tak naprawdę piastowanie konceptu survival of the fittest- kiedy chudzinki padaja jak muchy, gruba twardo stoi. Ciągłość gatunku? Checked!
    3) gruba kobieta jest uległa bo każdy facet to dla niej dar losu
    4) nie ma lepszego boostu dla męskiego ego jak spasiony kociak

    Muszę powiedzieć M. jaki diament mu się trafił, wogóle mnie nie docenia.

  • Katie

    Szkoda, że nie trafiłam na taką notkę przynajmniej rok temu. Od lat żyłam w przekonaniu, że grubej dziewczynie absolutnie nic nie należy się od życia. A miłość to już na pewno nie. Moja nadwaga była efektem zaburzeń hormonalnych, insulinooporności i niedoczynności tarczycy. Udało mi się ją zrzucić w rok, kiedy już dostałam odpowiednią diagnozę i mogłam się leczyć. Miałam poczucie, że dopóki nie będę szczupła i ładna, to nie mam prawa nawet swobodnie rozmawiać z chłopakiem. Zresztą, chłopcy kojarzyli mi się jako ci, którzy mnie najokrutniej wyśmiewali w szkole. Z jednej strony bardzo pragnęłam wsparcia i miłości, z drugiej zamykałam się w swojej skorupie. Z perspektywy czasu widzę, że wielu facetów lubi grubsze dziewczyny. Pamiętam, jak nieraz chłopcy mnie zagadywali, pamiętam, jak pokazywałam koledze swojego kotka, na co on odpowiedział, że jest równie słodki, co jego właścicielka. Tylko że my, zakompleksione grubaski, tego nie widzimy. Nienawidzimy siebie tak bardzo, mamy tak mocno zakodowane, że wartościowa jest tylko kobieta w rozmiarze 36, że nawet nie dopuszczamy możliwości, że ten chłopak, który się do nas uśmiecha codziennie na zajęciach, może uznawać nas za atrakcyjne. Każda była i obecna grubaska powinna przeczytać Twojego bloga. Dla mnie Twoje notki tez były takim ostatecznym pożegnaniem się z mitem „gruba=bezwartościowa”. Dziękuję.

    • Bardzo się cieszę za każdym razem, kiedy widzę taki komentarz! Dziękuję!

  • Johanna Boleyn

    Ostatnio znalazłam też artykuł, którego autor kategoryzował grube kobiety jako agresorki, dziękujące losowi oraz olewniczki. Tyle głupot tam wyczytałam, że do tej pory odbija mi się czkawką. Jeśli go znajdę to na pewno podeślę Ci link 🙂 Grubasy dziękujące losowi to właśnie takie, jakie opisałaś – chwalą swego mężczyznę, bo przecież w końcu ktoś ją wziął, jedyny facet, alleluja! Mam wrażenie, że osoby piszące takie artykuły nie mają pojęcia o niczym, ani o grubej blogosferze, ani o psychologii, ani o kobietach. Cóż, miejmy nadzieję, że ludzie nie wierzą w takie bzdety.
    Pozdrawiam cieplutko! 🙂
    ochasia.blogspot

  • Pingback: Lolcontent #2, czyli najlepsze hasła z wyszukiwarek – Gruba i szczęśliwa()

  • Wkurzyło mnie stwierdzenie, że skoro jestem gruba to powinnam się zadowolić tym, że w ogóle ktoś na mnie spojrzał. Czyli co, mam nie mierzyć wyżej, bo nikt „lepszy”, „wart” szczupłej koleżanki, mnie nie zechce? I całować ziemię po której chodzi ów wątpliwy ideał, który na mnie spojrzał? Może nie jestem bardzo pewna siebie, ale znam swoją wartość i zawsze uciekałam od związku w momencie, gdy z jakiegoś powodu przestawał mi odpowiadać. Nie zastanawiałam się nad tym, czy szybko znajdę kogoś następnego, bo nie zamierzałam tkwić w relacji, która już mnie nie zadowala tylko po to, by nie byc samą. W końcu trafiłam na tego jedynego (wiem, jak to brzmi, ale ja na prawdę mam takie przekonanie) i jestem szczęśliwa. Żadne z nas nie jest ideałem, ale pasujemy do siebie, kochamy się i dla niego nie ma znaczenia czy ważę 100 czy 50 kg. Kocha mnie za to, jaka jestem.

    • Teraz dopiero zauważyłam, że to tekst sprzed roku. I tak mi się właśnie wydawało, że już czytałam ten artykuł (w sensie ten, na który się powołujesz).

  • Joanna Śliwińska-Łokaj

    No cóż też jestem przy kości i to dość sporo…. i nie jest do końca to tak różowo jak piszecie, choć chciałabym żeby tak było…. całe życie byłam postrzegana przez pryzmat mojego rozmiaru…. żaden facet nie chciał zadawać się z grubaska…. niby byłam zawsze otoczona przez kolegów, ale na kolezenstwie się kończyło…. kiedy znalazłam w końcu faceta to byłam my wdzięczna za to, że w ogóle że mna chce być. Pomimo tego, że był pasożytem nadskakiwalam mu jak tylko mogłam…. został moim mężem i jedyne co mu wyszło to nasza córeczka, reszta była klapa… klozetowa klapa…. zylam z człowiekiem, który przez 5 min nie potrafił pomyśleć tylko o mnie…. który NIGDY nie powiedział, że mnie kocha…. ale ja szczęśliwa grubaska cieszyłam się, że ktoś łaskawie mnie zechciał…. kiedy się ocknelam i wyrzuciłam że swojego życia byłam totalnie zszargana psychicznie… ale powiedziałam dość…. rozwód nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, bo on zabił we mnie wszystkie uczucia…. na pożegnanie nazwał mnie wariatka, która zniszczyła nasze małżeństwo i nie wiadomo o co jej chodzi… przecież mnie nie bił i nie awanturowal się…. więc co mi odbiło?
    Zostałam sama…. nie zrobiło to na mnie wielkiego wrażenia, bo od zawsze musiałam że wszystkim sama sobie radzić…. złapałam wiatr w żagle…. oczyma wyobraźni widziałam mojego nowego mężczyznę, który mnie Kocha ponad życie. Z którym przegadam niejedną noc, który będzie znał moje problemy i moje marzenia, który zaakceptuje mnie w 100%… i mijają kolejne lata ….. wiatr coraz mniej wypełnia żagle…. nie, nie płacze nocami bo mam cel w życiu, moja córkę… poprostu czasem chciałabym przez chwilę być szczupła, piękna blondynka i sprawdzić czy w rozmiarze 38 byłabym bardziej kochana… czasem wbrew temu co w wmawia mi otoczenie , jaką to jestem super babka, myślę że może to nie o rozmiar chodzi tylko ze mną jest coś nie tak?