Motywator dietetyczny

W sieci, niczym grzyby po deszczu wyrastają strony (i blogi!), gdzie autorki ‚walczą o nową siebie’, ‚walczą o nowe życie’ itp. Walczą.

Walczą, bo wierzą, że jak schudną, to zmieni się ich życie. Znajdą miłość, lepszą pracę, lepsze życie i w ogóle wszystko się zmieni. Zawsze istnieje ryzyko, że jednak się nie zmieni. Wierzymy, że nasz heroiczny wysiłek zostanie cudownie wynagrodzony.

Właśnie pomyślałam o znajomej, która schudła 10kg i zostawił ją facet. Bo już mu się nie podobała. Bo zaokrąglona tu i tam była ładniejsza, a teraz wystają jej obojczyki (no głupi jakiś, przecież takie obojczyki to oooch…!).

Inna rzeczywiście dokonała rewolucji – wyszła z toksycznego związku, schudła wręcz nie do poznania i poznała kogoś nowego, z kim jest szczęśliwa. Ale nie chce nawet widzieć jej starych zdjęć – to trochę tak, jakby nie akceptował połowy jej życia. A ona przecież nie byłaby tu, gdzie jest, gdyby nie jej przeszłość, prawda?

Trzecia historia to moja własna, którą podsumuję jednym zdaniem. Kilka dni temu usłyszałam od mojego chłopaka: gdybyś miała ciało modelki, to nie wiem, czy bym cię bardziej kochał, ale nie wydaje mi się. Zdanie tym bardziej wartościowe, bo powiedział je sam z siebie, nie pytany, ani nie zaczepiany w żaden sposób. Po prostu chodziłam w samej bieliźnie po mieszkaniu, bo było za gorąco na jakiekolwiek inne ubranie.

Ja nie walczę i nigdy nie mam zamiaru walczyć ‚o nowe życie’ – musiałabym zanegować fakt, że czuję się szczęśliwa, kochana i, pod wieloma względami, spełniona. Pewnie, że każda dieta to jakiś rodzaj walki – u mnie głównie z pokusami, którym jednak czasem ulegam, ale tym razem mam mocne postanowienie, żeby zgubić trochę balastu. Tym razem serio, już się nie dam złamać. Moja główna motywacja to zdrowie – na razie wszystko ok, ale nigdy nic nie wiadomo.

No dobra, przez hasanie w samych majtkach ostatnio stwierdzam, że sadło z przodu troszkę jednak przesadziło i przydało by się tak chociaż z rozmiar albo dwa mniej – ale to i tak spore wyzwanie przede mną! Wiecie – i tak będę gruba, ale będę się czuć lepiej ze sobą – bo wcale nie uważam, że kochanego ciałka nigdy za wiele – wszystko zależy od tego, kto jak się ze sobą czuje. Podobno nie ma złej motywacji do odchudzania się – ale myślę, że nie wolno tego robić wbrew sobie, a raczej w zgodzie ze sobą. W harmonii między swoją głową a ciałem.

Do zmian zmotywowały mnie jeszcze dwie cudowne dziewczyny Paulina Wnuk i Magdzie z My Pink Plum.

To dzięki Paulinie wybrałam się jakiś czas temu do dietetyka i bardzo mocno się staram zmienić pewne nawyki – z różnym skutkiem. Najpierw schudłam, potem przytyłam – każdy ma swoje wzloty i upadki. Kilka tygodni temu Paulina ogłosiła jednak akcję motywację i to do tego stopnia, że założyła grupę wsparcia – piszemy tam o sobie, o swoich dietowych sukcesach i porażkach, szukamy ratunku w chwilach zwątpienia – jest super, jak w Rodzinie. Wiecie, co tam jest najlepsze? Nie ma tej natchnionej gadki o zmienianiu życia, walce – słowem – całego tego motywacyjnego bullshitu, który zniechęca mnie już na wstępie.

Magda zaś, również zainspirowana Pauliną, wykorzystała swój talent do tworzenia ładnych rzeczy i opracowała dziennik diety – czyli nic innego jak tygodniową rozpiskę tego co jadłyśmy, o której, ile to miało kalorii i jak dużo wody wypiłyśmy danego dnia.

Sama nie zrobiłam nic równie kreatywnego, oprócz przejrzenia starych zdjęć – mam mocną motywację jeszcze kiedyś pokazać się na jakiejś imprezie w tej sukience z koronką (Siostra, wiem, że wisi u Ciebie w szafie, możesz śmiało przygotować ją do zwrotu!)

obrazki

A wiecie, co jest najgorsze w utrzymaniu diety? Nie jedzenie, porcje, gotowanie i brak czekolady. Zebranie się w sobie, żeby ruszyć tyłek. Naj-go-rzej.

You Might Also Like

  • U mnie najgorzej jest właśnie z ćwiczeniami i ze słodyczami 🙁 Lubię oglądać swoje stare zdjęcia bo też wyglądałam lepiej ale za chwilę łapię mnie dół, że doprowadziłam się do obecnego stanu i klops…

    • Ja ze słodyczami mam problem tylko przed okresem, bo zwykle wolę słone 😉

  • Piąteczka! Trzymam kciuki mocno, mocno! A skoro jesteś w grupie, to być może natknęłaś się na wpis z mojego bloga, gdzie częściowo pisałam o tym samym – pozwolę sobie zacytować kluczowe zdanie z tekstu: „Nie znajdziesz radości życia w zgubionych kilogramach, jeśli nie masz jej w sobie.” 🙂 O. I tego się trzymajmy! 🙂

    • Czytałam, czytałam – trzymam rękę na pulsie 😀

  • Ja w gruncie rzeczy mogłabym jeść zdrowo tylko czym jest życie bez czekolady i słodyczy? Ostatnio staram się je jednak ograniczać i ciekawa jestem co mi z tego wyjdzie.

  • Ola Pietras

    Trzymam mocno kciuki! Od tygodnia również jestem na diecie i więcej się ruszam, a na dodatek nie robię tego tylko dla siebie. Te zmiany wymusiło na mnie i moim mężu jego zdrowie, okazało się, że ma kamice pęcherzykową. Jest w tym jednak pewien pozytyw- teraz od zmian nie ma już ucieczki. 🙂

  • Mam identyczy tok myślenia, kiedy słyszę o tym ‚nowym życiu’. Właściwie mam jeden post o tym w stanie szkicu bo mnie złapała rozkmina. Najważniejsze to zacząć od sposobu myślenia. Ważę teraz pomiędzy moją najmniejszą a największą masą ale, rany, zupełnie inaczej się czuję. Inny wymiar, jestem teraz szczęśliwsza niż kiedykolwiek. A kwestia schudnięcia- jeśli to zrobię to tak jak Ty, ze względów zdrowowtnych bo kocham swoje ciało i chcę, żeby było ok.

    • Sądzę po sobie – na tym zdjęciu w zielonych spodniach jestem ok. rozmiar mniejsza i jakieś 20kg. I tak jakoś bardziej się sobie podobam – więc stawiam przed sobą taki mały duży cel.
      No i jeszcze muszę zapuścić trochę włosy, bo krótkie już mi się znudziły.

      • Alicja

        TO chciałam napisac- fajnie z długimi wygladasz 🙂

  • Ojejku, jak mało Piętaczka! I taki młodziutki jeszcze :3

  • EmMari

    Jasne na starszych zdjęciach (tych z podstawówki i gimnazjum) ładna dziewczynka ze mnie była – aż dziwię się przeglądając album i jednocześnie trochę dołuję. Potem przyszła ta niedoczynność tarczycy i o! Na początku nie tyłam specjalnie, ale na chwilę obecną ważę więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Świadomość, że to nie przez to, że się objadam wcale nie jest pokrzepiająca – powód się nie liczy, liczy się to co widać na zewnątrz. No niestety, organizm rozwalony. Nie lubię sportu, jakiegoś biegania czy forsownej gimnastyki – na samą myśl jest mi niedobrze, bo wiem jak to mnie męczy. Może teraz znowu spróbuję ćwiczyć – kiedyś udawało mi się schudnąć dzieki ćwiczeniom, teraz już niekoniecznie. Masz ci los – ludzie, którzy są szczupli bez żadnych starań, nie doceniają swoich predyspozycji zdrowotnych. Prawda jest taka, że interesujemy się swoim ciałem dopiero jak coś niedobrego zacznie się dziać z naszym organizmem.