W co się ubrać… na co dzień

Ten wpis mógłby brzmieć mniej więcej tak: „Cześć, mam na imię Agata i dziś jestem szafiarką. To moja stylówka na co dzień: dżinsy, czarna bluzka i kolorowe baleriny (ale czasem czarne, bo lubię). No. To tyle. Całuski dla Was!” Postaram się jednak trochę rozbudować temat, ale sprawa jest zasadniczo prosta.

Zauważyłyście, że większość stylizacji na blogach raczej odbiega od czegoś, co można by założyć na co dzień? No chyba, że ja jestem taka konserwatywna w ubieraniu się. I chyba trochę jestem, ale skoro stara formuła się w miarę sprawdza, to tylko sporadycznie eksperymentuję.

Podobno najważniejsze jest, aby prawidłowo określić swój typ sylwetki – to nam określa, czego powinnyśmy bezwzględnie unikać, a w czym wyglądamy jak milion dolarów. Przyznaję się, że konsultacja z Radzką zmieniła nieco moje życie – okazało się, że powinnam szaleć bardziej w górnej części, niż w dolnej i muszę poważnie przemyśleć moją dotychczasową szafę, bo jednak jestem gruszką. Wprowadzić naszyjniki, pagony, bufki i inne takie. Zobaczymy przy okazji jakichś wesołych zakupów, co mi wpadnie w oko. A tymczasem jednak przedstawiam Wam codzienną mnie.

Dobrze jest mieć zasady

Moja jest prosta – najlepsza jest klasyczna, zawsze sprawdzająca się baza. Nie lubię się rano przed wyjściem do pracy zbyt długo zastanawiać, w co się ubrać – w mojej szafie są rzeczy, które raczej do siebie pasują w dowolnej konfiguracji. Czyli 90% to czarne bluzki (z różną długością rękawów), kilka  kolorowych albo z nadrukami. I nie, nie noszę czarnego, bo (optycznie) wyszczupla. Po prostu mam w sobie tę super moc, że zawsze, jak cokolwiek założę, to od razu jest upierdolone. Dajcie mi białą bluzkę i zacznijcie odliczanie. Czarne rzeczy jakoś pozwalają mi w spokoju przeżyć cały dzień raczej bez przykrych niespodzianek. A nadruki to wiadomo – nie zawsze się nadają na każdą okazję – nie zakładam ich już nawet w ‚casual friday’, który sobie kiedyś sama zarządziłam. Wyobraź sobie, że siedzisz sama w pracy, nie ma nikogo, Ty w koszulce z Myszką Miki albo ‚Chujową Panią Domu’ i wchodzi szef. I jeszcze kilku ważnych członków zarządu. Raczej nie zrozumieją. Szansa, że przytrafi się to właśnie mi wynosi jakieś milion procent.

SONY DSC

Baza jest. Co dalej?

Skoro już mam na sobie tę czarną bluzkę, która pasuje absolutnie do wszystkiego – mogę szaleć. Dżinsy, czarne spodnie, kolorowe, we wzorki i spódnice. Cokolwiek założę, będzie dobrze. O ile nie przepadam za kolorami przy twarzy, tak lubię np. moje spodnie w kolorze włosów. A latem stawiam na szykowny ‚dres plażowy’ we wzorek. Spódnice czasem, ale bardzo rzadko – ale tylko dlatego, że muszę się w pracy przebierać i byłoby mi niewygodnie. Tak więc zostają na wyjścia i weekendy.

SONY DSC

 

Co do tego?

A do tego mam dwie czarne narzutki i szary sweter. I kurtkę dżinsową oraz żakiet – jakby co. No szaleństwo milion, nie? Ale za to odbijam sobie dodatkami. Kocham czerwone buty – na każdą porę roku. Baleriny w przeróżnych kolorach, wyrazistą biżuterię, duże torebki i czerwoną szminkę. I tak się jakoś zgrywa. Chociaż płaczę, bo wszystkie moje najukochańsze kolczyki nie pasują do pracowego mundurka. Ale przynajmniej paznokcie mogę!

Dajcie znać, czy akceptujecie taką szafiarską mnie!

SONY DSC

SONY DSC

 

 

You Might Also Like