Współczesne poszukiwania pracy jako wysublimowane narzędzie psychoterroru

W życiu każdego grubaska (i nie tylko!) przychodzi taka magiczna chwila, że pora zmienić obecną pracę. Ciepła posadka działa dobrze na którąś strefę komfortu, ale to nie dla mnie. Poza tym, co to za komfort, kiedy nagle stresy się piętrzą i kumulują, a na koncie złotówek nie przybywa. Pomyślałam – dobra, obroniłam się, nie mam studiów na głowie, mogę znaleźć jakąś bardziej absorbującą pracę. I na miarę moich możliwości. Dopieściłam CV (jest piękne) i zaczęłam działać. To było dokładnie 11 miesięcy temu.

Samo szukanie spoko – znajdujesz portal z ofertami pracy, zaznaczasz, co Cię interesuje i wysyłasz, jak leci. Pierwsze schody pojawiają się mniej więcej w momencie, w którym ktoś oprócz CV życzy sobie listu motywacyjnego.

Idealny list motywacyjny

Z jakiegoś powodu nikt nie chce czytać prawdy, tylko nasmarowane wazeliną słowa same wchodzące do tyłka. Osobiście uważam, że listy motywacyjne powinno się zlikwidować, a jeśli już, powinni stawiać na szczerość. I tak, mój idealny list motywacyjny brzmiałby mniej więcej tak:

Drogi potencjalny szefie, szukam pracy, bo jestem w dupie i nie mam kasy – u Ciebie też pewnie będzie do bani i ledwie starczy mi do pierwszego, ale wolę się łudzić, że może jednak nie. W każdym razie Ty potrzebujesz kogoś, kto odwali za Ciebie robotę, a ja potrzebuję Twojego hajsu. Chętnie spotkam się ustalić szczegóły.

Dobra, no więc czasem przejdzie samo CV, czasem nasmarujecie ten LM, a i tak nikt go nie przeczyta, a czasem LM był taki super, że zapraszają Was na rozmowę. I zaczynają się gorące krzesła. Ja na przykład mam tak, że zawsze, ZAWSZE, jak się przygotowuję do rozmowy, to pytają o coś innego. Jak mi zależy na jakimś stanowisku bardzo mocno, to zaczynam gadać. Odpowiadam na pytanie nakręcając się na jakiś głupi szczegół i ciągle o nim nawijam. I widzę po minie rozmówcy, że się pogrążam, ja też to wiem, ale moje usta dalej mówią. No ale, przelećmy sobie teraz szybciutko pytanka, z którymi najczęściej spotykamy się na rozmowie rekrutacyjnej. Oraz na tym, co chcielibyśmy powiedzieć, ale wiemy, że nie możemy, bo mogliby nas zamknąć na oddziale zamkniętym i w dodatku odciąć internet. Oraz na tym, co zdarzyło mi się powiedzieć. Dodam, że nie mam pojęcia, co najlepiej powiedzieć, żeby dobrze wypaść, ale zakładam, że popełniałam jakieś błędy, skoro nie dostałam pracy w pierwszym miesiącu szukania. Albo po prostu jestem słaba.

Pytania, na które nigdy nie znasz dobrej odpowiedzi

Proszę powiedzieć parę słów o sobie/co pani umie?

Jestem zdesperowaną kobietą, która ma większe ambicje, niż pozwala jej na to obecna praca, w wolnych chwilach zajmuję się szukaniem sensu życia, bo gdzieś zawieruszyłam. Aha, jeszcze chyba zbłądziłam ze swojej życiowej ścieżki i usilnie próbuję z powrotem na nią trafić.

NIGDY nie wiem, co powiedzieć. Bo wiem, że nie pytają o moje zainteresowania, umiejętność żonglowania, tylko o konkrety. Tu jest miejsce na Twoją reklamę. Mów co chcesz, byle w miarę elokwentnie.

Dlaczego pani szuka pracy?

Bo nie mam pracy/ bo chcę zmienić/ bo mnie wywalili/ nikt mnie nie lubi/ja nikogo nie lubię bo zarabiam za mało/ mój szef jest psychopatą i boję się, że w końcu ktoś zginie/ BO MOGĘ.

W tym momencie powinno się powiedzieć coś natchnionego o rozwoju, samorozwoju, perspektywach i samorealizacji. Zawsze dobrze brzmi, bo to są trudne słowa.

Dlaczego chce pani pracować właśnie u nas/czemu odpowiedziała pani właśnie na nasze ogłoszenie?

Przeglądałam ogłoszenia o pracę, stanowisko by się zgadzało, umiejętności też, to wysłałam CV. Jak mnie zaprosiliście na rozmowę, to zrobiłam dokładniejszy risercz.

Ups, sorry, powiedziałam tak ostatnio na rozmowie. Ja rozumiem, że potencjalni pracodawcy są dumni z tego, że mają prężnie rozwijającą się firmę, ale no bez jaj – jak jesteśmy w czarnej dupie i rozpaczliwie (podkreślam słowo ROZPACZLIWIE) szukamy pracy, wysyłamy CV gdzie się da, a i tak dzwonią z jednego ogłoszenia na wysłanych dziesięć. Nie wiem, jak Wy, ja nie lubię sobie zaśmiecać głowy niepotrzebnymi informacjami. I mniej więcej tak uargumentowałam tę wypowiedź, kiedy zobaczyłam zdziwienie na twarzy rozmówczyni.

12064511_1172058389477671_612584478_n

Ale full profeska, na tę rozmowę wyprasowałam nawet najlepszą koszulę!

Przegląd CV

W tym miejscu może się zdarzyć wszystko. Podobno ludzie strasznie kłamią w swoich CV, a nie tylko lekko koloryzują, jak ja, więc zdarzają się tacy rekruterzy/potencjalni szefowie, którzy pytają dosłownie o wszystko. Łącznie z tym, co robiliście na praktykach studenckich osiem lat temu. Tru story, także jak kłamiecie, to wykujcie na blaszkę wszyściusieńko, jak nie kłamiecie, to też nauczcie się co do słóweczka. I jeszcze przekonująco o tym opowiadajcie.

Czasem jednak ktoś umiejętnie zada pytanie o jakieś doświadczenie i, jeśli jest zgodne z prawdą, to całkiem przyjemnie się rozmawia.

Jak wyobraża sobie pani dzień w pracy na tym stanowisku?

Normalnie. Przychodzę, kawka, ploteczki, fejsik, mailik, druga kawka, zakupy na zalando, papierosek, finalizacja zamówienia, lunch, no może coś bym zrobiła, o – ale zleciało, to już trzeba do domu?!

Zdarzało mi się chodzić na rozmowy na stanowiska, o których nie miałam pojęcia, doświadczenia i zdziwieniem napawało mnie, że ktoś w ogóle mnie zaprosił na rozmowę – nie mówię, że nie dałabym rady, gdybym się nieco wdrożyła, ale to pytanie było dla mnie zawsze tak abstrakcyjne, że zawsze bełkoczę coś bez sensu pod nosem.

Co panią motywuje do pracy?

Hajs!

Nie zrozumcie mnie źle, że ja tak tylko o pieniądzach, ale prawdą jest, że pracujemy głównie dla pieniędzy – żeby mieć na mieszkanie, jedzenie i, jak coś zostanie, to na jakieś przyjemności. Dodam, że obecnie pracuję za taką kasę, że wiele z Was myślę, że nawet by nie wstało o siódmej rano z łóżka za tyle. No więc, skoro już szukam, to taką mam właśnie motywację. Żeby się piętnastego nie martwić, że jeszcze prawie dwa tygodnie do wypłaty.

Nie wiem, jaka jest prawidłowa odpowiedź na to pytanie – ja uderzam temat podejmowania nowych wyzwań, carpe diem i takich tam, ale to też jest uzależnione od stanowiska, na jakie startujecie – wiadomo, że księgowa z tymi nowymi wyzwaniami, to nie bardzo.

Jakie są pani oczekiwania finansowe?

Uwielbiam to pytanie. Oni doskonale wiedzą, ile mogą Ci zapłacić, ale się o to zapytają, bo może powiesz mniej, niż założyli. Jeśli powiesz więcej, pogadają z Tobą w tym temacie tylko pod warunkiem, że ociekasz zajebistością jak nowe, czerwone ferrari.

Na szczęście w internetach krążą różne widełki płacowe na każdym stanowisku, wystarczy je odpowiednio wypośrodkować i odnieść do danej firmy. Można też zaryzykować jakąś kwotę z kosmosu. Cuda podobno się zdarzają.

12042003_1172058359477674_1286623317_n

Praktyka

Rozmowa za Wami. Jeśli macie (nie)szczęście być tak zwanym humanistą i ambitnie startujecie na jakieś kreatywne stanowiska – u mnie się to głównie kręci wokół pisania, internetów, marketingu i PR – dadzą Wam jeszcze jakie milusińskie zadanko. Ewentualnie sześć. I określony czas na jego wykonanie. Pół godziny o konkretnej porze, dwa dni, tydzień – hulaj dusza. I nie ukrywam, bywało i tak, że spędzałam nad takimi zadaniami i pół dnia. Może one coś sprawdzają, może na pewno, ale wiedzcie, że po dziesięciu razach na słowo ‚zadanie’ miałam ochotę histerycznie krzyczeć i biegać w kółko, wyrywając sobie włosy z głowy.

I tak dziś, po 11 miesiącach udręki, płaczu, stresu i nerwów składam wypowiedzenie. Pisząc te słowa nie wiem jeszcze, jak bardzo wkurwię mojego obecnego, znienawidzonego do granic możliwości, szefa [EDIT: wkurwił się mocno]. I naprawdę czuję, że w końcu przede mną otwierają się jakieś możliwości i będę COŚ robić. Możecie się tylko domyślać, jaka to ulga.

12085041_1172058342811009_163545337_o

A tak wygląda Szczęśliwy Człowiek, któremu się wydaje, że wygrał życie, bo dziś składa wypowiedzenie w znienawidzonej pracy.

 

Tymczasem, w ramach bonusu, poczytajcie, jak wyglądała moja ulubiona rozmowa o pracę z Panem Prezesem, typowym Januszem Cebulą – Burackim.. Myślę, że długo żadna jej nie przebije.

Przyszłam na spotkanie nieco spóźniona – o czym poinformowałam wcześniej – zadzwoniłam z informacją, że stoję w korku, będę do 10 minut później. Pan Prezes pokazał mi więc, kto tu jest ważniejszy i sam kazał mi na siebie czekać. Rozmowę oczywiście skracam, bo były dłużyzny.

PP: Nie przyszła pani punktualnie, więc zająłem się swoimi sprawami, wie pani, ja jestem bardzo zajętym człowiekiem!
ja: Wiem, rozumiem, zdaję sobie sprawę, dlatego zadzwoniłam uprzedzić, że się spóźnię.
PP: A czemu taka zajęta osoba jak pani szuka pracy?
ja: No wie pan, praca na pełen etat i dodatkowe zlecenia od czasu do czasu nie sprzyjają życiowej stabilizacji.
PP: O! Interesuje się pani fotografią! Kiedyś miałem ten cały sprzęt i bawiłem się w wywoływanie zdjęć w łazience, w domu, ale teraz to chyba nikt tego nie robi.
ja: Też mam cały sprzęt w domu i zdarza mi się nocami siedzieć w zaciemnionej łazience – bardzo lubię fotografię analogową.
PP: No dobrze dobrze, a co pani w ogóle umie, bo ja tu nic nie mogę zrozumieć z tego pani CV! I jeszcze nie dodała pani zdjęcia!
ja: Na pewno nie wysyłałam CV bez zdjęcia, proszę się upewnić, że to na pewno moje leży przed panem. Może mi pan powiedzieć, na jakie konkretnie stanowisko aplikuję?
PP: Nooo, organizowanie eventów..
ja: I jakie ma pan oczekiwania względem osoby na tym stanowisku?
PP: Nooo, żeby organizowała eventy, jak pani fotografuje, to tak przy okazji…
ja: Ale zdaje sobie pan sprawę, że przy takim evencie jest tyle do przypilnowania, że ostatnie, na co będę miała czas, to robienie zdjęć, prawda?
PP: No dobrze dobrze, widzę, że pani pisze, a co pani pisze… o blog? Co to za blog?
ja: Blog nazywa się Gruba i szczęśliwa, zaczęłam pisać o samoakceptacji i w ogóle jak żyć, nie będąc ideałem.
PP: O, hehe, a my z Panią Halinką na korytarzu to zawsze żartujemy, że jak kupuję u niej bułeczki, to na pewno pójdzie w intelekt, hehe, no proszę pani, o czym tu pisać. No dobrze dobrze, a jako copywriter co pani pisze?
ja: A to różnie, ostatnio kącik złamanych serc, grzybice stóp i alergie skórne u niemowlaków.
PP: A to widzę, że jest jakieś pole do współpracy, czasem potrzebujemy, żeby ktoś coś napisał. No dobrze dobrze, a jakie ma pani stawki za fotografowanie eventów?  No, na przykład tu pada nazwa dużego eventu w Krakowie, o którym może mówi się w całej Polsce.
ja: 1200zł. Netto.
PP: AŻ TYLE?! No chyba pani oszalała.
ja: No nie wiem, czy oszalałam, ale jestem otwarta na pana propozycje – proszę podać stawkę, spróbujemy się jakoś dogadać.
PP: No wie pani… ja to myślę, że samo fotografowanie takiego dużego eventu, satysfakcja i doświadczenie, jakie pani wyniesie, to wystarczająca stawka za pani zdjęcia!
ja: No chyba pan żartuje. A może mi pan zwizualizować, jak satysfakcja i doświadczenie płacą mi czynsz za mieszkanie, rachunki i napełniają lodówkę?
PP: No wie pani, musi pani coś zrobić, bo chyba nie chce pani pracować w przychodni całe życie!
ja: No, gdybym chciała, to byśmy chyba tutaj teraz nie rozmawiali. Ale wspominał pan coś o tym, że jest zajęty, także nie zajmuję więcej czasu, Do widzenia.

I wyszłam, nie uścisnąwszy mu ręki, nic. Ale był zaskoczony. A ja sobie gratulowałam w duchu asertywności. Pierwszy raz w życiu.

 

You Might Also Like