Jesienna Lady in Red

 

Szycie to bardzo fajne hobby, które u mnie ma to do siebie, że ciągle mi mało i stawiam sobie nowe wyzwania. A jako, że dodatkowo mam w sobie coś, co bez mojego zamierzenia nawet, każe mi wszystko sobie komplikować, wymyśliłam, że spódnica maxi, którą zrobiłam w wakacje i nie wyglądałam w niej dobrze, sprawdzi się doskonale jako sukienka. Przeglądałam nieśmiało Burdę, bo przecież nic jeszcze nie szyłam z prawdziwego wykroju, tylko jakoś tak po swojemu (cud, że wychodziło, no naprawdę) – tato inżynier powinien być ze mnie dumny, że potrafię tyle kombinować.

Wiecie, jak jest – mogłabym tu, klasycznie jak szafiara, po prostu wstawić zdjęcia, żebyście się zachwycali, że umiem sobie zrobić taką kieckę, ale nie – ja muszę Wam opowiedzieć o tym, jaka to była droga przez mękę – oszczędzę Wam jednak tych wszystkich niecenzuralnych słów, które leciały równiusieńko na każdym etapie szycia. Dodam, że Burda twierdziła, że sukienka będzie łatwa. Jak dla kogo – ja przecież nie umiem szyć!

sukienka-Burda-8-2015

Ta zadowolona pani z Burdy 8/2015 przekonała mnie do tego, że potrzebuję mieć taką właśnie kieckę!

Wykrój

Niby taka prosta sprawa, masz gazetę, upatrzony model (116), znajdujesz na arkuszu z wykrojami i jedziesz. No ale. Wpadła mi w oko sukienka, której wykrój był uwzględniony do rozmiaru 44, ja noszę 48, ale wg tabeli Burdy 52 (to bardzo ważne, żeby się mierzyć!). No więc siadłam, policzyłam i odrysowałam tak, żeby z tego 44 wyszło te 52 – potem jeszcze zmierzyłam wykrój, czy aby w cycu i bioderku wszystko się zgadzało będzie.
Zauważyłam też, że wykrój rękawa jest w dwóch kawałkach – co było dla mnie bez sensu, bo jak to rękaw z dwoma szwami – bez sensu, ale pomyślę o tym później.

Wykrawanie z materiału

Rozcięłam moją spódnicę (i podszewkę!) i poukładałam części wykroju tak, żeby wyciąć wszystko jak najbardziej ekonomicznie, żeby zostało mało skrawków.
Brakło mi materiału na rękawy i jedną część paska.
Spoko – kupowałam materiał stacjonarnie – dokupię kawałek na brakujące elementy.
NIE WIEM, JAKIM CUDEM, mając skrawek oryginalnego materiału, kupiłam nieco ciemniejszy nowy kawałek. No ale trudno, będę z tym żyć (TAK, sukienka ma inny kolor rękawów, na szczęście nie innych elementów).

Szycie

Standardowo, obrzuciłam boki zygzakiem (kiedyś uzbieram na overloka!), razem z podszewką – materiał jest transparentny, więc było to konieczne – zszyłam ze sobą boki góry i spódnicy. Wzięłam się za ten gumkowany pasek. Teoretycznie jest to strasznie proste, bo trzeba było przeszyć gumonić zygzakiem na całej długości, a potem połowę z tego ściągnąć (na oko połowę), żeby był ten efekt ściągacza. Oczywiście, że wyszło krzywo, pas jest za szeroki i gumki mogły być gęściej rozłożone – może lepiej by się trzymały, ale nie widać. Na szczęście.
Zszyłam górę z paskiem i dół z paskiem, kiecka prawie gotowa, pora na rękawy – w końcu wycięłam je jako jeden element, wszyłam, mierzę – skubane, trzeba zebrać. Zbieranie wychodzi średnio, nowy szew już się średnio ładnie odznacza – na szczęście trzeba się bardzo przyjrzeć i być znawcą, żeby zauważyć – machnęłam na to ręką.
Z dekoltem dramat – muszę się nauczyć robić odszycie, żeby to wyglądało super – na razie po prostu zawinęłam i przeszyłam, ale nie jestem zachwycona efektem.

Efekt końcowy

Jestem z siebie dumna, że wytrwałam do końca i mam sukienkę, w której nie wstydzę się wyjść z domu. I chociaż bałam się czerwonego przy twarzy, bo rude włosy i czerwieniąca się karnacja, to oszalałam na punkcie tego odcienia (wyłączając buraczkowe rękawy – na szczęście można je zakryć) – pomyślałam, że zaszaleję, dodam do tego jeszcze czerwone usta – ludzie na mieście się za mną oglądali i wzbudziłam raczej pozytywne reakcje.

A to takie zdjęcia na szybko – myślę, że mój fotopstryk nieco się podszkolił, ale musi jeszcze poćwiczyć (modelka też).

A, zapomniałabym! Następna w kolejce jest kiecka z podpisem -TRUDNE. Bo nie może być zbyt łatwo, prawda.

_MG_7004 _MG_7022 _MG_7046

You Might Also Like