W jakiej kondycji jest rynek size plus w Polsce?

Konferencja1

W miniony piątek, 23-go października, miałam okazję brać udział w Pierwszej Konferencji Size Plus, organizowanej przez Big Bazaar. Jak już wspominałam, mam mocno mieszane uczucia. Z kilku powodów:

Rozpuściły mnie imprezy branżowe (nie tylko) dla blogerów

Uwielbiam poznawać nowych ludzi, szczególnie tych, których często podczytuję w internecie – mam zupełnie inny odbiór człowieka, którego poznałam na żywo i udało nam się zamienić choć kilka zdań klepiących lajeczkami po tyłeczkach. Brakło mi tu czasu i możliwości do rozmów – albo trzeba było wyjść całkiem z sali, albo przeszkadzało się tym, którzy akurat byli na scenie.
Konferencje, w których zwykle uczestniczę, są zwykle świetnie zorganizowane, skomunikowane i rozpropagowane – tu zabrakło nieco kilku elementów i były niedociągnięcia, ale wierzę, że Organizatorki wyciągną wnioski na przyszłość – nikt przecież nie zorganizował konferencji idealnej za pierwszym razem!

_MG_7155

Uśmiechy i dobre humory dopisywały! Tu z dziewczynami z PlusMe Project i Ulą Lolą.

 

Do kogo i po co

Sama nazwa wskazuje, że dla branży i ludzi branżą się interesujących – inni uczestnicy mogli(by) się czuć wykluczeni. Bardzo się cieszyłam, jak usłyszałam, że większość obecnych na widowni to osoby związane z produkcją odzieży dla plus sizek. Co więcej, przyjechali posłuchać, co w trawie piszczy i czego chcą ich klientki! Szybko jednak okazało się, że to tylko puste słowa z ich strony. Legendarna „Puszysta Pani” z lat 90. XX wieku wciąż funkcjonuje w ich słownikach – Droga Czytelniczko – czy zajrzałabyś w ogóle do sklepu o takiej nazwie? Bo ja niekoniecznie. Czuję, że już sama nazwa sklepu mnie obraża.

Jest mi naprawdę smutno, że producenci odzieży dla nas, spójrzmy prawdzie w oczy – grubasek – nie idą z duchem czasu i dalej uważają, że ich główną klientką jest starsza pani po menopauzie, która nie ma w domu internetu. A jeśli tylko znajdzie na siebie jakąkolwiek sukienkę, to kupuje pięć, nie bacząc na cenę, szalejąc ze szczęścia, że cokolwiek na siebie kupiła.

Mówiła o tym Ewa, mówię i ja: wyjdźcie na ulicę, w internety i zróbcie dobry research – jeśli sami nie umiecie, zatrudnijcie profesjonalistów. Zobaczycie, że macie ogromne pole do popisu, ale dwudziestolatki nie chcą nosić sukienek dla pięćdziesięciolatek. Ładne zdjęcia ładnych kobiet w ładnych ubraniach na stronie internetowej podstawą Waszego sukcesu. Nie wszystkie grube kobiety też mieszkają w mieście Warszawa (wbrew pozorom nie jest to centrum wszechświata), ale wszystkie chcą wyglądać pięknie – szczególnie na co dzień, nie tylko na okazje!

Jestem świadoma i zdaję sobie sprawę z tego, że moje słowa na panelu dyskusyjnym mogły Wam się wydać śmieszne i naiwne, wiem, że jesteście oburzeni tym, że uważam, że sukienka z dresówki kosztująca 200 złotych to kosmiczna suma. Ale powtórzę jeszcze raz – nie wszystkie grubaski mają na tyle zasobne portfele, żeby sobie pozwolić na kieckę do codziennego śmigania w tej cenie. Jeśli mam być szczera, to powiem, że z mojej byłej, przychodniowej pensji, odkładałabym na taką kieckę ze trzy miesiące, albo odłożyłabym jej zakup na święte nigdy, bo zawsze mam pilniejsze wydatki, niż nowy ciuch.

Z Plus Victorią - super dziewczyna! (btw. niezłą mam kieckę, co nie?)

Z Plus Victorią – super dziewczyna! (btw. niezłą mam kieckę, co nie?)

 

I po co blogerki w tym wszystkim?

Mam wrażenie, że według większości polskich przedsiębiorców, blogerki to takie głupie dziewczynki, które myślą, że są fajne i mądre, więc rzucimy im jakąś szmatą za reklamę. Oczywiście, mogę mówić sama za siebie i tak też czynię – prowadzę bloga dla przyjemności, bo kocham pisać i to, że mam swoje miejsce w internecie, do którego zagląda mnóstwo ludzi co miesiąc – nie tylko moi znajomi.

Znam jednak wartość swojego pisania i zasady współpracy z innymi blogerami, spoza branży size plus. O czym ja mówię, przecież na rozmowie o pracę proponowano mi barter. Czemu się tak o to ciskam i mówię o tym głośno? Dlatego, że blogowanie zajmuje dużą część mojego prywatnego czasu, który poświęcam na pisanie, fotografowanie i przygotowywanie tematów. A mogłabym wtedy na przykład leżeć zawinięta w kocyk i oglądać seriale bez opamiętania. Ale nie. Czasem zarywam noc dlatego, że lubię wierzyć, że ktoś jednak czeka na ten mój tekst raz w tygodniu – i naprawdę, uwierzcie mi, pracuję nad częstotliwością.

Mówi się, że czas to pieniądz. Mówi się, że jeśli lubisz, to co robisz, to nigdy nie przepracujesz ani jednego dnia. Blog to też praca. Ty masz produkt, który chcesz wypromować, chcesz na nim zarobić, kosztem mojej, bądź co bądź, popularności (jakkolwiek niefortunnie to zabrzmi). Czemu więc mam to robić za darmo? Bo tak, barter to darmocha. Nie wrzucę jej do gara pod koniec miesiąca, okryje mi co najwyżej zmarzniętą dupę, bo przykręciłam ogrzewanie, żeby rachunki za gaz były niższe. Proponujesz mi w barterze wielką paczkę ciastek? Och, mój łaskawco.

Mówiłam to już na konferencji, ale powtórzę raz jeszcze – rozumiem, że polskie, początkujące marki nie mają kasy na promocję – ale brak środków nie powinien być pretekstem do tego, żeby ktoś miał robić coś za darmo. Zdradzę Ci tajemnicę, drogi przedsiębiorco. Temat, którego nie podjął jeszcze nikt, kto do mnie napisał, ŻODYN! Otóż: STAWKI MOŻNA NEGOCJOWAĆ!

_MG_7147

A swoją drogą…

Skoro jesteśmy już przy pieniądzach, blogerkach i współpracach, pozwolę sobie o zwrot do czytających mnie koleżanek blogerek size plus. Blogerek w ogóle. Dziewczyny – uwierzcie, że nie musicie podejmować współpracy z każdym, kto Wam ją oferuje – to nie żaden fejm, choć jest miłe. Nie dajcie się wykorzystać i wiedzcie, że jak już zaczniecie pracować za darmo, to będziecie miały przyklejoną metkę barterówek, którą będzie oderwać dużo ciężej, niż ze świeżo nabytego ciucha w sieciówce. I co bardzo ważne – podepnijcie swoje blogi pod Google Analitics – tylko one są prawdziwie miarodajne – a nie te z blogspotu czy blogera.

Ta konferencja pokazała mi, że w środowisku size plus źle się dzieje. Ludzie branży co innego mówią, co innego myślą. Niby chcą wiedzieć, w którym powinni iść kierunku, ale kiedy im się zwróci uwagę, to się obrażają. Wszyscy zawsze tyle mówią, że zależy im na konstruktywnej krytyce, ale kiedy już mają z nią styczność, biorą to za przejaw hejterstwa. Przykro mi, ale to tak nie działa. Chciałabym, żeby ‚gruby rynek’ szedł w dobrą stronę, co nie jest trudno, jeśli wiadomo, gdzie szukać inspiracji – dlatego takie spotkania są potrzebne, ale być może niektórzy powinni zmienić swoje nastawienie. Polecam także inny mój wpis na ten temat.

Backstage - blogerki robiące sobie tradycyjne selfie.

Backstage – blogerki robiące sobie tradycyjne selfie.

 

Dziewczyny, a co Wy, jako Klientki, macie do zarzucenia polskim producentom odzieży size plus? Piszcie, jest spora szansa, że przeczytają!

Z Ewą <3

Z Ewą <3

You Might Also Like

  • Odnośnie ciuchów napisałaś wszystko: albo siermiężne, na stuletnia staruszkę, albo za kosmiczne pieniądze. A przecież nas, size plus, jest sporo. Typowa Polka nie nosi 36, w porywach 38/40!
    Szkoda, ze nie miałam okazji być tam z Wami 🙂

  • Aleksandra

    Mnie jest ciężko dostać fajne ubrania, lepiej buty mi sie kupuje 😀 Najczęściej zaopatrzam się w C&A w ich standardową rozmiarówke, maja też dział size plus, ale te ubrania nie dość ze sa brzydkie to cena zwykłej bluzki to 79 zl, szaleństwo. Szkielety kupują ubrania nie dość że ładne to jeszcze tanie, taka nie ma problemu z kurtka na zime chyba że się jej nie podoba, u nas często musi się podobać, bo ciężko będzie znaleźć coś innego w dużym rozmiarze. Najbardziej wkurzający był system cen w Bon Prix, kiedy ubrania w wiekszym rozmiarze były droższe od tych w małym, cena rosła razem z rozmiarem…

    • Anna Zaborowska

      Hola, hola! Świat nie dzieli się na grube i szkielety, a problem ubrań, uwierz, nie dotyczy tylko tych pierwszych. Ja np, w rozmiarze 38, nie mogę znaleźć spodni z podniesionym stanem, które nie odstawałyby w talii, bo talię mam węższą od bioder. Znacznie. Jak pasuja w talii, to utkwią na tyłku i dalej nie idą. Jak już je przepchnę, to w talii mam kilkanaście centymetrów luzu i to odstaje. To samo z sukienkami, kurtkami, żakietami – dopnę w talii, w biuście już nie.

      „Szkielety” (dla mnie to zwyczajnie obraźliwe określenie! Coś jak „spaślak”, tylko w drugą stronę…) też nie mają łatwo, bo trudno się dobrze ubrać, gdy wszystko na człowieku wisi, gdy piersi nie wypełniają ubrań, a jeszcze bardziej się w nim kryją…

      Jeżeli już ubrania wyglądają na kimś szczupłym ładnie, to nie dlatego, że dla szczupłych są ładniejsze ubrania. Przecież to są te same ubrania, tylko w innym rozmiarze. Ta osoba po prostu wygląda ładnie. Jest ładna, a ubranie to tylko podkreśla lub przynajmniej nie ukrywa.

      Ceny to faktycznie problem, niestety, tu szczupli są faworyzowani. Niby większe rozmiary to więcej materiału i pracy, ale nie wydaje mi się, żeby to była aż taka różnica.

      • Magda Meteora

        To prawda. Miałam znajomą o chudej posturze, której wielkim problemem było kupienie spodni, by pasowały ale nie odstawały od ciała. Ile my się czasem nachodziłyśmy za takimi spodniami (w sensie ja z nią, ale ona kupowała, bo rozmiary mamy zgoła inne)… W sumie to mi pokazało że mało jest osób, które rzeczywiście mogą przymierzać i kupować co popadnie, bo są tak wymiarowi.

  • Aldis Floudys

    Dokładnie tak jak napisałaś. Jeśli w dobrej cenie to babcie. Jeśli coś bardziej młodzieżowego to ceny z kosmosu. Ja kupuję ciuchy tylko na allegro a i to nie często bo po prostu nie stać mnie na to co mogę znaleźć w kilku zaledwie sklepach. Przez co zdarza mi się chodzić w bluzkach z dziurami po molach 🙁

  • Jeśli chodzi o polskich producentów to uważam, że najlepsze ubrania ma sklep: modasizeplus.pl chociaż też nie do końca jest ich tak dużo jakbyśmy wszystkie chciały. Co do bluzek to rzeczywiście sprawa krótszego przodu i dłuższego tyłu jest dla mnie nie wyjaśniona ponieważ mam większy biust i ten przód zawsze jest jeszcze krótszy niż normalnie, więc apeluję o bluzki z dłuższym przodem i lekko krótszym tyłem. Dekolty w serek, których nie uraczymy w zwykłych sukienkach nawet dresówkach i spodnie.

    Jeśli chodzi o ceny ubrań plus size to dla mnie są mocno przesadzone. Dresową sukienka chudsza dziewczyna może kupić już za 40 zł a u nas nie ma takiej ceny. Ja rozumiem, że więcej materiały itd ale bez przesady. Za sukienkę dresową mogę dać max 100 zł.

    Wspominałaś również o barterze, myślę że nie zawsze jest zły. Szczególnie wtedy kiedy otrzymuje się coś droższego np. elektronikę itp. niestety w świecie kosmetyków i ubrań takie „załatwienie” sprawy jest codziennością. Ja nie pracuję w ten sposób. Oczywiście miło jest dostać ciuch ale ileż można…

    • Pisałam o barterze głównie w kontekście ubraniowym, dlatego tak go skrytykowałam 🙂

  • elek1980

    Mimo, że mieszkam w Warszawie to jednak ilość sklepów, w których może zaopatrzyć się młoda osoba (bo za taką nadal się uważam) jest niewielka. Najczęściej zakupów dokonuję w C&A, chociaż ceny mają czasem takie, że klękajcie narody 🙁 Nie ukrywam, że największą trudność sprawia mi znalezienie jakiejś ładnej sukienki, takiej na większe wyjścia. O tym jak kupowałam suknię ślubną to nawet nie wspomnę….masakra!

  • Jola

    Zgadzam się ze wszystkim co napisałyście dziewczyny 🙂 Ja też ubieram się w C&A… mieszkam w małej miejscowości i do C&A musze specjalnie sie wybierać, co podnosi jeszcze koszty zakupu ubrań 🙁 W moim mieście jest tylko jeden sklep z odzieżą size plus ( w ofercie ma ubrania dla babć). Ratują mnie jeszcze akcje w Lidlu i nieśmiertelne ciucholandy. Od dawna nosiłam się z zamiarem otwarcia butiku dla młodych kobiet o większych rozmiarach. Przeszukiwanie rynku, ofert producentów… Koszmar! Brak ciekawych krojów, wzorów a cenyyyyy… 🙁 Wtedy myślałam o stworzeniu własnej marki 🙂 To moje marzenie szybko zgasiła moja mama, która jest krawcową… Skwitowała, że jest to po prostu nieopłacalne… Mam nadzieję, że w końcu coś drgnie, że jak nie mi, to może komuś się uda! Dziewczyny zróbmy coś! Są odważne? Może któraś umie szyć? Ja mam pomysły 😉

  • Dla mnie największym minusem polskich marek plus size jest paleta kolorów – może teraz coś się zmieniło/zmienia, ale jeszcze chwilę temu wszystkie ubrania były w kolorach czarnych, szarych, ciemnozielonych, granatowych i brązach. Jako baza – oczywiście mogą być. A gdzie reszta kolorów? To że jestem większa nie znaczy, że chcę być niewidzialna. Uwielbiam kolory, dobrze się w nich czuję i chcę je nosić. No i jeszcze te fasony – większość jak worki po ziemniakach, bo jak jesteś gruba/y to już nie masz sylwetki i najlepiej zamaskować ją tak, żeby nikt nie zauważył. Żenada. Teraz mieszkam trochę dalej od Polski i gdzie nie pójdę tam znajdę ubrania w dużych rozmiarach, we wszystkich fasonach, kolorach i innych szaleństwach. Chciałabym, żeby i u nas za jakiś czas tak było. Żeby wszystkie sklepy oferowały rozmiary i fasony nie tylko dla osób do rozmiaru 42 czy 44, ale i tych większych. Bo każda z nas chce być piękna i czuć się dobrze w tym, co nosi 🙂

  • Grzegorz

    Nie będę tutaj krytykować polskiego rynku plus size, bo sam od jakiegoś czasu zajmuję się dystrybucją odzieży z zachodniego rynku plus size. Nie narzekajcie moje drogie na ceny. Weźcie pod uwagę to, że jeśli producent chce żeby koszt sukienki czy bluzki plus size wykonany przez dobrego projektanta, z dobrych materiałów, zakładając koszty szycia np. w Portugalii a nie w Chinach, to aby osiągnąć cenę w granicach 70 zł w sklepie i nie prowadzić działalności charytatywnie to musi wyprodukować przynajmniej 10 000 sztuk JEDNEGO rozmiaru, a jak wiecie mimo wszystko rynek plus size jest sporo mniejszy od tzw. tradycyjnego rynku. Kolejna sprawa outlety, które cenowo załatwiają bieżące kolekcje segmentu plus size.Nie zgodzę się ze na rynku nie ma odzieży dla kobiet 20+ , niestety główne kryterium w tym przedziale wiekowym to cena, a tą nie mamy szans konkurować. co do tzw. Babcinych butików to tutaj mamy błędne koło, bo właścicielki niejednokrotnie chętnie wzięłyby kolekcje dla „młodych” ale jak tłumaczą one szerokim łukiem omijają ich butiki, więc nie biorą takich kolekcji. Z punktu widzenia przedsiębiorcy sprawa jest prosta – biznes musi się opłacić, chociażby wyjść na zero, więc niestety sprzedaż np. sukienek za 100 zł, przy tak małym rynku to póki co sfera marzeń. Patrząc nawet na jedną z zachodnich marek, która sprzedaje towar na cały świat nie jest w stanie osiągnąć odpowiedniego poziomu cen na polski rynek. Mam nadzieje że głos z tej strony chociaż trochę rozjaśni niełatwą sytuację rynku plus size w Polsce.

  • Nat Jankowska
  • W mniejszych miastach zakup czegokolwiek powyżej „standardu” to katastrofa. Zwykle ubieram się w c&a, czasem uda się znaleźć perełkę w second handzie, ale ciężko mówić o czymkolwiek innym… Sukienka na studniówkę w rozmiarze 46 spędzała mi sen z powiek – zamiast czarnej eleganckiej w ręce trafiały mi czarne pogrzebowe. Skończyło się na tym, że odpowiednią znalazłam dopiero tydzień przed. I tak musiałam oddać ją do krawcowej – niskie osoby są kolejnym problemem branży odzieżowej 🙁

    • Ja sukienkę na studniówkę szyłam – ale od początku średnio z niej byłam zadowolona. Dodam, że to były czasy, kiedy w modzie były długie suknie z tafty.

  • Marysia Jawłowska

    Boże, jakie święte słowa!

  • Joaśka

    Nie wiem czy to tylko moje spostrzeżenie ale czy zauważyłyście że polscy producenci plus size nie trzymaja wielkości rozmiarówki zagranicznej? Tzn w zagranicznych markach np szerokość w pasie standardowych spodni w rozmiarze 46 to ok 2×47-48cm natomias w poskich…o wieele mniejsze. Gdy przychodzi mi coś kupić i patrze w sklepie lub w internecie na rozmiarówkę załamuje ręce bo często wychodzi na to że przy noszonym rozmiarze 46 nie mieszcze się w rozmiar 50 danego producenta…to strasznie irytujące…szczególnie gdy z przymierzalni prosisz o coraz większy rozmiar.