Najlepsze filmy na długie, jesienno-zimowe wieczory

Każda pora roku ma swoje przywileje. Późna jesień, która zaczyna się w listopadzie i trwa do marca, bo po drodze zamienia się z zimę, to taki czas, że długie wieczory, melancholia, herbata i grzane wino. Albo w ogóle wino. Kocyk, aromatyczne świece i filmy. No i ja właśnie o tym dziś – ale nie myślcie sobie, że samo przyszło – natchnął mnie jeden z nich.

Może Was zaskoczę, ale ostatnio łatwiej się wzruszam jakoś i lubię czasem popłakać. Dziś uroniłam łzę nawet przy polskim serialu, ale nie sprzedam Was łatwo, podrzucam zatem mój osobisty ranking najlepszych filmów na ten melancholijny czas w roku. Mam też taką przypadłość, że jak obejrzę jakiś film, to dopiero po kilku razach bardziej kojarzę fabułę – także spokojnie mogę coś oglądać kilka razy i za każdym razem mieć element zaskoczenia, albo wzrusz dokładnie w tym samym momencie – ale nie będzie tylko do popłakania, żebyście mi nie umarli ze smutku.

Forrest Gump

FORREST-GUMP

Sprawca całego zamieszania. Włączyłam dwa dni temu po raz pierwszy od kilku lat i popłynęłam. Normalnie rozklejałam się dopiero pod koniec, ale tym razem płakałam przez pół filmu. Kocham w nim absolutnie wszystko – Toma Hanksa, scenariusz, genialnie poprowadzoną muzykę, piórko i to, jakie przesłanie niesie ze sobą ten film. Z jednej strony smutny i melancholijny, z drugiej – optymistyczny. Czy jest na sali ktokolwiek, kto go nigdy nie oglądał?

Swoją drogą – zawsze byłam pełna podziwu dla tego gościa, który po prostu siedzi na przystanku autobusowym i opowiadał przypadkowym ludziom historię swojego życia – czy tego chcieli, czy nie – które jest przekrojem całej historii Stanów Zjednoczonych na przestrzeni 30 lat – najbardziej burzliwych w całym XX wieku. Raczej nie mamy przyjemnych myśli o takich ludziach i gdy spotykamy ich na co dzień – ale też nie od każdego Elvis uczył się swoich kocich ruchów.

Zaklęci w czasie

time-travellers-wife

To taka trochę dziwna historia, która w prawdziwym życiu chyba nie mogłaby się wydarzyć, co bynajmniej nie oznacza, że w filmie nie jest urocza. I tak oto poznajemy mężczyznę, który ma dar podróżowania w czasie, ale nie kontroluje tego.  I tak poznaje swoją przyszłą żonę – a może to ona jego, bo gdy spotykają się pierwszy raz, ona ma 6 lat, a potem ona stara się, aby ich drogi skrzyżowały się w jej dorosłym życiu – czyli klasyczna historia o tym, że to kobiety decydują o tym, kto będzie mężczyzną ich życia… ale nie martwcie się – jakkolwiek melodramatycznie by to nie brzmiało, film jest dobry. I ładny. Ale to chyba przez Rachel McAdams, która jeszcze się tu dziś pojawi – chyba większość filmów, w których ją widziałam, przypadły mi do gustu.

Pamiętnik

pamiętnik

Uwielbiam filmy na podstawie książek Sparksa. Takie klasyczne wyciskacze łez, schemat zawsze taki sam, nic bardziej lotnego, ale… jest w nich jakaś magia, mówię Wam.

Jest o miłości, upływającym czasie, mezaliansie, jest Rachel i jest boski Ryan. No i chemia na ekranie – czegóż chcieć więcej?

Kate i Leopold

kate-i-leopold

Pamiętacie złotą erę, kiedy Meg Ryan grała w każdej komedii romantycznej? To był jeden z ostatnich, na pograniczu bajki i komedii romantycznej. Mam słabość do tego filmu – bo przepiękny Hugh Jackman jest tu takim gentlemanem z krwi i kości, w dodatku wygląda jak książę z bajki. Znowu jest element podróży w czasie – bo Leopold jest XIX księciem zagubionym we współczesnym Nowym Jorku… ale ogląda się bardzo przyjemnie! (I słucha przepięknej piosenki Stinga – przepięknej!)

Love, Rosie

loverosie--z

To jeden z tych filmów, którego nie oglądałam jeszcze milion razy, a chyba tylko jeden. Taki bardziej dramat niż romans, o życiu, przyjaźni i o tym, że nie zawsze wszystko się układa według planu. Nie ma żadnych podróży w czasie, tylko twarda rzeczywistość – chociaż ładnie pokazana – na pewno obejrzę jeszcze nie raz!

Czas na miłość

abouttime

Znowu Rachel McAdams i podróże w czasie – tym razem bardziej kontrolowane. Główny bohater, w wieku 21 lat odkrywa, że mężczyźni w jego rodzinie mogą wracać do wydarzeń ze swojego życia, które już miały miejsce i mieć wpływ na ich modyfikację. Postanawia znaleźć sobie dziewczynę, ale zaczyna falstartem. Na szczęście może zmienić pierwsze wrażenie – trochę mu zazdroszczę!

Piękna i Bestia

beauty_and_the_beast

Piękna i Bestia to moja ukochana bajka z dzieciństwa – oryginalnie to stara, francuska baśń, której adaptacji było już kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt. Ostatnio zabrali się za nią również Francuzi, co nie dziwi – i rzec muszę, że to chyba pierwsza filmowa wersja, która mnie urzekła. Smaczku dodaje fakt, że w rolę Belli wciela się najnowsza dziewczyna Bonda (która gra zdecydowanie lepiej, niż w Spectre), a Bestią jest Vincent Cassell – czasem mam wrażenie, że to główny francuski amant, trochę jak u nas Żebrowski albo Dorociński. Ale bynajmniej mi to nie przeszkadza, oj nie!

Romans na dwie noce

maxresdefault

Jakkolwiek tytuł może się wydawać podejrzany – tak rozwieję Wasze wątpliwości, kiedy powiem, że to nie tak, jak myślicie. Nie spodziewałam się czegoś bardzo wow, jak to włączałam pierwszy raz – niby komedia romantyczna, ale poprowadzona mniej sztampowo – do tego mało znane twarze i niewymuszony urok. A wszystko zaczyna się od… serwisu randkowego, seksu na jedną noc i śnieżycy!

Bridget Jones

bridget-jones

Klasyk. Dla mnie głównie grudniowo-noworoczny (z niewyjaśnionych w sumie przyczyn). Jestem dokładnie tak samo życiowo niezdarna jak Bridget i znalazłam w końcu swojego Marka Darcy’ego, który kocha mnie taką, jaka jestem. Wzloty, upadki, problemy z facetami i z samą sobą – samo życie. Chociaż nie ugotowałam nigdy niebieskiej zupy (ale przesoloną albo przypaloną już tak), nie wypalam paczki papierosów dziennie, od zawsze utożsamiałam się z tą bohaterką (trochę taka gruba i szczęśliwa) – ok, może ostatnio mniej, ale sentyment pozostał. No i to jest taki film, że jeśli łzy, to głównie ze śmiechu. No i Colin Firth (15 lat temu, uwierzycie?!)

Duma i Uprzedzenie 

Mr. Darcy

To taki bonus od życia, jakbyście mieli więcej niż jeden wolny wieczór. Albo jak się rozchorujecie. Młody Colin Firth jako zimny, choć kochający skrycie Pan Darcy (podobno przez tę rolę chłopak Bridget Jones nazywa się Darcy i sam aktor został zaangażowany do tej roli!). Stary serial BBC, który po latach stał się kultowym i dalej świetnie się go ogląda. Chyba on jest winien temu, że uwielbiam filmy kostiumowe. Przygotujcie się na 6 odcinków!

Ale jakbyście nie mieli tyle cierpliwości, to film z Keirą Knightley i tym panem o smutnych oczach też daje radę.

Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać. A Wy, co oglądacie w długie, zimowe wieczory?

 

You Might Also Like