Wisienka na torcie #3

 

Wiecie, że styczeń jest poniedziałkiem roku, a grudzień niedzielą wieczór. Taki czas podsumowań – przed nami zamknięcie starych projektów i zaczęcie nowych. Wiem, że wiecie, że obecnie u mnie wszystko super, ale wiedzcie, że nie było tak rok temu. Zdaję sobie sprawę, że przeczytałyście pewnie sporo takich podsumowań w ostatnim tygodniu – ale to mój pierwszy naprawdę dobry rok od dawna i chcę Wam o tym opowiedzieć.

Pierwszy dzień roku był dobry – zawsze staramy się, żeby tak było, w końcu – jaki Nowy Rok, taki Cały rok! Ale spokojniutko i na luzie już drugiego dnia wjechałam tyłem w jakiegoś kolesia – akurat, kiedy postanowiłam zrezygnować z wizyty w Mc’Donaldsie! I potem, tak mniej więcej do końca marca prześladował mnie pech – co bym nie zrobiła, czego bym się nie podjęła – wszystko było niewypałem (nie chcę sobie tego nawet przypominać).

Później nastała wiosna i jakby coś zaskoczyło – małe życiowe sukcesy, a poczucie bezsensu nie było tak wszechogarniające – właściwie dotyczyło tylko sfery zawodowej, bo blog bardzo rozkwitł, przybyło sporo nowych twarzy (Was!) i nawet siedziałam na kanapie w TVP2! Śmiało mogę powiedzieć, że gdyby nie Wy (i blog!), już dawno bym oszalała albo popadła w depresję.

Lato to czas stagnacji i próby wytrwania w upale. Nic się nie dzieje, powietrze się nie rusza, oziębiam tylko wciąż mrożoną herbatę… No dobra. Lato przesiedziałam w pracy, 12 godzin dziennie w piwnicy. Ale przynajmniej z klimatyzacją.

I wtedy przyszła jesień i nagle coś pykło. Zmieniłam pracę, odżyłam i nagle wszystko zaczęło się układać. Rok może nie zaczął się jakoś mega pozytywnie, ale bardzo dobrze się skończył – i z tego rozpędu ten nowy zaczął się bardzo dobrze. Mam nadzieję, że jeszcze jakiś czas utrzymam się na fali.

Ale tymczasem za nami kolejny miesiąc i przed Wami – kolejna już Wisienka na torcie!

Pielęgnacja 

Nowy Rok przywitał nas siarczystymi mrozami, mi na tę okazję bardzo pierzchną dłonie. Zeszłej zimy zaczęłam je regularnie smarować i okazało się, że to działa! No i teraz jeden krem mam w pracy, czasem jakiś mi się zawieruszy w torebce i jeden obowiązkowo przy łóżku. Każdy inny co prawda, ale w zeszłym miesiącu udało mi się kupić taki piękny, o korzennym zapachu – trochę świąteczny dla niektórych, ale dla mnie – to jest zapach  zimy! A jeśli ktoś lubi, to do wyboru był jeszcze zapach czekoladowo-pomarańczowy – ale ja nieszczególnie lubię.

Pewnie zwróciłyście uwagę, że to kolejny miesiąc, w którym polecam Ziaję – odkrywam tę markę na nowo – mają dużo lepsze produkty, niż kilka lat temu, ładnie pachną i nie są przesadnie drogie. Lubię to!

źródło: dashiaa.blogspot.com

źródło: dashiaa.blogspot.com

 

Zimą pierzchną mi także usta, więc w każdej kurtce, torebce, w pracy, łazience i przy łóżeczku mam jakiś balsam do ust. W różnych formach. Z kupnych najfajniejszy jest chyba balsam-miód z tołpy. Ale! Ostatnio dostałam taki zrobiony ręcznie przez Paulinę – wyłącznie z naturalnych składników. Paulina robi też świetne peelingi do stóp i praliny (!) do manicure. Ale nie tylko – to ona stoi za moimi pięknymi cotton balls’ami nad łóżkiem czy ciepłym kominem na zimę.

źródło: gosiamysz.blogspot.com

źródło: gosiamysz.blogspot.com

 

Make-up

Jest karnawał, od jakiegoś miesiąca widzę, że coraz więcej kobiet używa czerwonej szminki. Sama, jak wiecie, mam ich kilka. I być może jest tak, że najczęściej używam kredko-szminek i konturówek (bez nich mam wrażenie, że te kredki ‚spływają’ mi poza kontur ust) z Golden Rose, ale! Jeśli usta mają być nie zniszczalnie czerwone i spodziewam się jakiejś randki z całowaniem (wiadomo z kim), ma być splendor, pijaństwo i takie bezeceństwa, że poprawianie szminki nie będzie mi w głowie, to ja Wam powiem, co. Wcale nie Burjois Velvet Matt, o nie – bo śmierdzi i jest sakramencko droga – ale głównie śmierdzi (chociaż też jej czasem używam). Otóż Sleek – matowa szminka w płynie Matte Me (czerwona w odcieniu Rioja Red). Ma super moc, na imprezie poprawiam ją raz – potem mogę jeść, pić, wyglądać i się całować. Rusza ją dopiero płyn do demakijażu. Co istotne – nie wysusza ust, ani jej na nich nie czuć – czasem muszę sprawdzać, czy jeszcze tam jest.

Mam jeszcze taką typu nude – idealna na dzień – wciąż jestem zaskoczona, że się trzyma tak długo (ale nie aż tak, jak czerwień). Aha – kosztuje zwykle koło 27zł i możecie ją dopaść w drogeriach internetowych. Albo w Krakowie w Drogerii Pigment – czyli tej, w której są wszystkie kosmetyki zwykle dostępne tylko w internecie – obecnie pracuję niebezpiecznie blisko jednej z nich i z bólem serca zostawiam tam co miesiąc jakąś część swojej wypłaty.

sleek-matte-me-matowa-pomadka-rioja-red-3-4799306382

A tutaj na mnie - gdyby ktokolwiek miał jakiekolwiek wątpliwości.

A tutaj na mnie – gdyby ktokolwiek miał jakiekolwiek wątpliwości.

 

Co dobrego

Nie powiem, że się nie spodziewałam. Nie spodziewałam się jednak, że cała sprawa uskrzydli mnie aż tak – kilka dni po tym, jak Misiu poprosił mnie o rękę przypalałam nawet wodę na herbatę. I w ogóle byłam nieco nieprzytomna.
Poza tym wiecie – było super romantiko, bo w końcu, po całym dniu trafiliśmy w miejsce, w którym mieszkałam, jak się poznaliśmy. No i przyznajcie się, który z Waszych mężów/narzeczonych nie dość, że klęknął, to jeszcze zakładał Pierścień Mocy z różą w zębach?

zaręczyny

Co fajnego

Poświąteczne wyprzedaże zaprowadziły mnie do Lidla. I co z tego, że mam nową, obrotową suszarko-lokówkę! Nic nie jest super przy moim nowym pilocie do selfie! Szczególnie w porze mrozu. Także prosze wybaczyć, ale w najbliższym czasie prawdopodobnie będziecie oglądać moją twarz/sylwetkę częściej, niż byście tego chciały. Na szczęście głównie na Instagramie.

Jestę zmrożonym eskimosem! #wink #smile #winter #socold #nakoncuswiata

Kulturka!

Nie wiem, na ile kulturalnym wydarzeniem jest Blogowigilia, ale to dla mnie impreza szczególna. Rok temu pojechałam tam nie znając praktycznie nikogo, w tym roku godzinę próbowałam dojść do baru po drinka – a stałam jakieś dwa metry od niego. I nie, że nie mogłam się dopchać do wodopoju (wódkopoju), ale… ciągle ktoś mnie zaczepiał, ktoś się witał… wiecie, ja sobie nawet nie za bardzo zdawałam sprawę, że poznałam przez rok tylu ludzi. Dodatkowy zachwyt wzbudzało we mnie miejsce eventu – Teatr Capitol Club w Warszawie.

A taka byłam ładna, cała w cekinach. Foto: Kotkowicz.pl

A taka byłam ładna, cała w cekinach. Foto: Kotkowicz.pl

Internety

Jedna z moich koleżanek została Mamą. I założyła Instagrama. Pal licho zdjęcia! Maja wrzuca świetne filmiki, z mocnym dystansem do macierzyństwa, siebie, dziecka i swojego partnera. Polecam obserwować, jest naprawdę wesolutko!

A w słuchawkach…

A w słuchawkach głównie świątecznie, ale też noworoczny, obowiązkowy Trójkowy Top Wszech Czasów. W tym roku słyszałam mało, bo nie miałam za bardzo warunków, ale nie wiem, czy ja się robię stara, czy sentymentalna, czy może po prostu hormon mi szaleje, ale przy większości kawałków, które słyszałam, łezka mi się w oku kręciła. I nie wiem, czemu. Chyba wspominałam wszystkie inne noworoczne słuchania i dlatego. tak jakoś.

Nie polecam…

Grudzień to taki miesiąc, że wszystko jest piękne i super, nawet, jeśli święta są stresujące (bo były!). Ale jest taka jedna rzecz – o której pewnie zapomnimy wszyscy do przyszłego roku – nienawidzę robić zakupów (szczególnie prezentowych) w grudniu, bo w każdym sklepie jest tłum ludzi i bałagan, a to dwie rzeczy, których bardzo nie lubię.

You Might Also Like

  • u mnie też podsumowania, rozliczenia, co się udało a co nie, co bym
    chciała zmienić, co odwołać a czego dostać jeszcze więcej w tym roku.
    2015 był ciężki jak tona węgla, było depresyjnie i szaro ale były też
    fajne momenty (zaręczyny i ślub i tak, żona klęczała tak samo jak i ja
    klęczałam kilka miesięcy wcześnie – długa historia). W 2016 szykuje się
    tyle zmian że hoho, bogowie dajcie siłę!!!

    Nowy rok, nowa ja! Fajnie będzie 😀

  • Gratuluje wzięcia udziału w ciekawej imprezie, mowa o BlogoWigilii 🙂