Idź być gruba gdzie indziej

Kiedy jesteś gruba, wydaje ci się, że jesteś nieustannie obserwowana i wszyscy aż czekają, żeby przytrafiło ci się coś, co charakteryzuje ‚typowe grubasy’. Albo – co gorsza – jesteś pod ostrzałem wrogich, oceniających spojrzeń, które czekają tylko na twój gorszy dzień.

Znasz to? Ten wewnętrzny głos, który podpowiada Ci, że jesteś życiowym nieudacznikiem, totalnym zerem, a na dodatek jesteś gruba, więc weź i idź się schować w szafie. Pomogę Ci nazwać ten głos. To kompleksy. Przychodzą z znikąd i panoszą się w naszych umysłach jak jakaś jednostka chorobowa. Są z nami zawsze i wszędzie, podszeptują naszej podświadomości, co mamy o sobie myśleć. Ot, na przykład:

Na zakupach: A co, jeśli największe spodnie w sklepie okażą się na mnie za małe?

A nico. Prawdopodobnie wchodzisz do złych sklepów. Niestety, jednym z zasadniczych minusów bycia grubym jest fakt, że nie ma nic na Ciebie w sklepach typu Bershka czy Stradivarius, ale są sklepy (nie tylko internetowe), w których duże rozmiary kupić się da. I nie są to worki na ziemniaki. W dodatku jakoś jeszcze nie zdarzyło się, żeby mi coś w jakiejś przymierzalni strzeliło na dupie – polecam mierzyć siły na zamiary i brać ze sobą swój rozmiar, a nie dwa numery za mały.

Nie podróżuję, bo boję się, że fotel w samolocie będzie dla mnie za mały

Takie rzeczy to głównie w amerykańskich filmach – to naprawdę duże wyzwanie, żeby się w tych fotelach nie zmieścić… co innego siedzenia w tramwaju – ale tam można jechać na stojąco. Na szczęście.

W supermarkecie: co sobie ludzie pomyślą, jak zobaczą, że jem chipsy?

To jest tak, że niby wszyscy jedzą chipsy, ale płoniesz wstydem, kiedy wyciągasz je z koszyka przy kasie. Pocieszę Cię – też to czasem mam, to wyrzuty sumienia, że porzuciłaś dietę i dziś jesteś słaba. Czuję się lepiej, jeśli poza chipsami z koszyka wychodzą warzywa na sałatkę i same zdrowe rzeczy. Potem w domu jem te chipsy, całą paczkę, i niczego nie żałuję – polecam ten styl.
Poza tym, jeśli ktokolwiek miałby sobie cokolwiek pomyśleć, zapomni o Tobie, jak tylko zacznie pakować do torby swoje zakupy. Więc i Ty miej to w nosie i ciesz się w spokoju swoimi chipsami.

Kiedy idę ulicą wydaje mi się, że wszyscy się na mnie gapią

Ja też się tak często czuję – głównie wtedy, kiedy wiem, że wyglądam naprawdę dobrze i chcę zakomunikować światu: „Patrzcie, jestem gruba i wyglądam dziś naprawdę świetnie!” Lubię wierzyć, że oni też tak myślą. Jeśli nie, to trudno, to nie mój problem.

Nie lubię jeść publicznie

I tu mnie macie.  Nie mam problemu umówić się ze znajomymi na obiad na mieście, ale mam problem z tym, żeby zjeść sama. Jak mnie już tak bardzo przyciśnie i już muszę, to biorę moje jedzenie nie patrząc nikomu w oczy i wybieram najbardziej odosobniony stolik, żeby nikt mnie nie widział. Oczywiście chowam się tak głównie z fastfoodami, z sałatkami nie uskuteczniam takich cyrków. A właściwie uskuteczniałam, bo całkiem niedawno przestałam się przejmować i tym – choć jeszcze parę lat temu wolałam przymierać z głodu, ale być pewną, że NIKT NIGDY nie zobaczy mnie z jedzeniem. Na szczęście się ogarnęłam – bo to niezdrowo tak nie jeść.
snow White

Jak widzicie, kompleksy to takie złośliwe skubańce, które czają się w naszych głowach i tylko czekają na nasz gorszy dzień, żeby zaatakować. Nie daj się. Prawda jest taka, że wszyscy ludzie, których mijamy na ulicy, mają wyjebane na ludzi, którzy ich mijają – no chyba, że to żule i starają się ich możliwie unikać.

Nie daj się zdominować swojej głowie. Być może Twoje ciało nie wygląda jak w swojej szczytowej formie X lat temu, ale hej! to nie powód, żeby się katować psychicznie. Możesz iść na siłownię, przejść na (mądrą!) dietę, ale mierz siły na zamiary. Dojście do wymarzonej sylwetki może zająć trochę czasu (być może już nigdy się nie wydarzy) – a Twoje samopoczucie może się znacznie poprawić, jeśli zrobisz cokolwiek, żeby czuć się dobrze w swoim ciele – bez względu na to, ile go jest.

Jak? Nowa sukienka w kroju idealnie pasującym do naszej figury zawsze pomaga. Tu schowa, tam uwydatni, a kolor podkreśli kolor oczu i blask cery. Jak nie mam na sukienkę, to zawsze pomaga mi nowa (czerwona!) szminka. Na Ciebie może działać coś zupełnie innego – cokolwiek, co sprawi, że poczujesz się bardziej kobieco i komfortowo.

 

*A na zdjęciu na samej górze – kadr z filmu „Little Miss Sunshine” – dziewczynce, która zapragnęła zostać Małą Miss Słoneczko, choć od początku nawet jej rodzina do końca nie wierzy, że mogłaby to osiągnąć. Film cudowny pod każdym względem, ale Abigail Breslin w tej roli po prostu wymiata – och, żeby dorosłe kobiety miały tyle dystansu do siebie!

 

 

 

 

You Might Also Like

  • ważne i mądre. rety. nie możemy czekać, żeby czuć się kobieco.
    bo kiedy, jeśli nie teraz, hę?

    • No właśnie – nie ma sensu odkładać tego na później!

  • Kocham „Little Miss Sunshine”!
    Co do całości – nie kupuję w sklepach, bo jakoś tak… nie lubię przymierzać. Serio. Mam sprawdzone sklepy internetowe i tam przepuszczam większość kasy (moja słabość), chociaż w zeszłym roku kupiłam sobie w stacjonarnym H&M jeansowe szorty i koronkową sukienkę. Jedno i drugie było dobre (sukienka nawet nieco za luźna i do przeszycia), ale i tak wolę mój nieśmiertelny bonprix. <3.
    Co do jedzenia – trafiłaś w punkt. Ze znajomymi – spoko, mogę iść wszędzie. Sama… no nie wiem, mam blokadę. Mam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą, wszyscy o mnie mówią i ogólnie… No, to nie jest komfortowa sytuacja. Chyba jeszcze nie dojrzałam do momentu, żeby wrzucić kompleksy do szafy i wyjść bez nich z domu.
    Kiedyś do tego dojrzeję ;).

    • Spokojnie, małymi kroczkami w końcu do tego dojdziesz – chociaż, jak mam gorszy dzień, to wydaje mi się, że wszyscy oceniają fakt, że właśnie jem kebaba.
      A ze sklepami internetowymi… bardzo rzadko trafię coś naprawdę dobrego, trochę się zraziłam 🙁

      • No widzisz, a ja właśnie w sklepach internetowych trafiam na niesamowite rzeczy. Znaczy no, niesamowite dla mnie. :D. Raz tylko kupiłam coś, co okazało się szajsem, ale i tak długo w tym chodziłam, do remontu było jak znalazł, więc się jakoś nie zraziłam. :D.

        • Ja zwykle właśnie BonPrix odsyłam, a większość sukienek z Zalando są za krótkie nawet jak na moje standardy 😛

          • Zalando mnie przeraża cenowo. :D. BonPrix uwielbiam, w sumie jeszcze nie zdarzyło się, żebym musiała coś odesłać – chociaż przyznam, że różnie to bywa ze spodniami i każde muszę zwężać w pasie :D.

    • W jakich sklepach internetowych kupujesz? 🙂

      • Głównie w bonprixie, czasem poszukuję perełek na allegro, a poza tym ostatnio się waham co do dwóch sukienek – jedna z bylola.pl i druga z 20inlove.pl 😉

  • Uwielbiam to co piszesz i jak piszesz. Jesteśmy jakie jesteśmy, a skoro nasza fizyczność komuś nie pasuje, to…niech idzie swoja drogą i tyłka nie zawraca. Nie chowam się, nie staram się być przeźroczysta.
    Mimo to nerwa mam kiedy przyjdzie kupić coś na dupę a nie do dupy. Większe rozmiary to głównie niestety namioty bezkształtne w obleśnych kolorach. Upolować coś sensownego nie jest łatwo. Krawcową swoja mieć też niestety.

    • Nie, no weź! Stacjonarne polowanie to masakra, ale online coś się znajdzie w całkiem spoko cenach!

      • ja sie jakoś boję kupować ciuchy online 😀
        co polecasz??

        • Zalando jest super, bo nie płacisz, jak chcesz odesłać ciuchy, które nie pasują, więc nie gromadzisz. BonPrix też spoko, ale zwrot na Twój koszt. Poza tym C&A, H&M… ten pierwszy często ma więcej rzeczy lub niższe ceny niż stacjonarnie 🙂 CHociaż fakt, ja tam lubię w sklepie pobuszować, nie powiem.

          • Ja uwielbiam właśnie Bonprix, czasem wybieram allegro, ale tam trzeba uważać z rozmiarówką, chyba, że kupujesz marki, które już znasz. C&A i H&M też są OK, ale ceny jednak wyższe niż w Bonprix. A ostatnio szarpnęłam się na świetną sukienkę bylola.pl. Wymiary do wyboru do koloru i przepięknie leży na figurze. Ale to już niestety droższy sklep.

  • Ewka Runka

    w stacjonarnych sklepach kupuje tylko buty i torebki 🙂 reszta online
    kiedys nie potrafilam wyjsc na miasto nie umalowana (bo czulam sie brzydka), nie potrafilam cieszyc sie malymi sprawami…. do momentu az moja współpracownica powiedziala mi ze mi zazdrosci pewnosci siebie (ona ciagle na diecie i samotna, a ja znalazlam swoja milosc zycia)… od tamtej pory (a minelo juz ponad 10 lat) przyjelam teze „jak sie nie podoba to sie nie patrz ” mi jest dobrze….
    od jakiegos czasu jeszcze inaczej patrze na swiat ze wzgledu na chorobe mojego syna… ciesze sie ze wszystkiego, nie planuje wszystko toczy sie z dnia na dzien…. uwielbiam spontaniczne akcje i jestem duzo szczesliwasza niz te pare lat temu

  • Aga Kulak

    Miejsce w autobusie. Właśnie.
    Ostatnio wsiadłam do polskiego busa, a że był to przystanek w połowie trasy, autobus był już niemal pełen. Na miejscu koło okna siedział facet, który zajmował prawie dwa miejsca. W całym autobusie były może ze trzy-cztery wolne siedzenia, ale gdyby to obok wspomnianego pana było ostatnie, to musiałabym stać, bo nie byłoby opcji, żebym zmieściła mój (niewielki w sumie) tyłek obok tego pasażera. Chciałabym na tym forum zapytać, co sądzicie o takiej sytuacji? Czy osoby, które zajmują dwa miejsca, powinny waszym zdaniem kupować dwa bilety?

    • Wiesz, to dość kłopotliwe, bo my lubimy wierzyć, że zajmujemy jednak jedno.

      • Aga Kulak

        Ok, dzięki za opinię. Pozdrawiam! .

        • Niestety tak właśnie jest. Zawsze chcemy wierzyć, że zajmujemy mniej miejsca niz jest w rzeczywistości…

  • Wpis bardzo trafiony. Chociaż ja nie mam problemu z buszowaniem po sklepach, przymierzaniem. Noszę rozmiar 46 i jeszcze czasem wcisnę się w rzeczy z Carry (XXL) czy H&M ze zwykłej kolekcji, jednak najbardziej lubię Kappahl (chociaż jest dość drogi), C&A, Qiosque (ale tylko jak są duże przeceny) i kilka innych sieciówek. Jakoś nie mam zaufania do zakupów online… ale muszę się w końcu przełamać 🙂 Nie mam też problemu w tramwaju/autobusie/samolocie, chociaż raz w polskim busie usiadła obok mnie pani moich gabarytów i było nam ciasno. Za to jedzenie publiczne jak jestem sama… koszmar, stres, wyrzuty sumienia, wydaje mi się, że wszyscy się gapią i oceniają – taki grubas a jeszcze wpierdziela. To samo mam z chipsami 😉 Tylko ja wypracowałam sobie metodę 😀 Mam w najbliższej okolicy ok. 5 sklepów (Sano, Biedronka, Kaufland, Osiedlowy sklepik 1 i 2) i wszystkie niezdrowe rzeczy, chociaż kupuję rzadko, to staram się aby za każdym razem wybierać inny sklep. Dzięki temu panie ekspedientki widzą mnie raz na 4-6 miesięcy kupującą chipsy… Wyrzuty sumienia i poczucie wstydu są wtedy mniejsze…

    • Doskonały patent z tymi sklepami!

      • Ale przecież musisz jeść, chyba każdy ma tego świadomość. Choc rozumiem, co masz na myśli, ja tez się tak czasem czuję jak jem na mieście, zwłaszcza w fast foodach.

        • Jem, chociaż czasem jak mam zjeść sama to wolę kupić np. mentosy owocowe i dostarczyć sobie syfnego cukru żeby przetrwać i nie zemdleć aż dojadę do domu. Taki we mnie mieszka potworek, tak mnie blokuje i chociaż staram się z tym walczyć to nie jest łatwo.

  • Wiele odchudzających się, czy mających w planach odchudzanie, osób, czeka z „życiem” do czasu, aż schudnie. A często się to nie udaje. I tak wegetują z dnia na dzień, bo boją się czy wstydzą zacząć żyć pełnią życia. Z drugiej strony wielu z nas (grubych) wydaje się, że jak schudniemy to będziemy szczęśliwsze, świat stanie przed nami otworem, a nasze życie zmieni się nie do poznania. Prawda jest taka, że same/sami musimy chciec to życie zmienić. Nawet w życiu osób szczupłych nic się samo nie dzieje, do wszystkiego trzeba dążyć i wszystko osiągać najczęściej własną pracą, potem i krwią. A my mamy prawo do życia w taki sposób, w jaki chcemy, w jaki dyktuje nam serce, jakiego jesteśmy warci. I nikt nie ma prawa wmówić nam, że jest inaczej.

  • Myślę, że z tym jedzeniem niezdrowych rzeczy w miejscach publicznych mają problem nawet osoby o normalnej wadze. Ja kiedyś też się wstydziłam jeść chipsów publicznie czy pizzy, ale na szczęście już dawno mi przeszło. Miałam wrażenie, że tylko kobietom o figurze modelki uchodzi to na sucho, bez dziwnych spojrzeń. Teraz mam to gdzieś. 🙂

  • Iwona Przybyłek

    Tak się nie da… Próbowałam, ale moje kompleksy zamiast maleć – rosną. Stwierdziłam, że metoda „miej wyjebane, a będzie ci dane” będzie skuteczna… niestety nie, szczególnie gdy nie ma możliwości niesłuchania własnej rodziny, która mówi ci, żer jesteś gruba, a grubych nikt nie chce… I coś w tym jest.

    • Hania Szymczak

      Zaczęłam unikać swojej rodziny. Spotykam się z nimi tylko wtedy, gdy absolutnie muszę, np. na Święta Bożego Narodzenia czy Wielkanoc. Inne uroczystości jak urodziny generalnie olewam. (Pomaga fakt, że na co dzień mieszkam 100km od rodzinnej miejscowości :D). Gdybym powiedziała wprost, że nie chcę się z nimi spotykać, bo są dla mnie niemili, to zaraz usłyszałabym, że jestem chamska. No cóż…

  • Julia Sen

    Nigdy się nie odzywałam na tym blogu, zwłaszcza, że nie czytam go regularnie, ale właśnie sobie tak pomyślałam, że nie umiem sobie przypomnieć ani jednej grubej osoby, którą widziałam jedzącą fast-food. Po prostu wcale się na to tak nie zwraca uwagi, jak nam się wydaje. Piszę nam – bo sama mam problem z jedzeniem w samotności, bo zawsze mam jakiś taki obraz w głowie, że innych to obrzydza. Ale zupełnie na serio, nie umiem sobie przypomnieć ani jednego takiego obrazka. Więc tak naprawdę nikogo to nie obchodzi, spokojnie możemy sobie coś zjeść na mieście, jak się śpieszymy i jesteśmy głodni 🙂

  • Tak bardzo czytanie w myślach. 😉

  • widziałaś ten serial „my mad fat diary”? to najlepszy serial świata i jest nawet odcinek o tym, że bohaterka nie umie jeść przy ludziach. polecam x10000000 🙂
    a little miss sunshine to taki super film 😀 ach, wujek-gej-samobójca <3

  • Kasia

    Bardzo podobają mi się Twoje wpisy, bo odnajduję w nich siebie. Teraz niby jestem szczupła, ale to nadal we mnie siedzi. Kurczę, pamiętam milion takich sytuacji, kiedy pani w sklepie zmierzyła mnie wzrokiem i powiedziała niemal z satysfakcją, że TAKICH DUŻYCH ROZMIARÓW NIE MA. Jeszcze jak dorosłej babie się tak powie, to pół biedy, ale pamiętam jak byłam dzieckiem i ekspedientka doprowadziła mnie do płaczu swoimi komentarzami odnośnie tego, jaka to ja gruba nie jestem, jak to się nie dopinam i czy mi nie wstyd, że mam osiem lat i noszę spodnie na dwunastolatkę. Nie wiem, co to miało na celu, szczególnie w stosunku do dziecka. Chyba taka czysta podłość i chęć dokopania.

  • Anna Paczkowska

    W sumie to należę do szczupłych osób, ale mimo to wciąż mam kompleksy. Tu za dużo tam za mało ryj nie taki… Mam dni takie jak dziś – czuję się piękna w dresie nie umalowana itd, a są dni że jakbym się nie ubrała i nie umalowana no tragedia gdzie z tym do ludzi. Jedno mi pomaga – wszystkie złe słowa staram się odbierać jako słowa zazdrości, odczytuje je odwrotnie i z uśmiechem zawsze dziękuję.
    Jedzenie w samotności zawsze mi przeszkadza tylko dlatego że je się lepiej z towarzystwem. Lepiej smakuje z przyjaciolmi 🙂

  • To prawda, mamy to w głowie, ale cholerka ile się trzeba ze sobą naużerać żeby to wyrzucić. 🙂 Ja kupuję ubrania prze internet, gdyż i tak z moim wózkiem nie zmieszczę się w standardowej przymierzalni 🙂

  • Wszystko jest w głowie. Jak ma ktoś nas zaakceptować skoro my tego nie robimy? Najpierw trzeba zacząć od siebie. To, że my olejemy sprawę nie wystarcza. To nie pomoże nam w samoakceptacji. Ogólnie uważam, że każdy powinien żyć swoim życiem i nikomu do tego czy ktoś je chipsy, czy zajmuje 2 miejsca w autobusie. Ludzie zbyt interesują się innymi zamiast patrzeć na siebie 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  • Aleksandra

    Kocham Cię. Jestem szczęśliwą dziewczyną z nadwagą, której udało się w pełni zaakceptować samą siebie. Ale ostatnio coś nie działa i po latach mam nawrót kompleksów. Właśnie dzisiaj potrzebowałam słowa otuchy od kogoś, kto kiedyś przeżył taki irracjonalny lęk. Nigdy nawet nie słyszałam o blogach dziewczyn plus size, a dzisiaj, gdy mam doła Ty zjawiasz się i poprawiasz mi humor. Więc dzielę się z Tobą moją miłością do świata. Żeby Ci przypomnieć, że jesteś super 🙂