Okulary size plus!

„Gruba w brylach” – tymi słowami przywitał mnie mój kolega z ławki w szóstej klasie podstawówki. Tym samym ukrócił moją radość z pięknych, nowych okularów i tego całego splendoru, jaki ze sobą niosą. I tak od tamtej pory za noszeniem okularów nie przepadałam, a kiedy tylko mogłam, przesiadłam się na soczewki.

To wcale nie znaczy, że okulary mi się nie podobają – głównie u innych. Potrafię docenić, kiedy ktoś ma pięknie dobrane oprawki, a sama mam dość pokaźną kolekcję… okularów przeciwsłonecznych – łatwiej je dobrać do siebie, samej będąc size plus – w modzie wciąż są takie wieeeelkie muchy!

Skupmy się jednak na okularach korekcyjnych. Wiele z nas (pewnie się wiele nie pomylę, jak powiem: większość!) ma większą lub mniejszą wadę wzroku – przybijam piątkę. Dosłownie – minus pięć. Od około miesiąca praktycznie nie noszę soczewek i przyznać muszę – uwielbiam je w te dni, kiedy nie pada. I w suchych, ciepłych pomieszczeniach. Mogą robić za świetną biżuterię, mogą pasować do szminki, makijażu oka, czy uzupełniać strój – szczególnie, jeśli macie jakiś konkretny styl ubierania się.

SONY DSC

No dobra, ale jak to zrobić, żeby w okularach wyglądać tak, żeby się za nami oglądali? Trzeba wiedzieć, w czym wyglądamy dobrze, co nam się podoba i, niestety, bez mierzenia się nie obejdzie!

Zasada nr 1 – nie bój się rozmiaru!

Jedną z gorszych rzeczy, które można sobie zrobić, to wybrać mniejsze okulary, niż powinniśmy. Trochę jak ze zbyt małymi jeansami, które brutalnie uwydatniają boczki. Za małe po prostu nie pasują – duża twarz, duże okulary. Ubolewam, że niewiele firm ma w asortymencie okulary na moją twarz (która nigdy nie wydawała mi się sprawiać wrażenia jakiejś przesadnie wielkiej) – jak dobrze poszukacie, to nie dość, że znajdziecie, to jeszcze będziecie świetnie w nich wyglądać!

Jak sprawdzić rozmiar okularów? To te cyferki z boku po wewnętrznej stronie – tam znajdziecie numer modelu, wielkość szkieł (czyli rozmiar) i szerokość mostka. Tadam, wszystkie tajemnice obnażone – teraz możecie szukać choćby w sklepie internetowym!

SONY DSC

Zasada nr 2 – nie bój się koloru!

O ile w doborze kolorystycznym swoich ubrań jestem zwykle dość monotonna i konserwatywna – lubię, kiedy stanowią dobrą bazę do wszystkiego – o tyle lubię eksperymentować z dodatkami. Duże, czerwone oprawki, w lamparcie cętki, a może takie w niecodziennym kształcie? Lubię, podobają mi się, nosiłabym, choć pewnie nie do wszystkiego. Fajnie wyglądają, zwracają uwagę i ja bynajmniej nie wyglądam jak szara, smutna mysz zaszywająca się w kącie!

Absolutnie nie bójcie się kolorów i wzorów – szczególnie, jeśli nosicie bure ciuchy, to fajnie jest złamać strój kolorowymi oprawkami!

SONY DSC

Zasada nr 3 – jakość!

Dużo się ostatnio mówi o slow foodach, jakości życia i ogólnym splendorze. Na oczach – wiadomo, że lepiej nie oszczędzać, na oprawkach – można, ale odbija się to na jakości użytkowania. Kwestia wizualna to jedno, ale nasze osobiste odczucia w kontakcie z okularami – w końcu spędzamy ze sobą sporo czasu w dzień i w nocy!

Mówcie, co chcecie, ale odkryciem mojego życia jest fakt, że markowe okulary już w dotyku są jakieś… lepsze i porządniejsze. Mnie samą trochę to zaskakuje, ale okazuje się, że (choć to pewnie zależy od modelu) niektóre nawet mniej się odbijają na twarzy w ciągu dnia – może więc warto czasem pozwolić sobie na odrobinę luksusu?

SONY DSC

 

Jeszcze niedawno powiedziałabym Wam, że jeśli okulary, to tylko przeciwsłoneczne, coraz bardziej jednak przekonuję się do nich również na co dzień.  I choć nigdy nie będę zamyśloną hipsterką z uroczym koczkiem na czubku głowy i w za dużym swetrze, to i tak (mam nadzieję) wyglądam, jakbym była mądrzejsza, niż jestem – a przynajmniej tak się czuję, a o to przecież chodzi.

 

 

Wpis powstał we współpracy z marką okularów Michael Kors

 

 

 

You Might Also Like