Wszystko, co chciałybyście wiedzieć o czerwonej szmince, ale boicie się zapytać + SUPER TRICK!

Szminka jako taka była dla mnie chyba jedynym kosmetykiem, do którego musiałam naprawdę dorosnąć. Kolorowe usta wydawały mi się zawsze zbyt przyciągające uwagę i mało naturalne. Dziś widzę, że nawet z najlepszym makijażem, bez pomalowanych ust jestem jakaś taka… niedokończona. Czemu ten wpis nie jest o szminkach w ogóle, tylko o czerwonej? Bo czerwona spędza Wam sen z powiek, jest chyba najbardziej kobieca i seksowna ze wszystkich i… często piszecie, że się jej boicie. Wierzcie mi – nie ma czego!Pierwszym problemem, z którym przychodzi nam się zmierzyć, to wybór odpowiedniego odcienia. Wierzcie mi lub nie, ale absolutnie każda kobieta wygląda dobrze w czerwonej szmince – jeśli ma właśnie odpowiedni kolor. Najłatwiej będzie, jeśli określisz, czy jesteś ciepłym, czy zimnym typem urody – i taki odcień szminki wybierzesz. A o tym, czy będzie bardziej jaskrawa, czy bardziej stonowana, zdecyduj już sama – to też zależy między innymi od okazji, na jakie ją wybierasz.

Czasami bywa tak, że trudno jest jednoznacznie stwierdzić, w jakim odcieniu będzie nam dobrze – polecam pomoc specjalistek w salonach typu Inglot, Douglas czy Sephora – one na ogół ogarniają, mam nadzieję, że będą pomocne. Inna sprawa to Wasze obiektywne odczucie – jeśli patrzycie na siebie w lustrze i czujecie, że to jest to, to prawdopodobnie tak jest.

Jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz przy wyborze koloru – najlepiej jest wyjść z drogerii i przy świetle dziennym ocenić, czy pasuje. Ja zwykle jeszcze chwilę ją ‚testuję’ – jak zachowuje się na ustach, czy nie wysusza itp. Wracam po ewentualny zakup po kilku godzinach albo następnego dnia.

Ja należę do typów raczej ciepłych – dla mnie są idealne wszystkie makowe i pomarańczowe szminki (za to w różach – dramat!). Mam jednak kilka w odcieniu, który wydaje mi się, jest neutralny i pasuje chyba każdemu. Pro tip – te chłodniejsze i ‚neutralne’ czerwienie optycznie wybielają zęby – magic!

Często pytacie mnie też, co to za szminka, którą mam na ustach. No to Wam powiem, że mam ich kilka, każda ma swoje zadania i używam jej z innej okazji, oto one:

szminki

  1. Revlon 720 Fire & Ice – tego koloru używam głównie latem  i na dzień. Nie jest jakaś super trwała, raczej trzeba jej pilnować, ale nie wysusza ust i jest ładna. Najbardziej lubię ją wklepywać palcem w usta, tak, żeby nadać im tylko delikatny kolor. Fun fact – to kolor, który Revlon ma w swojej ofercie niezmiennie od 1952 roku! Powiedziałabym, że coś w sam raz dla fanek retro.
  2.  Avon Ultra Beauty – Eternal Flame – to jeden z moich najnowszych nabytków i przyznać muszę, że mocno daje radę! Ostatnio noszę ją w torebce i używam w ciągu dnia – po porannym pomalowaniu zeszła dopiero po jakichś sześciu godzinach, prawdopodobnie dlatego, że zjadłam obiad. Poprawiłam i śmigałam do wieczora! I znów, to jest produkt raczej nawilżający, więc nie wysusza ust i nie daje żadnego uczucia dyskomfortu. Ale musicie pamiętać, że pomimo swojej trwałości, zostawia ślady tu i tam – szklankach, policzkach, ubraniach itd.
  3. Make up revolution Lip Lava – Firestorm – choć trzyma się całkiem nieźle, jak na coś, co ma konsystencję błyszczyka, to umiarkowanie jest w moich ulubieńcach – ale sama nie jestem w stanie powiedzieć, dlaczego. Chyba ta lepka błyszczykowatość. Są lepsze.
  4. Golden Rose Matte Crayon – 06 i 09 – chyba każdy o nich słyszał. Potwierdzam – są zajebiste. Zwróćcie uwagę na odcienie – 06 to taka dość ostra czerwień, 09 jest bardziej stonowana, ‚klasyczna’ – z gatunku tych pasujących każdemu. W sumie to mam chyba jeszcze ze dwa inne kolory (nie czerwone) i chyba przez większość zimy i jesieni używałam właśnie ich – jako, że będzie coraz cieplej, niebawem będą odpoczywać. Kupujcie w ciemno. Są tanie, świetnie się trzymają i bardzo ładnie wyglądają. Ale ja do nich używam konturówki bezwzględnie, bo inaczej mam wrażenie, że ‚spływają’ poza kontur ust. Być może to tylko wrażenie, ale lepiej dmuchać na zimne w tym wypadku.
  5. Estee Lauder Pure Color Envy – Envious – skusiłam się kiedyś promocją na takiego malucha i nie używałam, bo taki mały, słodki, piękny i luksusowy. A potem użyłam. I wiecie co? We wszystkim najbardziej porównałabym ją do tej z Avonu. Choć może jest nieco mniej trwalsza. No ale kolor. Jest boski.
  6. Bourjois Rouge Edition Velvet – 03 – to była pierwsza tak trwała szminka, jaką miałam. Po jednej poprawce dość niezniszczalna, ale została zdetronizowana przez:
  7. Sleek Matte Me – Rioja Red – nie ma w ogóle zapachu (jak Bourjois) i ma jeszcze lżejszą konsystencję. Niezniszczalność milion, wytrzymuje najbardziej namiętne pocałunki. Polecam do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie żadnej innej w dniu swojego ślubu (EDIT: Do ślubu ‚ubrałam’ jednak czerwoną Golden Rose Longstay Liquid Matte – gównie ze względu na odcień – jest super – poprawiałam tylko po obiedzie i po bardzo namiętnych pocałunkach – w sumie dwa razy na cały dzień!).
  8. Astor Matte Style Lip Laquier – 220 From Paris with Style – wybitnie letnia, ze względu na pomarańczowość koloru, trzyma się całkiem spoko i raczej nie mam do niej większych zastrzeżeń, chociaż jakoś nie czuję do niej dzikiego uwielbienia. Czasem tak po prostu jest. Chociaż fajne w niej jest to, że mimo swojej matowości, ma lekko żelową formułę, dzięki której usta są bardziej aksamitne i mniej wysuszone.

 

Pamiętam pierwszy raz, kiedy świadomie zakochałam się w czerwonych szminkach – dostałam jakąś od Mamy, pamiętam, że to był L’oreal i często jej używałam w okolicach klasy maturalnej i wszystko było pięknie, póki nie przefarbowałam się z czerni na rudość – wtedy nie tylko ta szminka poszła w odstawkę, także uważajcie na to, czego używacie przy drastycznych zmianach w wizerunku, bo może się okazać, że Wam szkodzi!

No okej, a teraz mam dla Was super trik na to, jak się dobrze pomalować taką super upolowaną szminą – będziecie potrzebować jeszcze konturówki w kolorze zbliżonym do pomadki (ja na te wszystkie szminki mam chyba dwie z Golden Rose i całkiem dają radę). Ja wiem, że konturówki to wyższy stopień zaawansowania, ale zaraz zobaczycie, że wcale nie! No i optycznie powiększycie sobie usta (jeśli potrzebujecie).

  1. Najbardziej problematycznym miejscem do obrysowania jest serduszko, zwane także łukiem kupidyna – wiecie, co – górna warga generalnie. Niektórzy mają to zarysowane bardziej, inni mniej, ale i to można skorygować! Jak? Wystarczy narysować tam krzyż, o tak:
    _MG_8060
  2. Potem lecicie już normalnie obrys ust – ja to robię tuż nad ich naturalnym zarysem i przedłużam do kącików – sprawiają wtedy wrażenie pełniejszych i większych, ale bez teatralnego, przerysowanego efektu. Zwróćcie na to uwagę – przecież chodzi o to, żeby wyglądać ładnie i się upiększyć, a nie wręcz przeciwnie!
    _MG_8079
  3. Ten krok można pominąć, ale często przedłuża trwałość pomadki – szczególnie kremowej- teraz wypełnij konturówką.
    _MG_8081
  4. Pomaluj usta kolorem.
    _MG_8111Widzicie, jak idealnie zarysowana jest góra?
  5. A teraz najważniejsze – daj sobie buziaka – również dla przedłużenia trwałości koloru!
    _MG_8118
    _MG_8137
    I gotowe! Chwilę to trwało, ale warto. Kolor leży idealnie, są szanse, że przynajmniej ze 4 godziny, jeśli nie 6, więc umówmy się, że to raczej wysiłek wart zachodu.

Mam nadzieję, że trochę przestałyście się bać czerwonej szminki i chętniej po nią sięgniecie. W końcu nie od dziś wiadomo, że czerwona szminka to najlepsza dieta świata! A tak serio – ona ma w sobie coś takiego, co działa na mózg i taki mały duszek w naszej głowie szepcze od razu do ucha: „Jesteś zajebista!”. Jestem mocno zaskoczona, że jeszcze nikt tego nie zbadał.

To co – z okazji dobrego pretekstu miesiąc czerwonej szminki?

 

 

 

 

 

You Might Also Like

  • Nigdy nie rozumiałam po co jest to całowanie chusteczki. Przecież kolor szminki odbija się na niej i na ustach zostaje mniej. Jakoś takie mało logiczne. Moim największym problemem ze szminkami są… oczy. Nigdy nie mogę się zdecydować czy stawiam na oczy czy na usta, a jak postawie na jedno i drugie to wyglądam jak burdel mama…

    • Całowanie jest po to, żeby pozbyć się nadmiaru szminki z ust – dzięki temu zostaje jej dokładnie tyle, ile trzeba – masz usta odcisnąć, a nie zetrzeć.
      Ja zwykle stawiam na taki makijaż, który nie gryzie się z mocniejszymi ustami, ale dobrze wygląda, jeśli ich nie pomaluję.

  • Długo miałam wrażenie, że w czerwonej (czy w ogóle, takiej w mocnym kolorze) szmince wyglądam staro i wyzywająco. Teraz mam w swojej kolekcji ceglany pomarańcz, róż, a raczej ostrą fuksję i głębokie czerwone wino – nie wiem, którą jestem najbardziej zachwycona 😀 W każdym razie chyba po prostu trzeba do tego dojrzeć 😉

    • też mi się tak wydaje – że to po prostu przychodzi z wiekiem i pewną dojrzałością – wtedy najle przestaje się w tym wyglądać staro 🙂

  • Fajna sztuczka z krzyżykiem 🙂 Jak dojdę do malowania ust, to na pewno sprawdzę 🙂

    • działa nie tylko z czerwieniami – a usta od razu jakieś ładniejsze

  • Całkiem ładna kolekcja! 🙂 Kurczę, muszę sama bliżej przyjrzeć się tematowi. Jakoś tak nieśmiało jeszcze do tego podchodzę, ale i coraz bardziej mnie to kusi. To prawda – bez dobrze podkreślonych ust, makijaż jest jakiś taki.. niepełny 🙂

    • jak już zrobiłam zdjęcie, to znalazłam jeszcze dwie czerwone… chyba na jakiś czas mi wystarczy 😉

  • Pingback: Idź być gruba gdzie indziej – Gruba i szczęśliwa()

  • O, jakoś przegapiłam ten wpis! A taki fajny! I jakie zdjęcia super 😀

  • Małgorzata Majewska-Nowak

    wczoraj ten wpis przeczytalam i odrazu zakupilam czerwona szminke 😉

    • No to najlepiej 🙂 Jaką kupiłaś?

      • Małgorzata Majewska-Nowak

        inglot pomadka w plynie matowa nr 31

        • O! Dostałam ją od koleżanki i nie powiem, bardzo ją lubię!

  • Pingback: Dlaczego nie chodzę na promocje do Rossmanna? – Gruba i szczęśliwa()

  • Magda Lena

    Wciąż lekko obawiam się czerwonych, w dodatku nie potrafię sobie dobrać żadnej fajnej. Może i do tego trzeba po prostu dorosnąć. W każdym bądź razie używam pomadek Avonu Matowych, na co dzień Pure Pink. Na wesela i wyjścia mam mocniejsze próbki – ale jak wspomniałam, jeszcze nie dobrałam sobie koloru odpowiedniego.