Nie obraź się, ale…

Małe dzieci są szczere do bólu i mówią wprost to, co widzą, nawet, jeśli nie powinny. Nawet, jeśli odbiorcę może to boleć. Dorośli stosują jednak bardziej wysublimowane sztuczki i fortele, żeby wbić szpilę. A już jeśli kobieta może zwrócić uwagę drugiej kobiecie – ona to dopiero potrafi!

Sprawa dotyczy tak naprawdę nie tylko ciuchów – nie raz zdarzyło mi się słyszeć od koleżanek to magiczne zdanie: „Nie obraź się, ale…”mogłabyś nieco schudnąć, nie wyglądasz w tym dobrze, za głośno się śmiejesz, za bardzo Cię widać, w ogóle jesteś za bardzo. I tak od małego, a im jestem starsza, tym jest coraz gorzej.

Ale temat na dzisiejszy wpis wpadł mi do głowy, jak rozmawiałam z prowadzącymi audycję w radiowej Czwórce (jeśli nie mieliście jeszcze okazji, zapraszam TUTAJ). A potem pomyślałam jeszcze trochę i wykoncypowałam, ze w sumie to jakby niechcący zrobiłam taki eksperyment (ja powinnam była skończyć psychologię, byłabym drugim Freudem!). No i tak chodziłam z tym pomysłem, głowa mi mało nie wybuchła z tego wszystkiego, ale w pracy ogień, za oknem gorąco, czyli po godzinach biurowych ostatnio po prostu zdycham.

Ale do meritum, moi mili. Otóż. Chyba już drugi sezon z rzędu latem modne są kombinezony. W końcu zapałałam żądzą posiadania – no bo co – wszyscy mogą, a ja nie? No dobra, może nie powinnam, ale! Kupiłam. Bardziej z tego kombinezonu jest piżamodres, ale wierzcie lub nie, jest to outfit, który czyni mnie szczęśliwą, jak nigdy dotąd. Nie wiedziałam, ze ciuchy mogą sprawiać takie szczęście i radość, serio.

jumpsuit

JA WIEM, że to jest obcisłe na brzuchu, udach i pupie. Ale cóż poradzę, że czuję się w tym taka szczęśliwa – cała prawda o mnie, jestem dresiarą. Jestem przekonana, że księżniczki Disney’a po godzinach tez nosiły dresy, mówię Wam!

Uspokoję Was – raczej nie wychodzę w tym z domu. No, może zdarzyło się raz czy dwa, ze po bułki do okolicznego marketu, który całkiem przypadkiem jest chyba największą galerią handlową w Krakowie… ale przysięgam, poszłam tylko po te cholerne bułki i nikt mnie nie rozpoznał (chociaż, w sumie, ludzie się gapili, może ktoś rozpoznał, ale nie zagadali).

Możecie wierzyć lub nie, ale to zdjęcie w domowym outficie na fejsie widziało ponad 30 tys. osób. Jestem w szoku, ze tak mało osób je skrytykowało, ale jedna rzecz się powtarzała: jeśli już ktoś chciał coś negatywnie, zaczynał zdanie od: „Nie obraź się, ale…”. Szczerze? Nie obrażam się za to, ze ktoś ma odmienne zdanie od mojego, gust i wyraża to głośno, ale taka budowa zdania zwyczajnie mnie irytuje i sprawia, ze serio się obrażam.

„Nie obraź się, ale…” – to słyszę za każdym razem, kiedy ktoś tak naprawdę ma w dupie to, czy się obrażę. Mówi to osoba, która totalnie mnie nie zna i sprawia wrażenie, jakby musiała coś do mnie napisać, żeby poczuć się lepiej. Moim kosztem.

Napisała do mnie ostatnio jedna Czytelniczka.  Rozmawiałyśmy o ślubie i odchudzaniu, o tym, ze ona przed ślubem schudła, a ja nie, ale i tak jest gruba, bo wazy coś koło 70kg i nosi rozmiar 42. Nie wiedziałam trochę, czy jej współczuć czy pogratulować – w końcu schudła i mogła się tym pochwalić. W dodatku nosi najlepszy rozmiar świata (wg mnie) i jest mega duperą. Po namyśle – nie współczułam jej. Umęczyła mnie prze okrutnie, a na koniec pomyślałam, ze napisała tylko dlatego, żebym to ja poczuła się gorzej – w końcu ona przecie osiągnęła coś, czego ja nie! Smutno mi było tylko z tego powodu, ze miałam wrażenie, ze obraz własnego ideału przesłaniał jej to, ze naprawdę szczęśliwą kobietą – co z tego, ze może ma te 5kg więcej, niż wskazuje jakaś miarka ideału? Ja mam dużo więcej i uważam, ze naprawdę są w życiu gorsze rzeczy, niż bycie grubym.

Nie powiem, może to nie jest ani dobre, ani szczytne, ale zdarza mi się oceniać ludzi tylko na podstawie pierwszego wrażenia. Swoją drogą – rzadko się mylę, ale zdarza mi się. To ludzie nauczyli mnie być złośliwą zołzą. Traktuję ich tak, jak oni mnie, tylko ja mówię prostu z mostu to, co myślę – jeśli się obrazą – trudno.  A tych, co mówią szczerze i bez ogródek – zwyczajnie bardziej szanuję.

You Might Also Like

  • „Są gorsze rzeczy od bycia grubym” <3

  • Krzyczą dokoła że otyłość to choroba,że trzeba ją leczyć. Podnoszą do rangi epidemii i biczuja za uśmiech na twarzy osoby wygladajcej na zadowolona a mająca nadprogramowych kilogramów sporo.
    Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal a raczej w dupkę nie kuje. I tak to łatwo sypać „dobrymi” radami, bo przecież co trudnego może być w odchudzaniu się- to tylko kwestia żeby żreć zdrowo i pocić się na potęgę.
    I wtedy właśnie usłyszysz ” nie obraź się, ale przecież wszystko zależy od Ciebie”. Srutu tutu. Jakby każdy tak dbał o siebie jak martwi się o innych,to o wszystko byłoby zadbane.
    Ciekawy tekst 🙂
    Jedno z tego płynie jasno i donosnie, że być jak wszyscy jest ok ,choć każdy stara się być indywidualista ale jednak wciąż mieszcząc się w „przepisowych ramkach”. A kiedy zdarzy się wyjątek, noooo to wtedy trzeba o tym powiedzieć. Tylko po co? I tu może najistotniejszą kwestią jest właśnie poczucie własnej wartości. Która to sztucznie wzrasta wprostproporcjonalnie do tego, jak bardzo zaburzymy czyjąś samooceny.

    Więc zanim zacznie się komukolwiek radzić poprzez dawanie złotych uwag,prosząc o nie obrażanie się, zastanówmy się szczerze, na ile nasze zdanie może wnieść cokolwiek pozytywnego w życie tej drugiej osoby, a na ile chcemy tylko posmyrac pieszczotliwie własne ego.
    Amen.

    • Aga

      Otylosc to choroba albo mozna ladniej powiedziec ze to stan przez ktory wprowadzasz sie w choroby. Na kazdym kroku decydujemy….co zjemy, gdzie pojdziemy, czy przejde sie ten kawalek czy przejade autobusem. Osoby otyle podejmuja codziennie zle decyzje i to wszystko…sama jestem otyla i walcze z tym mimo PCOS mimo depresji i cukrzycy. I nir wieze ze mozna byc grubym i szczesliwym. Wszystko cie boli jak siedzisz jak lezysz jak idziesz….to nie jest zdrowe to powolne wyniszczanie organizmi. Ruch pozytywnego patrzrnia na swoje cialo to promowanie otylosci przez ludzi ktorzy maja w dupie zdrowie, sa leniwi i dowartosciowuja sie „kochajac” swoje ladki tluszczu twierdzac ze caly swiat sie na nich uwzial…

      • Nie spotkalam sie jeszcze ze stwierdzeniem,ze otyłość jest zdrowa. Na pewno nie jest ani przyjemna ani praktyczna,ani nie zawsze piękna wizualnie.

        To, że autorka pisze, że komentarze z zaczątkiem „nie obraź się, ale…” ma raczej na myśli, że ludzie wytykają oczywistości. A przeciez kazdy ma w domu lustro i widzi jak wygląda. Słowa to potężne narzędzia i niekiedy tną jak nóż.

        Po prostu ludzie mają tendencje do wyrażania opinii negatywnych i podkreślania oczywistości w nieprzyjemny sposób, próbując jakby zastrzaszyć wizją tragicznych konsekwencji nie podjecia sie zmian i nie wzięcia się za redukcję wagi. Z tym, że okazuje się, że nacisk emocjonalny i wywoływanie presji na innych, działa całkiem odwrotnie i zamiast nakłaniać do zmian,sprawia, że rodzi się wewnętrzny opór. Akcja-reakcja. To z kolei blokuje działania, rodzi frustrację, z czasem totalnie niszczy samoocenę i ostatecznie może prowadzić właśnie do depresji.

        Otyłość to nie tylko kwestia zdrowotna i reprezentacyjna. To także sprawa psychologiczna. Piętnowanie, oblekanie otyłości w czarne kolory, przedstawianie jej jako demona życia… To wszystko wcale nie motywuje do działania, tylko do jeszcze większego zakopywania głowy w piasek.

        A zdanie swoje można i wręcz trzeba mieć. Własne a nie zaczerpnięte z mediów, religii, sąsiada, rodzica czy polityki. I przede wszystkich posiadać umiejętność wyrażania go poprzez pryzmat wartości,ktore w sobie nosisz. Zamiast przepraszać z gory za wlasne zdanie, bo jest jedynie ocenianiem, komentowaniem i doklejeniem kolejnej, nic nieznaczącej etykietki.

      • Jo Foltman-Kennedy

        Od nienawisci do swojego ciala jeszcze nikt nie schudl, wrecz przeciwnie. I potwierdzaja to badania. Jezeli zdrowie ciala jest dla Ciebie priorytetem, to musisz je kochac zeby o nie zadbac. A dbanie, przyjemny ruch i racjonalne odzywianie, nie zawsze przeklada sie na spadek wagi – natomiast czesto przeklada sie na poprawe zdrowia (ogolnej sprawnosci, dlugowiecznosci itd.). A nienawisc do wlasnego tluszczu laczy sie z niska samoocena, ktora jest jedna z najwazniejszych skladowych depresji. Wspolczuje Ci tych wszystkich chorob, ktore utrudniaja schudniecie, ale tym bardziej powinnas byc dla siebie wyrozumiala, cierpliwa i lagodna. To naprawde pomaga.

  • Magdalaena

    Mnie do kombinezonów zniechęca konieczność zdejmowania całego outfitu przy każdej wizycie w toalecie. Nie rozumiem jak taki niepraktyczny strój mógł się przyjąć.

    • Rina Lou

      to fakt, ale ja je lubię 😀

    • Sama jestem zaskoczona!

    • Szpilki też nie są praktycznym strojem – niewygodne, trudno w nich podbiec, niebezpiecznie chodzić w nich po niektórych nawierzchniach… A się przyjęły i nic nie zapowiada, by miały odejść do lamusa 😉

  • Madlena

    Ogólnie fajny tekst, ale 😉 nie mogę zgodzić się końcówką – „to znaczy, że byli słabi”. Wrażliwość to nie słabość. To, że ktoś poczuje się dotknięty Twoimi słowami, to nie słabość. Może przesadza, może robi z igły widły i ogóle jest tępą dzidą/nadętym dupkiem, no ale wciąż: nie utożsamiajmy wrażliwości ze słabością.

  • Rina Lou

    Gdyby ludzie tak swobodnie i ze spokojem przyjmowali wszelkie zdania na swój temat (nawet te mniej pochlebne) to nie zaczynalibyśmy zdań od tego nieszczęsnego zwrotu. Dla własnego bezpieczeństwa wolę wcześniej przeprosić za swoje zdanie, które wypowiem i które może mieć jakiś (choć minimalny) negatywny odbiór czy coś, niż je powiedzieć i potem czuć obrazę majestatu odbiorcy, bo ja nie będę miała poczucia, że powiedziałam coś nie halo. Często zdarza mi się nie przepraszać za szczere uwagi i riposty i co?
    Okazuje się, że jestem odbierana jako wyniosła i uszczypliwa osoba, a ja tylko powiedziałam coś szczerze i trafnie.

    • Jak Cię znam, tak wiem, ze jesteś raczej bezpośrenia niz złośliwa, ale rozumiem o czym mowa 🙂

  • Anna Zaborowska

    Przesadzasz. Jeżeli ktoś mówi „Nie obraź się, ale”, to po prostu chce ci coś powiedzieć, ale jednocześnie zaznacza, że nie ma złych intencji i nie chce ci ubliżyć. Czy nie lepiej przyjmować słowa takimi, jakie są?

    • Jo Foltman-Kennedy

      ale przeciez „nie obraz sie” to rozkaz – „wiem ze to co powiem sprawi Ci przykrosc, ale nakazuje Ci stlumic te emocje”, Nie dosc, ze mowi sie cos przykrego, to jeszcze nie przyjmuje sie konsekwencji, ktora moga byc zranione uczucia adresata. Jezeli nie chcesz obrazac – trzymaj buzie na klodke, a jesli chcesz, to sie zmierz z tym ze komus moze byc przykro

      • Anna Zaborowska

        Niekoniecznie. Ta formuła jest używana wtedy, kiedy nie mamy pewności co do poziomu wrażliwości rozmówcy. Szukanie tutaj drugiego dna, rozkazów i obejść to utrudnianie sobie życia.

        Jeżeli moja przyjaciółka jest wrażliwa, to wyrażając swoją opinię, która na pewno jej się nie spodoba, robię wszystko, żeby czuła się możliwie najbardziej komfortowo i odebrała moje słowa dokładnie tak, jak chcę je przekazać – bez wbijania szpil. „Nie obraź się, ale” to podkreślenie swojej intencji, a nie narzucanie odbioru.

        • Ania, ale co innego przyjaciółka, a co innego ktoś całkiem obcy. I to bardziej mam na myśli.

          • Anna Zaborowska

            No to wiadomix.

          • Jo Foltman-Kennedy

            Zamiast formułki nie obraź się, można powiedzieć coś mniej zdawkowego co lepiej oddaje wrażliwość osoby mówiącej i szacunek do adresatki. Albo powstrzymać się w ogóle od komentarzy bazujących na własnych odczuciach estetycznych chyba że jest się o opinię poproszonym, ale wtedy można powiedzieć uczciwie, bez żadnych wstępów i krygowania się. I ze świadomością, że to tylko własna subiektywna opinia, która jako taka ma ograniczoną wartość bo bazuje na specyficznych gustach i wartościach mówiącego a nie adresata.

  • Anna Pasierb

    Ja do ślubu miałam schudnąć… Udało mi się (póki co)nie przytyć i jestem z tego cholernie dumna 🙂

    Bycie puszystym ma jedną zaletę – osoby puszyste nie wyglądają tak staro jak osoby szczupłe 😀

  • Usagi

    ostatni akapit! <3

  • „Nie obraż się, ale…” to chyba najgorszy sposób rozpoczynania wyrażania własnej opinii, bo, jak sama wspomniałaś, osoba mówiąca ma głęboko gdzieś to, czy się obrazimy i skoro tak zaczyna zdanie, to znaczy, że za chwilę powie coś, za co z pewnością obrazić się możemy, a nawe powinnyśmy.
    Przeważnie jestem szczera, tak zostałam wychowana. Ale w dzieciństwie wpojono mi także „nie mów garbatemu, że ma garba”. Czy to, że powiem komuś, że wygląda w danym ciuchu jak pasztet albo baleron przewiązany sznurkiem coś zmieni? Nie lubię ludzi, którzy poprawiają sobie samopoczucie dołowaniem innych. I mówienie komuś grubemu, że jest gruby to właśnie takie zachowanie. Bo przecież ja wiem, że jestem gruba, to, że ktoś mi to wytknie palcem, niczego nie zmieni. No, może sobie poprawi samopoczucie, ale w moim życiu nie zajdzie nagle diametralna zmiana, bo ktoś mi uświadomił, że nosząc rozmiar 52 jestem gruba.
    A jeśli masz ochotę ubrać białe bikini na plażę, to ubieraj jeśli tylko znajdziesz swój rozmiar i czujesz się w nim dobrze i ciesz się życiem. Ja nie noszę wszystkiego, co bym chciała, bo w niektórych rzeczach czułabym się niekomfortowo.
    Ale niepytana, jeśli coś mi się na kimś nie podoba, nie wytknę mu tego. Jeśli jednak ktoś mnie pyta o zdanie, musi się liczyć ze szczerą opinią, choć staram się być delikatna.
    Uff, rozpisałam się, może trochę nieskładnie, ale sens tego, co chciałam powiedzieć chyba da się z tego wyciągnąć 😉
    Ps. Jak zawsze, świetnie napisane.

  • Pingback: Refleksje przy kawie #2 : drzazga w twoim oku. | Psychologia podwórkowa()

  • Nie obraź się, ale…wyglądasz w tym tak zajebiście, ze zwyczajnie zazdroszczę Ci tego kombinezonu :))))) serio 🙂
    Nie będę oryginalna, ale na tzw. zachodzie wygląd ludzi nie jest chyba aż tak bardzo znaczący, jak własnie u nas. Idąc ulicą np. Londynu czy Berlina mijasz ekstrawagancko ubranych, grubych, chudych, rudych etc. Nikt nie ogląda się zaszokowany czy zniesmaczony. A w Polsce to sensacja wielka.
    Nie żyjemy w Chinach, żeby każdy musiał być taki jak nakazuje jedyna słuszna linia. Kropka. Buźka.

  • Nina Wum

    To „nie obraź się, ale…” to klasyczna pasywno-agresywna zagrywka, stosowana przez tych, którym nie dostaje odwagi cywilinej, by swoją opinię wyrazić bez minoderyjnych obsłonek. Też mam na to alergię. Koniecznie chcesz mi przysrać? Będziesz głęboko nieszczęśliwy/a, jeśli się powstrzymasz? No to bring it on, biacz. Ja jestem silna, byle co mojej samooceny nie umniejszy.

  • Kurde. Jestem tu od niedawna, ale… uwielbiam Cię, kobieto!

  • ja miałam kiedyś taki dialog z koleżanką z klasy. mieliśmy przynieść przed studniówką zdjęcia z dzieciństwa.
    koleżanka: nie obraź się, ale od dziecka miałaś duże uszy
    ja: 😮 (pierwszy raz pomyślałam wtedy krytycznie o swoich uszach)
    koleżanka: poza tym jesteś podobna do swojej mamy jak była młoda…
    ja: wiem, dzięki 🙂
    koleżanka:… TYLKO DUŻO BRZYDSZA!
    oczywiście zbiło mnie to z tropu i zapytałam, po co mi to mówi, a ona: JESTEM PO PROSTU SZCZERA
    to było prawie 10 lat temu a do teraz pobrzmiewa mi w uszach jako złe zrozumienie szczerości 🙂

  • Ciekawe, co rozmówca by powiedział, gdyby na jego światłą opinię odpowiedzieć jednym z następujących zdań:
    „Nie obraź się, ale się obraziłam”
    „Nie obraź się, ale mam Twoją opinię bardzo głęboko w mojej wielkiej dupie”
    „Nie obraź się, ale gdybyś nie była tępą dzidą, nie powiedziałabyś mi tego”

  • Pingback: Patrz, jaki grubas! | grubokoscista()

  • Blanka Rusowicz

    Ja mam 16 lat i ważę 86 kg. Też jestem otyła,ale twierdzę,że moje ciało to moja sprawa. Czasami ludzie mi to wypominają,ale ja wtedy,nieraz chamsko ich zamykam. No bo dlaczego ktoś ma mi mówić co robić i jak wyglądać. Więc droga Agatko,pozdrawiam Cię i podziwiam za to,że stawiasz ludziom twarde warunki i nie dajesz się obrazić 🙂
    Blanka