Blogowanie jak narkotyk – to juz dwa lata!

Dwa lata temu, po wizycie u lekarki, która doprowadziła mnie do łez rozpaczy (głównie swoją ignorancją), wpadłam na pomysł. Pomysł, który podkręciła tylko moja koleżanka, kiedy usłyszała, że chciałabym pisać o… sobie i o tym, jakie mam podejście do życia. Nazwę wymyśliłyśmy w kilka minut – miała być trafna, pozytywna i nie pozostawiać wątpliwości. A potem to już się samo potoczyło.

Uwielbiam pisać odkąd pamiętam – być może dlatego, że wcześnie nauczyłam się czytać i lubiłam wymyślać różne historie. Potem, tak jak Ania z Zielonego Wzgórza postanowiłam, że zostanę pisarką – poszłam nawet na polonistykę i skończyłam dziennikarstwo, ale marzenia nijak się miały do rzeczywistości. Dalej jednak uwielbiałam pisać, ale raczej chowałam to do szuflady. Pisałam też bardzo długie listy do przyjaciela z drugiego końca Polski.

Wtedy przyszła era blogów. Obserwowałam, czytałam, ale nie wiedziałam, o czym pisać – miałam wrażenie, ze wszyscy wszystko juz napisali, a ja, patologicznie wręcz, lubię robić rzeczy na opak i inaczej, niż inni – na szczęście raczej wychodzi mi to na dobre.

Pamiętam jak dziś te emocje, które mną targały, kiedy publikowałam pierwszy post na Grubej i szczęśliwej: kto to w ogóle będzie czytał? a jak zjedzą mnie hejterzy i stracę chęć do życia? a jeśli nie będę miała o czym pisać?

Czasem do dziś, kiedy coś publikuję (albo kiedy publikuję coś po dłuższej przerwie) targają mną podobne lęki. Ale potem myślę sobie: hej, to moje miejsce w internecie i mam to szczęście, ze mogę się nim dzielić z coraz większą ilością ludzi – nigdy nie myślałam, że to się zadzieje, a z dnia na dzień jest Was coraz więcej!

Czasem tylko zdarzy się ktoś, kto powie, że ten blog to jedna wielka ściema. Że nie mozna być grubą i szczęśliwą, że to tylko fasada. Wyjaśnijmy sobie to raz na zawsze – to nie ściema, nie widzę powodu, zeby ‚moje miejsce’ miałoby być udawane. Ale jasne, zdarzają mi się gorsze dni. Tobie też. Przypominam jednak, ze nie uważam, że bycie grubym jest super – super jest cieszyć się życiem bez zadręczania się na każdym kroku, że jestem za gruba, żeby żyć jak normalny człowiek. Szczęście przecież nie zna rozmiaru.

Czasem chodzę z tekstem w głowie i aż mnie nosi, jeśli nie mogę siąść i go napisać – słowa same układają się w zdania – mam wtedy wrażenie, że głowa mi zaraz wybuchnie. A innym razem trochę mi się nie chce i czasem chodzi mi po głowie, żeby przestać pisać bloga. Ale wtedy na scenę wkraczacie Wy, moje czytelniczki – wiedzione chyba przede wszystkim intuicją, bo czymże innym?! Rozmawiamy sobie dłużej lub krócej i wiecie co? I wtedy juz nie chcę ‚zamykać bloga’ – wręcz przeciwnie – nakręcacie mnie do pisania, a w głowie kiełkują nowe pomysły. Dziękuję Wam!

Spokojnie więc. Blog nie zniknie i będzie się rozwijał. Nie wiem, czy chcę się zamykać w tematyce size plus i pisać tylko o tym. Na razie jednak czuję, ze temat nie jest wyczerpany i nie wiem, czy kiedyklwiek się wyczerpie. Ale czasem będę zmieniać temat.

Piszecie czasem, że za rzadko publikuję – miałam ostatnio taki pomysł, żeby wziąć tydzień urlopu i pisać. Ale potem doszłam do wniosku, że to bez sensu, bo pierwsze cztery dni niechybnie bym przespała. Wiedzcie jednak, że piszę tak często, jak pozwala mi na to czas, ale nie tak często, jak bym chciała. Chyba dość znamienny jest fakt, że większość swoich weekendów planuję na dwa-trzy (!) miesiące do przodu – myślałam, że po ślubie sprawa się uspokoi, ale jednak nie. Po prostu w końcu wyciskam z życia ile się da.

Ale wiecie, co mnie cieszy w pisaniu bloga najbardziej? To, że moje pisanie komuś pomaga – to, że dajecie się zarazić moim uśmiechem i podejściem do życia. To, że ktoś napisze, że przestał kupować bure wory i kupił dopasowaną odzież (i wygląda jak milion dolarów!). To, że nosicie bikini na plażę i wychodzicie z cienia. Pozwalacie sobie być kobiece. I bardzo Wam z tym do twarzy. Nie przestawajcie!

IMG_3118-001

You Might Also Like

  • Klaudia Skorupińska

    Agato, gratulacje, oby tak dalej! Pokazujesz, że nie istnieje jeden model szczęścia:) „Czytam Cię” już od dawna, ale dopiero od jakiegoś czasu zaczęłam inspirować się Twoim fantastycznym widzeniem świata. I piszę to w swoich nowych dopasowanych ogrodniczkach! Jest bioderko, jest trochę cyca, jest nóżka i udko. No i? Czuję się genialnie, bo w głowie świeci mi neon z napisem „piękno to też pewność siebie”. Dziękuję, wypiję dzisiaj piwko za Twoje zdrowie:) (och matko, na wieczór zmieniam bluzkę na taką do połowy brzucha, szaleństwo!). Jesteś super!
    P.S. Polonistyka i Ania Shirley rządzą.

  • Kasia Żyrafa

    A ja Cię czytam od niedawna i…jestem zachwycona Twoim podejściem do życia ! Nie jestem size plus ale pełna kompleksów ” od zawsze „- bure wory nosiłabym nawet na plażę. Powoli, powoli coś zmieniam…może się uda ? Czytać Ciebie z rozkoszą będę dalej na pewno 🙂

    • Będzie mi szalenie miło, jeśli zostaniesz na dłużej!

      • Kasia Żyrafa

        Nie może być inaczej !

  • Sw oja

    Jestem od niedawna, trafiłam przypadkiem i zostaję. Z niecierpliwością czekam na nowe wpisy, a gdy już takowy się pojawi – cieszę się jak dzieciak! 🙂 Sprawiłaś, że CHCĘ zmienić podejście do życia i do postrzegania samej siebie. Odwalasz kawał dobrej roboty, serio.