Jestem wkurwiona

O ile zwykle staram się stronić  rozmów na temat polityki, bo czasem mam wrażenie, że nie ma w Polsce dobrej opcji – jest tylko głosowanie na mniejsze zło. Ale dziś jestem wkurwiona. Jestem wkurwiona, zniesmaczona i wstrząśnięta tym, co się dzieje w tym kraju. Jak zwykle na wiele tematów staram się nie wypowiadać głośno, tak teraz po prostu nie jestem w stanie ugryźć się w język, bo jeszcze sobie go odgryzę.*

Jestem młodą kobietą, tuż przed 30tką, niedawno wyszłam za mąż. Chciałabym kiedyś mieć dzieci, ale się boję. Normalnie, sama wizja ciąży i porodu jest dla mnie przerażająco-abstrakcyjna w sposób wręcz paraliżujący, ale teraz mam poważne obawy, że z tego strachu mogę popaść w paranoję.  Boję ciążowych przypadłości, boję się bólu, boję się, że coś pójdzie nie tak przy porodzie, boję się, że urodzę dziecko chore, z ciężkimi wadami genetycznymi, przez które nie będzie mogło samodzielnie egzystować albo umrze. Boję się też, że w ogóle w tą ciążę nie będę mogła zajść i być może będę potrzebowała do tego pomocy współczesnej medycyny. W końcu jest XXI wiek, człowiek wyladował na Księżycu, w kilka sekund możemy nawiązać dobre połączenie z człowiekiem, który znajduje się obecnie na drugiej półkuli, a nowotwory bywają uleczalne.

Ale nie. Jakaś grupa smutnych, starych typów w garniturach postanowiła kobietom grzebać w macicach. Oni mają piękne, zdrowe dzieci bez ciężkich chorób genetycznych, a jeśli do zapłodnienia doszło przez in vitro, to sie nawet do tego nie przyznają. Nie. Oni postanowili usiąść i zarządzić, że od dziś nie żyjemy w państwie prawa w XXI wieku, tylko w średniowiecznym państwie kościelnym, które odrzuca możliwości, jakie nam daje współczesna nauka i sufrażystki ponad sto lat temu. Od dziś nasz rząd za aborcję w warunkach szczególnych chce nas wysłać do więzienia, a metodę in vitro, nie dość, że jest już horrendalnie drogą – a co za tym idzie – trudnodostępna, to chcą ustawą uregulować ją tak, że równie dobrze można dalej próbować zachodzić w ciążę w waunkach naturalnych, nie laboratoryjnych, a skutek może być ten sam. W ramach leku na problemy z poczęciem lekarze powinni wypisywać modlitwy na receptach – odmawiać pół godziny przed każdym stosunkiem. I tylko z prawowitym małżonkiem, bo z innym to grzech.

Według Smutnych Panów z Sejmu sprawa wyglada mniej więcej tak:

Źródło - Adam Pluszka

Źródło – Adam Pluszka

Nazwijcie mnie wojującą feministką – choć dla żadnej kobiety, która nie jest bezwolną marionetką nie powinno być to obraźliwe – ale naprawdę uważam, że kobiety mają mózgi i nie ładowałyby się w wielu przypadkach w aborcje, gdyby nie musiały. Rozróżnijmy jeszcze aborcję ‚na żądanie’ od tej przymuszonej okolicznościami – tą pierwszą robią zwykle kobiety, dla których aborcja to forma kaprysu i wynik nieprzemyślanych decyzji, ta druga – może być przeprowadzona m.in. u kobiet zgwałconych (nie miałybyście traumy na całe życie patrząc codziennie na takie dziecko?) czy u tych, u których wykryto tak ciężkie wady płodu, że po urodzeniu nie mogłoby samodzielnie żyć – dla zobrazowania – mam na myśli te sytuacje, kiedy mózg w jakiejś części nie jest zakryty czaszką, nie ma wykształconych jakichś narządów, albo życie matki jest zagrożone (np. w przypadku ciąży pozamacicznej). W tej chwili sugerowałabym Smutnym Panom zastanowić się, czy pozwoliliby swojej żonie albo córce ryzykować swoje życie. Rozumiem i szanuję kobiety, które zdecydują się urodzić POMIMO TO. Bo są to przypadki, w których kobieta ma prawo, ale nie musi korzystać z aborcji – a umówmy się, że ta decyzja dla kobiety jest w większości przypadków bardzo trudna. Czasem te płody obumierają, kiedy na aborcję jest już za późno i dziecko urodzić trzeba – nieludzkim dla mnie jest kazać kobiecie wtedy wypychać dziecko siłami natury.

Ja uważam, że moje życie, to moja sprawa, moja macica również – nawet mój ginekolog może mnie o czymś co najwyżej poinformować, ale nie decyduje za mnie. Jestem do tego stopnia również zepsuta, że są to sprawy, o których nie może decydować nawet mój mąż – Smutni Panowie z Sejmu (choć nie wiem, może ta ustawa wzbudza w nich jakieś niezdrowe radości) są na samym końcu listy osób, które mogłabym jeszcze tutaj wymienić. Moja macica to nie własność publiczna, żeby wszyscy mogli sobie o niej decydować.

I być może #czarnyprotest, zdjęcia na fejsie w czarnych ciuchach pozornie daje niewiele, tak samo, jak to, że głośno wyrażam swoja opinię – jestem tylko małą, nic nie znaczącą kobietą w masie innych kobiet. Nie rozumiem jednak, czemu nikt nie słucha naszego wołania – czarnej masy obywatelek, które chcą mieć prawo wyboru – z którego – przypominam – MOŻEMY, ale nie MUSIMY korzystać?!

#czarnyprotest #niconasbeznas #humanrights #mojeciało #mojeżycie #mojasprawa

#czarnyprotest #niconasbeznas #humanrights #mojeciało #mojeżycie #mojasprawa

 

Swoją drogą, odbieram jako ponury żart fakt, że w sprawach kobiet najwięcej do powiedzenia mają mężczyźni nie tylko świeccy, ale również duchowni.

_________________

*dziś język może być bardziej dosadny niż zwykle, ale wiedzcie, że jak mnie coś wkurwia, to mówię, że mnie wkurwia, a nie że duch mój dupą na rozżażone węgle usiadł.

You Might Also Like

  • Paula

    Dosadnie, prosto z mostu, ale też prosto z mojej duszy. Chcę mieć wybór, nic więcej.

  • Calamity Jean

    Ja dlatego (między innymi) wybywam z tego szalonego kraju. Nie jestem w stanie żyć w miejscu gdzie na poważnie tego typu debaty mają miejsce. A smutnym panom polecam w następnej kolejności rozważyć odłączenie w całej Polsce prądu i bieżącej wody, po co z takich wynalazków Lucyfera korzystać?

  • closerr

    aborcja, nawet ta ogólnodostępna i „na życzenie” nigdy nie jest „formą kaprysu,” to nigdy nie jest łatwa decyzja. 🙂

    • Nie jest, nie powinna być. Ale wciąż jeszcze są kobiety, które traktują to jako środek antykoncepcyjny (tak samo jak pigułki ‚po’) – niestety.

      • closerr

        I zawsze będą, ale nawet jeśli nie zgadzamy się z ich podejściem, to tak samo nie powinnyśmy im wchodzić w macicę – ostatecznie to nie nasze sumienie i nie nasza moralność.

  • Od siebie powiem szczerze i otwarcie- usunęłabym każdą ciążę. Nie tylko z gwałtu, nie tylko, gdy byłoby zagrożone moje życie czy gdyby dziecko miało się urodzić jako jedno wielkie cierpienie. Po prostu nie chcę dzieci, to nie kaprys, a świadoma decyzja. Zabezpieczam się ze swoim mężem ale zawsze mogę przecież wpaść i…jak dla mnie, nawet w tym momencie, mam prawo zdecydować o swoim życiu. Dlatego jestem również za abocją na tzw. żądanie:) Na to mamy wolną wolę, prawda?:) A co do całej reszty, zdecydowanie przyklaskuję:)