Urlop z dietą, czyli z czym to się je

O diecie dr Dąbrowskiej wcześniej słyszałam, ale trochę te informacje ignorowałam – jedzenie tylko warzyw i owoców przez dłuższy czas tylko po to, żeby schudnąć (a potem wrócić podwójnie) wydawało mi sie bez sensu. Trochę mnie jednak zastanawiało, że moje szczupłe koleżanki, które diet raczej nie potrzebują, również radośnie wkoło ćwierkały o tym, jako o sposobie żywienia, trochę nawet powiedziałabym, że brzmiały fanatycznie.

Zasadniczo w ogóle nie jestem zwolenniczką żadnych ‚nowych’ diet, na których się szybko chudnie, ale efekt jest raczej krótkotrwały – ale, kiedy zostałam zaproszona na wczasy zdrowotne na podkarpacie, do Villi Carpatia, postanowiłam zgłębić temat – w końcu raczej się nie spotkałam nigdy z ośrodkami, w których przez dwa tygodnie można się było żywić tylko dietą Ducana (nie próbujcie tego w domu!), a takich z dietą warzywno-owocową jest w całej Polsce bardzo dużo.

To też tak naprawdę nie do końca jest dieta, bardziej post, który ma na celu oczyścić nasz organizm z toksyn i wzmocnić jego prawidłowe działanie – samo gubienie kilogramów jest bardziej efektem ubocznym i nie powinna być stosowana jako dieta odchudzająca w żadnym przypadku!

Pierwszy etap diety warzywno-owocowej dr Dąbrowskiej może trwać, w zależności od potrzeb, od kilku dni do kilku tygodni (zwykle 10-40 dni), je się ok. 600 kcal dziennie.

 

W trakcie oczyszczającej głodówki można jeść tylko WARZYWA NISKOSKROBIOWE z gatunków:

  • korzeniowe (np. marchew, buraki, rzodkiew)
  • kapustne (np. kalafior, brokuły)
  • cebulowe (np. cebula, por)
  • liściaste (np. sałata, wszelkiego rodzaju zioła)
  • dyniowate (np. kabaczek, ogórki)
  • psiankowate (z wyjątkiem ziemniaków – pomidory, papryka)

oraz NISKOCUKROWE OWOCE:

  • jabłka
  • jagody
  • grejpfruty
  • cytryny

Warzywa najlepiej jeść na surowo w formie surówek. Można je także gotować i jeść w postaci zupy, leczo, bigosu, ale bez dodatku tłuszczu, dresingów, śmietany czy jogurtu. W trakcie kuracji oczyszczającej należy pić 2-3 litry płynów: wodę (koniecznie niskozmineralizowaną), soki warzywne i owocowe, herbaty ziołowe i owocowe.

salatki

Przykładowe surówki: 1. seler, jabłko, żurawina; 2. kapusta pekińska, marchewka; 3. pomidor, ogórek, szczypior; 4. kapusta pekińska, ogórek kiszony

Dieta – jak każda z resztą – działa na nasz organizm najlepiej, jeśli jest połączona z wysiłkiem fizycznym – to może być basen, spacery, gimnastyka – co lubicie. Ja wprowadziłam głównie gimnastykę (2 razy dziennie!) i spacery, bo to mi odpowiadało najbardziej.

Pamiętajmy jednak, że dieta warzywno-owocowa, tak jak inne głodówki, ma też swoje przeciwwskazania: jest wykluczona w przypadku kobiet w ciąży i karmiących, dzieci i młodzieży, osób z niedowagą. Nawet na jeden dzień postu nie mogą sobie pozwolić osoby chorujące na cukrzycę typu 1, gruźlicę, nowotwory, nadczynność tarczycy, niewydolność nerek, serca, układu oddechowego i wątroby, awitaminozę. Przeciwwskazaniem są też schorzenia zakaźne i genetyczne, depresja, anoreksja czy bulimia. Najlepiej przed rozpoczęciem diety skonsultować się z lekarzem.

Doktor Dąbrowska mówi, że w początkowym etapie diety mogą występować tzw. ‚kryzysy ozdrowieńcze’, a ich stopień nasilenia zależy od tego, jak bardzo ‚zanieczyszczony’ był nasz organizm – których objawy to biegunka, migrena, ogólne osłabienie i nudności – mnie dopadły wszystkie na raz i trwało to prawie 5 dni. Następne 2 były względnie stabilne i dopiero potem mogłabym powiedzieć, że czułam się dobrze.

Jeszcze jedno uczucie towarzyszyło mi przez ostatnie 10 dni. Okropny głód i – jak nigdy – obsesyjne wręcz myśli o jedzeniu. Niektórzy mówią, że wraz z minięciem kryzysów, wyłącza się też ośrodek głodu, a organizm zaczyna się żywić wewnętrznie – być może tak było, ale mam taką myśl graniczącą z pewnością, że u mnie zadziałała blokada psychiczna – za dużo się w życiu nasłuchałam i naczytałam o zbilansowanych posiłkach, żebym mogła spokojnie przejść na głodówkę (nawet zdrowotną!) bez jakiegokolwiek tłuszczu, nabiału, strączków, mięsa i glutenu. No więc w wyniku tej blokady, ale też tego, że trochę bałam się samodzielnego wyjścia z diety dr Dąbrowskiej bez konsekwencji w postaci efektu jo-jo, od dziś przeszłam na dietę makrobiotyczną (zbilansowaną, bazującą na nieprzetworzonych ziarnach zbóż) – twarożek z dobrym chlebem to mój rodzaj comfort food – mój ośrodek szczęścia od razu się włączył i nie chciał się wyłączyć.

A jeśli jesteście ciekawi tego, co dokładnie robiłam i gdzie byłam, oraz czy było fajnie – wypatrujcie kolejnego wpisu za tydzień!

Wpis powstał we współpracy z Villa Carpatia

You Might Also Like

  • Aśka Dańczyszyn

    Nie wiem, czego dr jest ta pani Dąbrowska, ale sprawia wrażenie, że nie zna fizjologii człowieka nawet na poziomie biologii rozszerzonej w liceum 🙁 Przerażające: „w początkowym etapie diety mogą występować tzw. ‚kryzysy ozdrowieńcze’, a ich stopień nasilenia zależy od tego, jak bardzo ‚zanieczyszczony’ był nasz organizm” – kryzysy ozdrowieńcze, czyli ładna nazwa na normalną reakcję ciała na radykalną zmianę diety, zbyt małą podaż kalorii, jedzenie posiłków nie zaspakajających wszystkich potrzeb organizmu. I naprawdę do surówek czy potraw innych nie dodawano tłuszczu, a witaminy ADEK!? 🙁
    „(…) post, który ma na celu oczyścić nasz organizm z toksyn i wzmocnić jego prawidłowe działanie..” – wystarczy posiadać wątrobę, nerki, układ krwionośny, płuca, skórę itd. oraz przyjmować odpowiednią ilość płynów i „za dużo się w życiu nasłuchałam i naczytałam o ->zbilansowanych posiłkach<-"

    Jak dla mnie to oszukiwanie ludzi 🙁

    • Proponuję zapoznać się z postem dr Dąbrowskiej zanim wystawisz o niej i jej metodach tak jednoznaczną opinię. Faktem jest, że post ten wyleczył bardzo wiele ludzi z wielu chorób cywilizacyjnych, pozwala obniżyć, a w niektórych przypadkach całkowicie zrezygnować z przyjmowania leków na takie choroby jak cukrzyca, nadciśnienie czy choroby tarczycy i nie są to odosobnione przypadki. Ale, jak każdą dietę, i ten post trzeba stosować z głową, ściśle stosując się do wskazówek i nie przekraczając maksymalnie 42 dni raz na rok.

  • wiwerna

    Głodówki i półgłodówki to samo zdrowie, jeśli się je rozsądnie prowadzi. Metody bywają różne, ale sama głodówka jakk metoda leczenia jest stara jak ludzkość! A może nawet starsza – zwierzęta, gdy chorują, nie jedzą. 😉
    Jesteśmy generalnie przekarmieni, więc przemyślane chwilowe ograniczenie do minimum ilości spożywanego jedzenia nie zrobi nam krzywdy, a może pomóc unormować pewne problemy i pobudzić organizm do wzmożonego wysiłku. Przełom kwasiczy o którym piszesz to normalka, zdrowy objaw. Moja mama wyleczyła głodówką – skutecznie! – zatoki i tasiemca (o którym nie wiedziała). Widoczne są też w badaniach długofalowe korzyści z głodówek. Myślę tylko, że najlepsza pora na oczyszczanie to jednak lato – o tej porze roku nie polecałabym startować, bo można szybko wychłodzić organizm i się rozchorować.

    • Teraz jest dobry czas na niektóre warzywa, np. dynię 🙂 Ale fakt, trzeba się dogrzewać, bo naturalne ogrzewanie organizmu po kilku dniach po prostu się wyłącza 😉

  • Cieszę się, że podkreśliłaś iż nie jest to dieta odchudzająca. Uwielbiam ten post i stosuję go przynajmniej raz w roku. doskonale działa na mój układ pokarmowy, pozwala pozbyć się zgagi i skutków refluksu. Stosowany umiejętnie nie prowadzi do żadnych braków w organizmie, pomaga uzyskać równowagę ciała i ducha. Jeśli chodzi o głód, to mam podobnie jak Ty. U mnie niestety jest to głód psychiczny, a z nim nie poradzi sobie odżywianie wewnętrzne. Ale daję radę, właśnie zaczęłam trzeci tydzień. Pozdrawiam 🙂

  • Pingback: Urlop z dietą #2, czyli gdzie byłam i co robiłam – Gruba i szczęśliwa()