W tym roku Święta będą inne!

Już teraz wiem, że moje Święta w tym roku będą zupełnie inne, niż dotychczas. Będą bardziej pachnące, cieplejsze i pełne uśmiechów. W tym roku czekam na nie jakoś bardziej, chce mi się sprzątać w domu, a nawet ubrałam choinkę!

Powiecie, że zwariowałam, ale, mimo tego wszechobecnego świątecznego pędu, strasznie się cieszę na te święta. I strasznie mnie wzruszają. To będą takie całkiem pierwsze nasze wspólne święta i tylko od nas zależy, jak będzie – jesteśmy całkiem nową jednostką rodzinną i sami sobie będziemy tworzyć nowe świąteczne tradycje, które będą mieszanką naszych domów rodzinnych – choć kto wie, może nie, może będą takie całkiem NASZE.

Wiecie, w tym roku dorobiliśmy się nawet pierwszej prawdziwej choinki – takiej, co ma 180cm wzrostu, brokatową gwiazdę na czubku i szklane bombki. I ludziki z czerwonymi czapeczkami. I światełka, mnóstwo światełek! I to był ten pierwszy świąteczny akcent, który mnie strasznie pozamiatał. Kilka lat wspólnego wesołego konkubinatu, a gdzieś w kącie stał mały stroik kupiony na targu, a prawdziwa choinka dopiero na swoim – przez to zrobiło się jakoś tak bardziej domowo, świątecznie i rodzinnie.

W tym roku nasza pierwsza wspólna Wigilia – nigdy dotąd nie spędzaliśmy jej razem. Na szczęście udało nam się uniknąć trzech wieczerzy jednego dnia i spędzimy ją spokojnie u moich rodziców – choć po cichu już czekam na rok, kiedy Wigilia będzie u nas – ale głównie dlatego, że chciałabym trochę poeksperymentować z daniami serwowanymi tego dnia. Na szczęście Święta trwają trzy dni i ze wszytskimi na pewno zdążymy sie spotkać – również u nas.

No więc ocieram łzy wzruszenia i piekę ulubionego makowca wszystkich, który mimo, że nie ma za dużo ciasta, to ma w sobie same słodkości i dobrości, ale Święta nie są po to, żeby trzymać się jakiejkolwiek diety, prawda?

Nie będę taka i podzielę się przepisem – obiecuję, że zdążycie, o ile nie macie zamiaru namaczać i mielić maku – a nie, od razu dam Wam przepis, w którym kupujecie mak w puszce w stylu ‚sru do gara’.

No więc na makowiec japoński, według przepisu, który robię od lat chyba z piętnastu (nie jestem taka stara, ja po prostu wcześnie zaczęłam!) potrzebujecie:

  • 1 puszkę maku z bakaliami (zwykle ok. 450g)
  • 9 jaj (!)
  • 9 łyżek kaszy manny
  • kieliszek rumu (ale ja daję więcej)
  • aromat rumowy (żeby na pewno było wiadomo, że jest tam alkohol)
  • szklanka cukru (3/4 też starczy)
  • więcej rodzynek, daktyli, śliwek i orzechów wszelkiej maści (DUŻO)
  • 4 jabłka
  • kostka masła (250g)
  • proszek do pieczenia (nie wiem po co, ale w przepisie kazali, to dajcie)

Weźcie naprawdę dużą miskę albo garnek – ale nie tą, w której zwykle robicie wszystkie ciasta – ja to zwykle robię w garnku na rosół (choć nigdy nie gotuję rosołu). W tymże garnku należy utrzeć masło z cukrem i żółtkami na puch (czyli ma być takie aż białe), a potem po kolei dodajcie wszystkie składniki: mannę, bakalie, rum, proszek do pieczenia i utarte na dużych oczkach jabłka. Na sam koniec ubij pianę z białek (jak najlepiej umiesz!), dodaj do reszty składników i DELIKATNIE wymieszaj.

I tyle. Wylewasz to wszystko na dużą blachę (ciasto nie rośnie) i pieczesz w 180 stopniach, póki się nie upiecze (pamiętaj, że jego naturą jest, że jest dośc wilgotne!) – jeśli chodzi o czas pieczenia – trudno powiedzieć, bo każdy piekarnik jest inny – w każdym przepisie mówią, że godzina wystarczy, ale to nieprawda – zwykle jednak potrzebuje posiedzieć nawet półtorej godziny. Ale warto mu dać ten czas. Po wyciągnięciu z pieca daję mu wystygnąć i nie stosuję żadnej polewy – jest doskonały właśnie taki. Ale oczywiście można go polać polewą czekoladową, kajmakową, albo posypać wiórkami i udekorować orzechami.

A na koniec chcę Wam życzyć, żeby Wujek Ziutek Was nie denerwował, a ciocia Krysia nie dawała złotych rad, o które nikt jej nie prosi – życzę Wam też, żebyście nie musieli spędzać czasu z ludźmi, za którymi nie przepadacie – tylko z tymi, dzięki którym robi Wam się ciepło w okolicach serca. Naładujcie baterie atmosferą, miłością i nie denerwujcie się niczym. Spędźcie ten czas po swojemu. Najlepiej.

You Might Also Like

  • Makowiec to zdecydowanie najsmaczniejszy lakoc jak dla mnie. A ze świątecznymi radami rodziny? Jeszcze nie odkrylam sposobu co zrobić, by takowe ominąć 😂😂😂