Dlaczego nie chodzę na promocje do Rossmanna?

Że jestem kosmetykowym freakiem i lubię się malować, to już o mnie wiecie. Że nie lubię niepotrzebnie mnożyć bytów i wydawać na nie zbyt dużo pieniędzy – prawdopodobnie nie różni mnie to od większości z Was. Ale przy okazji informacji o tym, że to już czas i zbliża się sezon promocji w Rossmannie na kosmetyki do makijażu do -49% nie zrobiła na mnie wrażenia. Po raz pierwszy chyba odkąd pamiętam (zawsze miałam gotową listę zakupów wcześniej i wiedziałam, po co idę).

To, że od miesięcy nie robię zakupów w Rossmannie nie znaczy wcale, że w ulubione i sprawdzone produkty nie zaopatrzam się w ogóle – ale przez ostatni rok znacznie zmieniła się jakość kosmetyków, których używam – a co za tym idzie – miejsc, w których ich szukam. Jak już zdarzy mi się zbłądzić do tego dużego marketu z kosmetykami – jestem normalnie chora.

Irytuje mnie, kiedy podchodzę do szafy z kosmetykami – jakiejkolwiek marki, choć najbardziej rzuca się to w oczy przy tych nieco droższych markach – a tam: testery dawno rozkradzione, wszystkie opakowania na półce pootwierane, uciapane, wszystko wszędzie dotykane, macane, może nawet lizane – tego nie wie nikt. Jak jakaś grubsza promocja – jak ta wyżej wspomniana na przykład – panie kłębiące się przy szafach, wyrywające sobie z rąk (albo co lepsze – podbierające z koszyków) towary wszelkiej maści – krótko mówiąc: robiące bydło.

Irytuje mnie niekompetencja pań sprzedających w sklepie – z jednej strony podchodzą i zagadują, czy może pomóc, ale są (niestety!) pomocne co najwyżej w znalezeniu towaru w magicznej szufladzie z zapasem – bo jeśli spytasz o podkład do twarzy nie ‚spływający’ z twarzy w połowie dnia, to możesz usłyszeć, że jej magicznym trickiem jest nie nakładanie pod podkład rano kremu. I ja mam nadzieję, że Wy wiecie, że to nie jest najmądrzejszy pomysł.

Ponadto, irytuje mnie, jak Rossmann robi nas w konia z tymi supermegahiper promocjami. Zdradzę Wam ich pilnie strzeżone tajemnice – bardzo duża część tych produktów obniżonych o 49% mają sztucznie podniesioną cenę tuż przed obniżką – w rezultacie to jest promocja na poziomie 20-30% – a za tyle to można kupić w internecie – czyste, ładne, schludne, higieniczne i wolne od zarazków setek innych, przypadkowych kobiet z całego osiedla.

Co więcej – kupując na promocji często robimy zapasy, które stoją i czekają, albo otwieramy wszystko i zwyczajnie zagraca nam to przestrzeń życiową – a zawsze, jak kupuję z listą, kupuję tylko to, co zaplanowałam (no, z małymi odstępstwami…) i nie w nadmiernej ilości (bo w drogeriach internetowych ceny zawsze są dużo niższe na stałe). Efekt? Nie wydaję od razu całej kasy z miesięcznego budżetu na głupotki.

Jednakowoż! Jak wiecie – nic w przyrodzie nie ginie i malować się czymś trzeba – znalazłam alternatywę dla sklepu, w którym robię zakupy znane również z Rossmannowskich półek, jak i tych bardziej ‚hipsterskich’. Pewnie wiecie, że mam w Krakowie taką stacjonarną drogerię, gdzie są wszystkie kosmetyki z internetów, gdzie lubię chodzić, ale nie lubię docierać potem do kasy – no ale nie zawsze mam czas i po drodze, więc wtedy z pomocą przychodzi mi, w nocy o północy, internet.

Tak czy inaczej – czy kupujecie stacjonarnie czy nie, to przychodzę Wam polecić parę sprawdzonych przeze mnie produktów – z różnych półek cenowych – a wiedzcie, że sprzedaję Wam teraz wiedzę, którą nabywałam latami – całkiem za darmo! Co więcej – zauważyłam, że to produkty, o których w internecie się nie mówi, albo mówi się zdecydowanie za mało!

Twarz

W ogóle w doborze tego, czym sobie smarujecie twarz, kierujcie się głównie typem swojej cery, a nie tym, że coś komuś podpasowało – jeśli masz cerę mieszaną, jak ja – prawdopodobnie moje typy będą dla Ciebie pomocne!

Baza

Jak pisałam wcześniej – absolunie nie wchodzi w grę nakładanie podkładu bez bazy albo kremu – mnie swędzi skóra i mam wątpliwość, że moja skóra będzie mnie kochać za 20 lat, jak ją będę traktować tak źle (wydaje mi się, że sama regeneracja nocna nie wystarczy). Dobra baza sprawi, że nasz makijaż zostanie na swoim miejscu cały dzień – a przecież o to nam, zapracowanym kobietom, chodzi w makijażu – ma być niezawodny!

W bazy to ja jeszcze jestem kiepska, bo używam od niedawna, stawiam dopiero pierwsze kroki, ale jeśli chcecie taką na co dzień, to unikajcie tych silikonowych. Znacie markę Lumene? Nie? A powinnyście – mają bardzo dobrej jakości kosmetyki hipoalergiczne (jak AA czy Bell), a biorąc pod uwagę, że mam cerę wrażliwą i skłonną do podrażnień, to muszę naprawdę uważać, czym ja sobie tą twarz smaruję. Poza tym polecam Waszej uwadze The Balm, Benefit (świetna!) i Pupę.

Lumene The Balm AA Benefit

Podkład

Mówcie, co chcecie – ale ja znam niewiele szczęściar z idealną, nieskazitelną cerą – ja mam swoje niedoskonałości i rumień, który trzeba skorygować (i sińce pod oczami – ale to akurat korektorem). Ponadto większość podkładów wyświeca mi się w ciągu dnia w strefie T, a i niewiele z nich przeszło test ‚okularowy’ – to znaczy nie ścierały się pod okularami. Ale mam swoje perły!

Bourjois to przede wszystkim kultowy Healthy Mix – jest świetny na co dzień na lato chyba dla każdej cery, ale przyjrzycie się uważniej Bourjois Air Mat – matuje bez wysuszania na cały dzień i jest bardzo trwały!

Wymagającym i bladziochom polecam L’oreal True Match i Pupa Active Light Foundation. Wart Waszej uwagi, choć niekoniecznie dla okularnic jest MaxFactor Face Finity 3w1 (baza, korektor, podkład w jednym)

No i nie byłabym sobą, gdybym nie poleciła Wam PRAWDZIWEGO kramu BB – prosto z Korei! Ja używam tego pomarańczowego od Skin79 z żółtymi tonami, ale jeśli macie bardziej różową cerę – zainteresujcie się różowym. Jest nie do zdarcia, lepszy niż jakikolwiek podkład, jaki mam, ale jest dość ciężki – nie przerażajcie sie ceną, on po prostu jest dwa razy większy od wszystkich innych opakowań i starcza na wieki. Jeśli szukacie czegoś lżejszego -wróćcie do Healthy Mixa.

Healthy Mix  Air Mat L’oreal Pupa MaxFactor

Skin79

Korektor

Zwykle go używam na okolice pod oczami – na tą siną, smutną pandę, żeby codziennie w pracy wyglądać radośnie i promiennie, tworząc iluzję, że wstawanie o 6 nad ranem mam we krwi (tylko że nie).  Poza tym dokry korektor ma czasem schować jakieś pojedyncze niedoskonałości, których nie schował podkład, a jak maluję czerwoną szminką usta i się pomylę – ma mi pomóc ukryć wszelkie pomyłki.

Najdłużej, bo chyba od liceum, a na pewno od studiów znamy się z korektorem z Maybelline – jest lekki i dobrze się go nakłada, niestety, po latach całkowicie zdetronizował go Astor ze świetnym aplikatorem i formułą. Catrice bardzo fajnie się nakłada, dzięki pędzelkowi, ale mam wrażenie, że nie przykrywa dobrze wszystkich sińców, a Belle to bardzo dobra alternatywa dla alergików i bardzo delikatnych cer.

Astor Maybelline Belle Catrice

Oczy

Kreska

Idealna kreska to marzenie każdej z nas – niestety, ciężko jest ją wyrysować idealną szczególnie, gdy się spieszymy. Ostatnio rzadziej maluję idealną, graficzną kreskę tuszem, częściej używam miękkiej kredki, którą rozcieram potem cieniem (albo po prostu tą gąbeczką z drugiej strony)- o siódmej rano każda minuta jest na wagę złota przecież, a efekt w obu przypadkach jest świetny (mam oczy!).

Co do precyzyjności eyelinera – nigdy nie lubiłam tych w pisaku, bo miałam wrażenie, że szybko się wypisują, ale wtedy na rynku pojawił się KRÓL – eyeliner w pisaku (Clinique) z końcówką pędzelkiem. Dziewczyny – w życiu moje kreski nie były tak dokładnie i szybko narysowane. Wart jest grzechu i każdej złotówki (no i na długo starcza – ja swój mam już rok!). W innych wariantach – najwygodniej maluje mi się kałamarzem z pędzelkiem (choć ten dołączony do Maybelline radziłabym wymienić na inny – nawet taki ze sklepu plastycznego za parę złotych).

Clinique Maybelline MakeUp Revolution Artdeco Revlon

Mascara

Tusz do rzęs to taki kosmetyk, który decyduje o całym makijażu oka – a jak robi naprawdę dobrą robotę, to mam oczy nawet bez rysowania kreski i mogę się ogarnąć naprawdę szybko. Wiem, że tusze z Eveline, Lovely, Maybelline Lash Sensational, czy nawet wychwalany L’oreal to sumepmegahity i są polecane pocztą pantoflową – niestety, moje rzęsy nie zareagowały na nie dobrze – były krótkie, posklejane i brzydkie. Cały zeszły rok testowałam różne mascary – szukałam swojego ideału. Znalazłam tańsze i droższe, ostatecznie okazało się, że najlepsze dla mnie są klasyki dostępne od lat albo Benefit/Bourjois Volume 1 secunde- te dwa mogłyby być swoim zamiennikiem i są naprawdę świetne!

Benefit Bourjois 1 secunde  Bourjois Full Volume  Bourjois PushUp Volume MaxFactor

Zostawiam na razie temat brwi (bo od jakiegoś czasu już nie muszę ich malować), konturowania twarzy (mam jeden niezawdny zestaw) i pudry (jeszcze nie znalazłam ideału w prasowanych), ale nie wykluczam, że kiedyś ten wpis rozszerzę jeszcze o te właśnie kosmetyki – a jeśli jesteście ciekawe, co jeszcze siedzi w mojej kosmetyczce i jest godne polecenia – na pewno odpowiem Wam w komentarzach.

Ach! Usta! Jeśli chodzi o szminki, to odsyłam Was TU, kiedyś na pewno uda mi się znaleźć je dla Was w drogeriach internetowych w dobrych cenach i zautualizuję nieco wpis (no przecież, że mam nowe królowe!)

Mam nadzieję, ze ten wpis był dla Was pomocny w zakupach – nie tylko internetowych, ale też stacjonarnych (no przecież wiem, że i tak pójdziecie na wojnę do Rossmanna!)

 

 

 

You Might Also Like

  • Paula Lift

    Do Ross się nie wybieram, te tłumy mnie odpychają. No i te wszystkie „przyjemności” o których wspomniałaś, brrrr… Ale taka jest prawda, niby damy, a jednak bydło.

  • Wercik

    Bardzo, bardzo przydatny artykuł, dziękuję, dodaję do ulubionych <3 Niestety moje umiejętności makijażowe są na poziomie 5-letniej dziewczynki, która weszła do łazienki i wypaćkała się kosmetykami mamy, ale i tak zamierzam nabyć coś z tych poleconych przez Ciebie 🙂 Bo od kilku lat używam jedynie podkładu Pharmaceris i mascary Colosal

  • Ja nie korzystam z tych promocji i są ujemne dla mnie śmieszne, jak widzę jak ludzie się na to rzucają. Mojej ulubionej drogerii stacjonarnej, drogerii Kosmyk, – 50% np. na Loreal czy Maybelline jest średnio co dwa czy trzy miesiące i to od niższych cen podstawowych, więc nie rozumiem skąd ten taki szał. Chyba po prostu przez nagłośnienie tej promocji

  • Ha ha ha dobrze, że Kraków jednak daleko jest od Gdyni, bo nie wiem czy mój budżet przetrwałby zderzenie z tą super drogerią od cudów z internetów 😜

  • Monika Węgrowska

    Od dłuższego czasu obserwuję Twoje wpisy. Blog rewelacja, dziękuję za niego 🙂
    Rossmana także od dłuższego czasu omijam. Nie lubię czuć oddechu innej osoby na plecach podczas zakupów. Zdecydowanie wybieram małe ale dobrze wyposażone drogerie. Gdzie Pani są kompetentne nie tylko do znajdywania „magicznych szuflad” z ukrytymi zapasami. Ja ze swoich doświadczeń polecam podkład marki revlon. Nałożony na bazę uważam, że całkiem nieźle tuszuje niedoskonołaści. Natomiast jeśli chodzi o puder to puder bambusowy marki paese. Pozostawia skórę matową bez efektu świecenia się.
    A jeśli chodzi o moje odkrycie w kwestii pomadek, które trzymają się naprawdę długo na ustach i nie zostawiają śladów np. na filiżance, to moim faworytem jest Max Factor Lipfinity. Nie jest to najtańsze rozwiązanie, ale warte swej ceny.