Ja i moje ciało. Status związku – to skomplikowane.

Niezależnie od rozmiaru, kobiety nienawidzą swoich ciał. Uogólniam – bo nie wszystkie, ale znaczna ich większość. A, bo tu za dużo, tam wystaje, a gdzie indziej mogłoby być więcej. Nie jesteśmy idealne – a nasze głowy nigdy nie pozwolą nam się tak czuć.

Samej daleko mi do ideału, ale śmiało mogę powiedzieć, że dobrze się czuję w swojej skórze. Oczywiście, nie znaczy to, że nie chciałabym mieć mniej tu i ówdzie… no ale jak jest, wszyscy wiemy. Jedną z możliwych – i najłatwiejszych! – opcji jest dać się pokonać swoim kompleksom, założyć worek na głowę i zamknąć się w szafie do końca życia, ale – po co?

Mój związek z moim własnym ciałem był burzliwy, odkąd pamiętam. Nigdy nie potrafiłam zaakceptować swojej fałdy brzusznej ani tego, że mam grube nogi i latem nie mogę chodzić w szortach, bo się boleśnie obcierają – żadna z moich koleżanek ani nikt z najbliższego otoczenia nie mieli tego problemu. Bardzo długo czułam się z tym źle, co przekładało się na nienawiść do mnie samej. Dodajcie sobie do tego nastoletnie nieudane pierwsze miłości i macie pełny obraz wkraczającej w dorosłe życie mnie.

A potem nagle sobie uświadomiłam, że ludziom, których lubię, i którzy lubią mnie, bynajmniej nie przeszkadza, czy mam fałdę na brzuchu, czy nie. Ważniejsze dla nich było (i jest!), jakim ja jestem człowiekiem, czy mogą na mnie liczyć i czy się po prostu dogadujemy. Zaczęłam łatwiej nawiązywać relacje międzyludzkie i chętniej poznawałam nowych ludzi, nie zamykałam się na nich. Wiem, że miałam strasznie dużo szczęścia, bo trafiłam na ludzi, którzy nie byli powierzchowni, bo pomogło mi to uwierzyć w siebie.

Z biegiem czasu naturalnym było, że odkryłam relacje damsko-męskie i ich intymną część. Strasznie się bałam zdjąć z siebie te wszystkie maskujące warstwy, ale zwyciężyła ciekawość i uczucia, które przyćmiły kompleksy – okazało się, że warto było posłuchać intuicji. Zwykło się mawiać, że kobieta jest najpiękniejsza w oczach mężczyzny, który ją kocha. I na pewno tak jest. Ale znowu Wam powiem coś, co już wiecie (a przynajmniej powinnyście wiedzieć) – wszystko się zaczyna w naszych głowach. Ja chyba nigdy nie chciałam czuć się piękna w oczach mojego mężczyzny, tylko przede wszystkim – w swoich. Go big, girl – czemu tylko w jego oczach miałabym być piękna – skoro jego koledzy powinni mu zazdrościć takiej fajnej dziewczyny?! Zakładam, że nie wszyscy rozumieli, albo nawet wciąż nie rozumieją tego wyboru u mojego męża, prawdopodobnie podobnie było u moich byłych (i vice versa!).

Wciąż idę na żywioł i stawiam czoła swoim demonom, oswajam je. Już prawie mogę powiedzieć, że się przyjaźnimy. Wciąż przekraczam własne granice, przesuwam je coraz dalej – bo chcę się czuć dobrze w swoim ciele bez względu na jego wiek, masę, ilość rozstępów i cellulit. Moje ciało to historia mojego życia, zmienia się i wiem, że jeśli będę się w nim czuć dobrze, inni też będą to widzieć. A jeśli moje ciało i ja to związek na całe życie – bo przecież nawet z moim mężem nie będę tak długo – to postanowiłam dobrze się traktować, żeby nam było razem dobrze. I nie mam tu na myśli tylko ćwiczeń, dobrej diety i regularnego wykonywania peelingu, ale przede wszystkim lubienie samej siebie, nie pogłębianie własnych kompleksów i bycie dla siebie miłą. Być może to dla Ciebie normalne, być może brzmi jak coś totalnie niewykonalnego – ale widzę po sobie, że takie właśnie podejście pomaga mi w byciu pewną siebie, znającą swoją wartość, dumnie kroczącą do przodu uśmiechniętą i pozytywną kobietą.

Mam nadzieję, że teraz, kiedy znasz już moją tajemnicę będzie Ci łatwiej stworzyć miły i dobry związek i ze swoim ciałem.

 

Zdjęcia (w mojej sypialni!) robiła Agnieszka Dobromilska

You Might Also Like

  • Uwielbiam Twojego bloga, robisz tu świetną robotę. Masz rację, można ważyć 40kg i nie znosić własnego ciała, dlatego takie teksty są potrzebne.
    Pięknie wyglądasz na tych zdjęciach, zresztą nie tylko na tych (z Instagramem jestem na bieżąco :D). Pozdrowienia!

  • ola

    boże, agata, jakie piękne zdjęcia! 🙂 ty w ogóle jesteś bardzo ładna, ale te zdjęcia są takie zmysłowe… plus cudne kolory w sypialni, szczerze mówiąc nigdy mnie niebieski we wnętrzach nie przekonywał, ale to ten ciemny jest super. tekst jest w punkt kwintesencją podejścia do ciała, które powinien mieć każdy zdrowy, szczęśliwy człowiek, niezależnie od tego, czy na nadwagę, czy niedowagę, piegi, włosy blond czy rozstępy. szkoda, że tak łatwo o tym zapominamy. 😉 ale racja – to ze sobą samym spędza się najwięcej czasu, ta relacja nie powinna być toksyczna. pozdrawiam!

  • KOCHAM <3

  • Renata Więckowska

    Piękne zdjęcia. Można dobrze wyglądać, trzeba tylko zadbać o siebie.

  • Cieszę się, że trafiłam na tego bloga tym bardziej, że przytyłam niedawno. W 2 lata przybyło mi niestety 21 kg i ciężko mi żyć w nowej rzeczywistości gdzie przytyki są na porządku dziennym 🙁 zdarza mi się popłakiwać gdy nikt nie widzi poprostu to strasznie boli. To jest smieszne trochę, bo najbardziej ryczę po mocnych treningach (ahhh kocham to zawsze byłam aktywna fizycznie) albo gdy pilnuję diety przez cały dzień (kiedyś nie sprawiało mi to problemu) płacze i myślę sobie, że to nic nie da i jedyne co może się zmienić, to wejście w nowy wiekszy rozmiar ale nigdy nie schudnę. Nie tęsknię za moim 36 tak bardzo jak za czasami, gdy z mojego ciała nikt nie szydził 🙁